Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

ŻYĆ DLA TYCH CHWIL

Co drugi kibic Śląska wiedział, mnóstwo ludzi z Polski, a ja nie. Nawet najbliżsi trzymali gęby na kłódkę. A powinienem się domyślić, że coś jest knute. Kopa telefonów z Polski, w tym z… pudła. Odwiedziny kolesiów, z którymi nie miałem kontaktu od wielu miesięcy, a nawet lat. Wiele komentarzy na Fanie z życzeniami, które trzeba było wyrzucać do kosza (bo nie w temacie artykułu). Coś się działo. Ale zrzuciłem to na karb tekstu z ostatniej strony swoich książek i nie dało mi do myślenia to, że rok temu też te książki przecież istniały.
Kamuflaż
Kiedy dzień wcześniej „K” stwierdził, że pójdziemy na wódkę, a w dniu „X” podjechał „B”, to chwyciłem połówkę paprykówki i tak zaopatrzony pojechałem na najważniejszą imprezę swojego życia.
Że coś jest „nie tego” zajarzyłem, gdy szofer najpierw odbierał jakieś podejrzane telefony i zamiast jechać normalną drogą, zaczął kluczyć. A gdy już podjechaliśmy wiedziałem, że wpadłem. Lecz do końca nie przypuszczałem – jak bardzo.
Żyje się dla takich momentów
Gdy zobaczyłem przyjęcie godne zwycięzców Ligi Mistrzów jeszcze zdążyłem powiedzieć głupotę o tym, że chociaż mogli coś wspomnieć o konieczności zabrania aparatu fotograficznego. „B” się jedynie uśmiechnął. Kątem oka ujrzałem jednego z najlepszych fotografów z Wrocławia i potem mogłem stać spokojnie oniemiały.
Szok nie puścił, lecz się wzmagał, gdy już race wygasły i kiedy podchodzili kolejni znajomi z gratulacjami. Ekipy z Lechii, Miedzi, Motoru, Slezsky’ego, Wisły (kolejność nieprzypadkowa – alfabetyczna), fankluby… przybyli do Wrocławia po to, by złożyć mi życzenia.
Mnóstwo twarzy z którymi przeżyliśmy wiele fajnych i równie wiele trudnych momentów. Kumple z którymi jesteśmy razem kilkadziesiąt lat, wielu z żonami (których wiele znam także z trybun), chłopaki z młodszych roczników, wiara z osiedla, współredaktorzy Fana, pokolenie pierwszych ultrasów, nawet emigranci przybyli specjalnie na tę uroczystość.
Chłopaki ściągnęli na moment Vuka (się chłop ode mnie nasłuchał pijackiego przykazania „słuchaj Lenczyka, wyjdziesz na swoje”). Przybyła legenda Śląska – Jasiu Sybis.
Dla wszystkich zagrali chłopaki z „Legionu Szczęśliwa”, a torty z herbem Śląska i godłem Polski były dopełnieniem całości.
Mam Waszą moc
Chcę podziękować wszystkim. Tym, którzy byli i tym, którzy się przyczynili do stworzenia tej imprezy – serdecznie dziękuję.
I z jeszcze większa mocą stwierdzę to, co powiedziałem na miejscu: daliście mi taką siłę, że teraz nawet jak nie będę mógł czegoś zrobić dla siebie – zrobię dla Was.
Już kilkadziesiąt osób spytało mnie, jak to wszystko odebrałem. „M” stwierdził, że czekał aż uronię łezkę, ale skoro się nie doczekał, to znaczy, iż jestem twardzielem. Nie wziął pod uwagę, że ludzie w szoku reagują inaczej.
Roman Zieliński
Fot. www.wroclawianie.info – tam również więcej zdjęć z tej imprezy.