(AKTUALIZACJA) – Mecz z Jagiellonią przełożony na 8. marca na 18:15 !
Pamiętacie jeszcze, kiedy Śląsk po raz ostatni wtopił w lidze? Jakby co – przypominamy: 24 września 2010 w Kielcach, 1-2. Od tamtej pory każdy mecz ligowy kończył się dodaniem przynajmniej jednego oczka na konto Śląska.
Jaki jest rekord WKS-u bez ligowej wtopki – nie wiemy. Jeden z dwójki statystyków, który jest w stanie to sprawdzić bez konieczności ślęczenia przez kilka dni nad papierami, Filip Podolski, łapie obecnie kangury w Australii. Drugiemu – Krzyśkowi M. nie chcemy zawracać głowy, bo gra nie jest warta świeczki, ale sami liczymy dni obecnej serii bez przegranej.
Nie wiemy, jak ta seria by wyglądała, gdyby Śląsk, tak jak było zaplanowane, rozegrał swój ostatni, ubiegłoroczny mecz w Białymstoku. Przypomnijmy, że był zaplanowany na piątek 3. grudnia. I jakkolwiek to nie zabrzmi: zimą wszystkich zaskoczyła zima i pierwszą kolejkę wiosenną przełożono na wiosnę.
Za blisko Suwałk
Tymczasem zima zrobiła psikusa i po grudniowych mrozach przyszła styczniowa wiosna, a za nią lutowy powrót Dziadka Mroza. Podczas meczu z MKS-em Kluczbork parę osób odczuło ten powrót sowicie. Zwłaszcza kilku młodzieżowców. Bardzo im zależało na dotrwaniu do końca spotkania, choć trzęśli się z zimna. Jak poważniej nie zachorują, to znaczy że ludzkość jeszcze kilka pokoleń przetrwa, bo materiał genetyczny w młodych Polakach tkwi.Co nie zmienia faktu, że zabieg krioterapeutyczny (leczenie za pomocą mrozu) raczej nie zyskał nowych zwolenników.
My, to jeszcze pikuś. Dolny Śląsk znany jest na meteorologicznej mapie Polski z tego, że u nas znajduje się biegun ciepła. Tymczasem na Podlasiu jest rodzimy biegun… zimna. Może nie w Białymstoku akurat, ale w Suwałkach, lecz Białystok leży podejrzanie blisko tych Suwałk.
Z zimy w zimę
Mecz grudniowy nie zostałby odwołany, bo tak się składało, że w Warszawie, gdzie zapadają decyzje, wówczas jeszcze śniegu nie nawiało. A że warszawskie cwaniaczki wszystko widzą ze swojego, warszawskiego punktu widzenia, zatem należało się spodziewać, że prośby innych klubów niż Legia (a Legia miała grać w Krakowie z Cracovią, zatem generalnie miała wszystko w nosie) nawet nie będą rozpatrywane. Ale zdarzyło się coś nieprzewidzianego. Otóż w środę poprzedzającą rozpoczęcie kolejki ligowej Amica grała skupiający uwagę społeczeństwa mecz z Juventusem Turyn. Jak imprezą interesuje się cała Polska, to warszawskie cwaniaczki też postanowiły sobie mecz obejrzeć. I po tym co zobaczyli, a właściwie czego nie widzieli, bo nawet z pomarańczową piłką widać nie było kompletnie nic, w południe następnego dnia podjęli decyzję o przełożeniu całej kolejki na luty.
Śląsk zachował miano niepokonanego przynajmniej na kolejne dwa i pół miesiąca.
Pech Platformy*
Rozumowano słusznie: teraz jest zima, a jak będzie pod koniec lutego, tego nie wie nikt. Biorąc pod uwagę, że z zimami w Polsce jest różnie, można przypuszczać, że nie będzie gorzej.
Nie przewidziano jednak tego, że jak coś się pieprzy, to się pieprzy po całości. I pod koniec lutego temperatura jest identyczna jak na początku grudnia.
No to mamy teraz prośbę Jagiellonii o przełożenie meczu ze Śląskiem na 8. marca. Z uwagi na mrozy.
Jeśli warszawska centrala na tę prośbę przystanie, to Śląskowi automatycznie seria ligowych spotkań bez porażki przedłuży się o dodatkowe sześć dni. We Wrocławiu o 7:00, podczas pisania tego artykułu, termometr za oknem wskazywał –13 stopni Celsjusza.
Andrzej P. RZ, aktualizacja dzięki Czytelnikowi Wuer
Fot. zalotka/pl, Damian Gromadziński
* Pech Platformy – Są ludzie, którzy jak się czegoś dotkną, to wszystko spieprzą. Życiowi pechowcy. Niby nie ich wina: wsiądą do windy, a ta stanie między piętrami. Ruszy taki ze skrzyżowania na zielonym jako pierwszy, a tu desperat jeszcze przejeżdża i stłuczka jak nic. Chwyta pechowiec u znajomych pilota w chwili, gdy się telewizor psuje… Platforma dorwała się do władzy w przedterminowych wyborach i natychmiast wybuchł kryzys światowy. Platforma dostała pełnię władzy, to od razu kraj nawiedziły dwie letnie powodzie przedzielone… suszą. Sarkozy i Merkel przybyli do Warszawy, to deszcz zaczął padać (w czasie kalendarzowej zimy!), a w kancelarii prezydenta był tylko jeden parasol…