Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

RZYGAĆ SIĘ CHCE

Mecz w Warszawie odpowie na zadane już na Fanie pytanie. Czy Śląsk w dwóch pierwszych wiosennych spotkaniach był robiony przez sędziów w bambuko „przypadkowo”, czy jest to zorganizowana akcja mająca jakiś głębszy sens?
Wtorkowe widzenie świata
Wtorek był szczególnym dniem. Dniem, po którym patrząc na futbol chciało się rzygać. Po takim dniu pozostaje wrażenie, że wszystko jest bezsensowne, że chodzi tylko o kasę i układy.
Najpierw był Śląsk. Tak bezczelnie wydrukowanego karnego dawno nie widziałem. I tym większa złość, że padło akurat na „mój” klub. Przecież ten grajek z Jagiellonii wybił się jak Małysz, tyle, że to nie skocznie, nie ta dyscyplina, a Małyszowi chodzi o to, by wylądować na nogach. Jemu chodziło o to, żeby upaść.
Po takim artystycznym padzie doszedłem do wniosku, że gdyby te najbardziej oczywiste przypadki były „nagradzane” odsunięciem od trzech spotkań, albo jeszcze lepiej – wysoką grzywną, bo przecież skórokopy grają głównie o pieniądze, to może takie jaja by się przynajmniej ukróciło.
Później było spotkanie Ligi Mistrzów z Barceloną i arbitrem w roli głównej. Przewaga Katalończyków była miażdżąca. Arsenal piłkarsko nie istniał. Ale jeszcze był w grze, jeszcze miał cień szansy i sędzia na początku drugiej połowy pokazał gościowi drugą żółtą, a w konsekwencji – czerwona kartkę. Za to tylko, że kopnął piłkę po gwizdku. Nie 10 sekund po gwizdku, lecz tuż po nim. Nie gdzieś „na odlew” w trybuny, lecz delikatnie.
To, że Barcelona wygra i awansuje było kwestią czasu. Ale sędzia zrobił wszystko, by to gospodarzom ułatwić.
Konkluzja
I po takim dniu dochodzę do wniosku, ze oglądanie futbolu dla samego futbolu jest zajęciem bezsensownym. Jałowym. Po co, skoro i tak „najlepszymi” graczami są sędziowie?
Janusz K
Fot. zartyzartami.pinger.pl, elektroda.pl