Konfidenci byli, są i będą. W świecie kibicowskim (to boli najbardziej), w świecie wielkiej i małej polityki, w gangsterskim półświatku… gdzie ich nie ma. Okazuje się, że historia PRL-u, a i nasza obecna rzeczywistość to przenikający i zazębiający się światek tajnej policji, tajnych współpracowników, współpracowników jawnych, agentów służb i innych moralnych karłów udających moralne autorytety.
Dwa strzały z ucha
Ostatnio w kibicowskiej Polsce miały miejsce dwa zdarzenia, które mnie zdumiały i zasmuciły. No, może zbyt wielkich słów użyłem wobec jednego incydentu, bo dotyczy nas, wrocławian, zatem perspektywa spojrzenia na owe wydarzenie jest za bardzo indywidualna. Ale jest też coś, co nas nie dotyczy, a co, w moich oczach, jest megakurestwem.Uwaga: „kibic” nadaje
O wydarzeniach w Poznaniu, gdy przybył tam Widzew, większość Czytelników Fana ma jako takie pojęcie. Tak dla przypomnienia: Komplet kibiców Widzewa stworzył fajne widowisko odpalając dużą ilość rac. Wcześniej łodzianie spóźnili się pod bramy i wejście zaczęli szturmować około godziny przed meczem. Dlatego ostatni weszli pod koniec pierwszej połowy. Dlatego również racowisko zostało urządzone w drugiej części.
Niektóre race poleciały w stronę sektora miejscowych (co moim zdaniem jest głupawe, ale co tam moje zdanie. Ponadto mam osobisty ubaw, bo jeszcze niedawno poznaniacy i Widzew jakoś tak mieli się ku sobie).
No i zaczęło się
Samo wydarzenie to jedno, a jak je opiszą media to już zupełnie inna sprawa. Najpierw poznaniacy, nie czekając na reakcję łodzian, wszczęli batalię medialną. W sumie, co ich obchodzi, czy i dlaczego pociąg się spóźnił, ale trzeba było zrobić otoczkę wokół tego, co się wydarzyło. Ale właśnie to opóźnienie, plus rozwalenie podstawionych widzewiakom autobusów komunikacji miejskiej było „na topie”.
To jeszcze nic. Najlepsza była riposta. Bo o ile w przypadku poznaniaków działał klub, to Widzew załatwiał swoje sprawy rękoma… stowarzyszenia kibiców.
Kto reprezentuje Widzew?
Czytając pismo wybżdżone przez fanów Widzewa, po prostu nie dowierzałem.
Stowarzyszenie kibiców Widzewa, obwiniało organizatorów między innymi za to, że niedokładnie przetrzepali wchodzących na stadion.
Takem sobie pomyślał, co za hujek mógł na podobny pomysł wpaść. Takie tłumaczenie, to zaprzeczenie wartościom, jakim hołduje kibicowska społeczność.
I od razu mnie naszła wątpliwość, czy stowarzyszenie kibiców Widzewa reprezentuje kibiców Widzewa, czy jest to jakieś ciało, które tak naprawdę z ruchem kibicowskim nie ma nic wspólnego.Ubaw, a zarazem wściekłość wywołało zdanie: „Chaos jaki panował wśród służb wpuszczających spowodował, że na obiekt mogły dostać się osoby, które nie figurowały na liście wyjazdowej”. Uznać, że zostali niezbyt dokładnie „przetrzepani” i sprawdzeni na bramkach, że zostali wpuszczeni szybciej niż nakazują jakieś chore instrukcje to… brak słów, żeby to właściwie określić.
I kolejna refleksja; a jeśli jednak stowarzyszenie reprezentuje fanatyków Widzewa? Jak to świadczy o samym Widzewie?
Kim oni w ogóle są? Startowanie z list wyborczych SLD przy eksponowaniu polskiego godła (nie jest to eksponowanie widoczne z „oddali”, lecz tak się składa, że znam kogoś, kto ma dokładniejszy wgląd w te sprawy) to jakaś lekka paranoja. Wygłaszanie oświadczeń mających na celu eliminację bluzgów zrobione z medialną otoczką… Skąd oni się urwali? Co to w ogóle jest? Kibice?
Śmierdzi konfiturą na odległość.
Przypadek wrocławski
No, wrocławskim to możemy go nazwać z okazji miejsca zdarzenia. Tak naprawdę jest to przypadek poznański.
O małym laniu, jakie dostali pijani poznaniacy sikający na wrocławskiego grafa słyszeli wszyscy. Można rzec: lanie za lanie.
Kto tam dokładnie dostał po głowach – tak naprawdę nikt nie wie. To znaczy mundurowi mają nazwiska i imiona poszkodowanych, ale nie o to chodzi. Problem jest taki: czy to były zwykłe leszcze, które chciały głupio, pijacko poszpanować, czy jednak klienci ogarnięci w temacie.Tu drobna dygresja. Otóż podczas „wymiany koszulek prezydentów” poznański boss stwierdził, że w barwach „swojego” klubu po Wrocławiu jednak by nie chodził, bo samobójcą to raczej nie jest. Może słowa nieco inne, lecz przekaz dokładnie taki. Znaczy się, poznański prezydent idiotą nie jest, choć świat kibolski jego światem nie jest na pewno.
Niestety, jego podopieczni to mogą być idioci kompletni. Tatusiowie dziesięciolatków trenujących piłkę, którzy nie mają pojęcia o tym, że barwy „ich” klubu mogą być niemile widziane – do osób najbardziej rozgarniętych nie należą. A nie stwierdzenie własnej prowokacji podczas działalności „sikawkowej” to już zakrawa na kpinę.
Kolejna dygresja: Oddanie moczu na flagę Izraela jest rzecz jasna czynnością wyłącznie fizjologiczną, a wsadzanie polskich flag w psie gówna jest wskazywaniem ubrudzonych miejsc służbom porządkowym…
Może być tak, że chłop (chłopy) wiedzą o co chodzi, lecz w pijanym zwidzie pomyśleli, że są nietykalni. A potem „zdarzyło się” i wara opadła.
Jednak nie ma pewności, czy wydzwanianie po mediach to odruch kretyna, który niechcąco wpadł w kłopoty przez własną głupotę, czy „błyskawiczna zmiana orientacji, uwzględniająca nowe okoliczności”.
Tak czy siak, nazwiska poznańskich aferowiczów wypłyną. Zresztą – w Poznaniu wcale nie jest do nich trudno dotrzeć. Niech miejscowi wiedzą, z kim obcują na co dzień.
A może nadgorliwość w donoszeniu zostanie zbadana pod kątem nieco wcześniejszej działalności podpitej gawiedzi, bo coś mi śmierdzi, że to specyficzna straż obywatelska zainterweniowała wobec wybitnie nagannej postawy intruzów.
Roman Zieliński
Fot. poczytaj.pl, niepoprawni.pl, sports.pl, .tvp.info,
PS. Już teraz polecam króciutki komentarz do wrocławskiego zajścia redaktora Andrzeja P., jaki ukaże się dziś (piątek, 18 marca) wieczorem. Ubaw niesamowity.
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl