Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

SZAŁU NIE BYŁO

Tekst, w którym jest coś dla hoolsów i marketingowców. Mniej więcej podobne frekwencje na spotkaniach inaugurujących rozgrywki pierwszej ligi (zwanej dla niepoznaki ekstraklasą) pokazują kilka rzeczy, na które warto zwrócić uwagę.
Mniej więcej podobne stadiony, pełne sektory gości i ciut ponad 10 tysięcy ludzi na 15-tysięcznych obiektach. Rywale miejscowych z najwyższej, polskiej półki. Tak sportowo, jak kibicowsko i medialnie. I w obu przypadkach piątkowi goście są na tych obiektach znienawidzeni. Zimno zarówno nad morzem (-13), jak i pod Wawelem (-6). Oba spotkania zaczęły się o jednej porze (20:00). Tak w Arce jak i w Cracovii sporo zmian personalnych. Przede wszystkim oba kluby wymieniły bramkarzy. To podobieństwa.
Teraz różnice:
Stadion Cracovii został oddany do użytku pół roku temu, w Gdyni było to drugie spotkanie na świeżutkim obiekcie, Ponadto – pierwsze o punkty.
Arka ma realne szanse na utrzymanie, Cracovia tylko matematyczne. Co nie przeszkadza Pasom „starać się ułatwić piłkarzom zadanie”. Mamy nadzieję, że wszyscy Czytelnicy Fana złapali aluzję. W meczach Arki pada mało goli, w meczach Cracovii – od groma. Dla Arki mecz z Wisłą był ”niechciany” (próbowali go przełożyć, by ligową inaugurację zaliczyć w pojedynku z Amiką). Mecz w Gdyni był siermiężny, więcej „dla oka” zdarzyło się w Krakowie. Gdynia to miasto ponad 200-tysięczne w którym Arka, choć ma w nim lokalnego rywala, jest klubem nr 1, natomiast Cracovia w swoim niemal 800-tysięcznym mieście jest w tyle za Wisłą.
Wnioski z Gdyni
Już teraz wiadomo, że stadion Arki pełny będzie tylko jak coś się wydarzy niespodziewanego. Wiosną raz, podczas derbów z Lechią. No, chyba, że za tydzień z Poznania zjedzie się ze trzy-cztery tysiące ludzi. Ale coś w takie, optymistyczne prognozy trzeba wątpić, bo Amika ostatnio ma złą passę, a i zgoda już nie tak serdeczna jak wówczas, gdy interesy szły lepiej.
Można stwierdzić, że swoich pięciu minut Arka do końca nie potrafiła wykorzystać, a koniec złudzeń na lepsze jutro będzie miał miejsce wraz z ostatnim gwizdkiem arbitra w meczu z Amiką. Potem zostanie tylko czekanie na lokalnego rywala i ewentualnie na mecz decydujący o pozostaniu w lidze, o ile będzie to pojedynek przedostatniej kolejki z Legią.
Brak kompletu na inauguracji stadionu w towarzyskiej potyczce z Beroe Stara Zagora oraz luzy na trybunach na kasowej potyczce z Wisłą można podsumować stwierdzeniem, że rację miał działacz Arki, który w wywiadzie naśmiewającym się z konstrukcji stadionu (są na trybunach miejsca, z których niewiele widać, bo jakieś słupy przysłaniają pole obserwacji) stwierdził, że i tak stadion nie będzie wykorzystany w 100 procentach.
Zatem stadion w Gdyni został wybudowany na maksymalną ilość widzów. Większego zapotrzebowania na piłkę tam po prostu nie potrzeba.
Wnioski z Krakowa
Stadion Cracovii wypełnił się raz. W meczu otwarcia z Arką. I w tym sezonie był to raz pierwszy i ostatni. Skoro Wisła jesienią nie przyciągnęła kompletu, skoro po sensacyjnym zwycięstwie nad Bełchatowem, po trzech miesiącach oczekiwania, na Legię przyturlało się trochę ponad 9 tysięcy sympatyków Pasów, to znaczy, że tylko jakiś niezwykły sukces sportowy może zapełnić trybuny. A na takowy się nie zanosi. Również należy uznać, iż obiekt jest skrojony na maksimum potrzeb. I że wiele wskazuje na to, że będzie najładniejszym w II lidze już od przyszłego sezonu.
Akcja Filipiaka, szefa całego przedsięwzięcia o nazwie „Cracovia”, z maksymalnym obniżeniem cen wejściówek, trochę pomogła. Ale tylko trochę.
Nic zatem nie wskazuje, by układ sił w podwawelskim grodzie został w jakikolwiek sposób naruszony. Wisła, długo nic, i dopiero później Cracovia. Na zdjęciu kadr z jesiennej potyczki Cracovii z Bełchatowem. Zwróćcie uwagę na trybuny.
Wnioski dla Wrocławia
A w zasadzie dla marketingowców Śląska. Tak, wiemy, zadanie wypełnienia stadionu na Pilczycach jest, w porównaniu z problemami Arki i Cracovii, znacznie ułatwione. Z uwagi na fakt, że tu będzie rozgrywane Euro, nowy obiekt jest obiektem zainteresowania centralnych środków przekazu informacji masowej. Ponadto o samym Euro się będzie sporo mówić, choć tak naprawdę dla miasta to tylko trzy mecze. A więc znaczna część roboty zostanie odwalona samoistnie, bez najmniejszego kiwnięcia palcem na Oporowskiej. Jednak wyzwanie jest dużo większe. Bo czym innym jest zapełnić stadion 15-tysięczny (jak widać i to się niektórym nie udaje), a co innego obiekt ponad 40-tysięczny. Efekty gdyńsko – krakowskich nakładów promocyjnych pokazują dobitnie, że bez ruszenia głowami i… dupami, osiągnięcie stanu „zadowalającego wypełnienia” wrocławskiego giganta, są nie do zrealizowania.
Co z tego dla hoolsów?
Niewiele. Albo ktoś ma ekipę, albo jej nie ma. Ale jeśli nie ma, to potrzebuje tłumu. A widać, że ani na Cracovii, ani w Gdyni, na te olbrzymie tłumy liczyć nie mogą. W Krakowie po raz pierwszy od niepamiętnych czasów przynajmniej atmosferka na trybunach była niczego sobie. W Gdyni było dość lipnie. Jeśli już ktoś się bawił, to goście.
Czym są piątkowe wyniki dla Śląska?
Cieszy wygrana Wisły, bo przedostatnia Arka nie zbliżyła się do Śląska ani o milimetr. My wciąż, patrząc na tabelę, musimy się oglądać za siebie. I to uważnie oglądać.
Remis w spotkaniu Cracovii z Legią jest trudniejszy do oceny. Generalnie – nie pomógł on gospodarzom, zminimalizował nadzieję na mistrzostwo gościom. I jedno i drugie – cieszy, lecz jest małe „ale”. Gdyby Cracovia popłynęła z Legią, to za tydzień we Wrocławiu o determinację byłoby jej bardzo trudno. Gdyby wygrała, to pewnie mając 11 oczek na stanie, na Oporowskiej gracze Pasów dokonywaliby cudów waleczności. Remis jest takim rezultatem, po którym przed wyjazdem na Dolny Śląsk w Cracovii powinni sobie powiesić nad drzwiami szatni napis: „to nasza ostatnia szansa, remis nas topi”.
Bo dla Śląska remis z Cracovią będzie oznaczał, że jednego stuprocentowego topielca już wytypowano. Aby osiągnąć cel minimum, pozostanie znaleźć drugiego.
RZ
Fot.
Dziennik Bałtycki, Uluśka-Terazpasy.pl, nasygnale.pl