Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

ŚMIEĆ W NIEPOWOŁANYCH RĘKACH

Inspirację do napisania tego ni to artykułu, ni to tłumaczenia, jest komentarz naszego Czytelnika podpisującego się pseudonimem „Dawido”:
„Mila już dawno stracił w moich oczach po wymianie koszulki z zawodnikiem Arki, teraz tylko dolewa oliwy do ognia, u kibiców jest już dawno na spalonej pozycji.
Może triadę kompletuje.”
Biorę Sebastiana w obronę
Uczy się. Porównajmy jego wypowiedź po piątkowym meczu z tym, co mówił po Arce. Nasza reakcja po tamtym, majowym wywiadzie wstrząsnęła nim i parę rzeczy zrozumiał. A że naszego świata nie zna… a kto, oprócz nas, go zna? Zresztą i nasza młodzież czasem odwala takie numery, że głowa mała.
Nasze babole
Swego czasu „JE” uznał, że można jechać na wyjazdowy mecz Śląska w koszulce Jagiellonii, bo to wówczas była zgoda Wisły… Też mu trzeba było pewne rzeczy wytłumaczyć. „T”, niezły zadzior, pojechał na mecz Śląska do Wodzisławia w czapce Manchesteru, czy Barcelony. Nasłuchał się i od tego czasu nie nosi innych barw, niż prawilne. Co z kolei powiedzieć o przekręcie „C”, który handlował vlepkami Widzewa? (Tłumaczył, że rozprowadza je w celach kolekcjonerskich.) Jego ojciec miał przez syna – debila kłopoty.
Teraz jest to w zaniku, lecz jeszcze kilka lat temu sporo osób potrafiło przyjść na mecze Śląska poubierani w jakieś koszulki Bayernu, Celtiku, Barcelony, Paris st.Germain, Arsenalu czy innych gówien.
Co tu pisać o piknikach i młodzieży. Bracia „M”, jedni z najstarszych w Polsce aktywni do dziś uczestnicy ruchu kibicowskiego, podczas meczu w Zielonej Górze chcieli wywiesić na naszym płocie flagę Liverpoolu. Omal bójką się to nie skończyło, bo tłumaczenie czegokolwiek bliźniakom jest czasochłonne i z góry skazane na niepowodzenie. Aby flaga nie zawisła, trzeba było użyć środków przymusu bezpośredniego.
Skąd ten Liverpool – za jakiś czas na łamach Fana pojawi się osobny artykuł.
Ortodoksi
Wymagając od Mili, zresztą słusznie, by w żaden sposób nie honorował koszulki klubu, który nie jest nam miły, pozwólmy mu na margines błędu. Dla Mili koszulka Cracovii nie niesie z sobą treści ideologicznych. Dla nas – tak. Miejmy nadzieję, że po piątkowej „aferze koszulkowej” znów zapali mu się czerwona lampka i znowu zrozumie coś z naszego świata.
Więcej – miejmy nadzieję, że przy okazji niektóre sprawy zrozumieją też i inni piłkarze.
Roman Zieliński
Fot. copowieryba.pl, terazpasy.pl

Skoro to artykuł do działu „Pamiętniki kibiców”, to na koniec anegdotka delikatnie związana z tematem. Wydarzenie sprzed miesiąca zaledwie.
„B” kibicem nie jest. Ale zna nas, trochę wie o naszym świecie, na paru meczach był, czuje nasz klimat, wie coś niecoś o naszych problemach. Serduchem jest z nami. A i jak komuś trzeba dać po głowie, to nie omieszka. Po prostu – swojak. Znamy się wiele lat. Nasze układy nazwać przyjaźnią byłoby zbyt mocnym słowem, lecz życzę wszystkim, by mieli tak lojalnych kolegów.
„B” przybył na pewną, jakże istotna dla mnie, imprezę. Skąd wytrzasnął dres Manchesteru United, tego nie wiedział nikt. Tak bardzo chciał być odpowiednio ubrany… elegancko, ale nie wieczorowo. Ale jak tylko chłopaki przyjrzeli się w czym przyszedł, zaraz zaczęło się nabijanie, bo towarzystwo wiedziało, że coś mu nagadam. I faktycznie, biedny „B” załapał się na wykład.. Teraz to mi nawet trochę głupio. On się starał, dla mnie wymyślił ten dres, a tu zamiast wdzięczności – zjebka…

PS: „Dawido” widząc swój komentarz z częścią mojego dopisku (nie wiedziałem, że w wersji roboczej on to widzi), a który został przerobiony na artykuł, wpisał kolejny komentarz. Ponieważ poprzedni został usunięty (wszakże jest teraz artykułem), to ten jako jego „drzewko” by zniknął. A szkoda, bo niesie z sobą fajną treść:

Pewnie, niech się chłopak uczy – na naukę jest zawsze odpowiedni moment.
Owszem nie zna naszego świata, jest po drugiej stronie barykady – ale z kolei nosząc opaskę Lechii, deklarując na każdym kroku, że ma ją w sercu niejako orientuje się w tym, z kim mamy zgody. Równie dobrze mógłby się zainteresować kosami.
A nie zgadzam się z Waszym zdaniem w 100% bo są piłkarze , działacze czy sponsorzy, którym kibicowskie realia nie są obce. Między innymi można by tu wymienić znanego w Łodzi bramkarza ŁKSu „Bodzia W.”. Wielokroć podkreślał on swoje poszanowanie dla tego klubu, chociażby wesoło podskakując w rytm ” kto nie skacze ten z żydzewa „. Ale to odrębna historia.
Wracając do koszulek i barw zakładanych na mecze, wyjazdy. Ja osobiście wychodzę z takiego założenia, że zgody oczywiście – trzeba szanować i jak najlepiej z nimi żyć, ale nieważne czy to mecz we Wrocławiu, Gdańsku, Kielcach czy Warszawie, ja zawsze mam na sobie barwy tylko i wyłącznie Śląska. Jest to kwestia indywidualna, ale jednak chodzimy/jeździmy na Śląsk.