Zamkną nam stadion, czy nie zamkną? – To było w środę najczęściej zadawane pytanie zagajające rozmowy kibiców WKS-u.
Sygnały o możliwości zamknięcia obiektu przy Oporowskiej zaczęły do nas docierać gdzieś koło południa. Pirotechnika się tym razem nie podobała. Żeby było śmieszniej – coś tam wspominają o możliwości zamknięcia stadionu w Lubinie. Za kilka rac. Pełna polewka.
Strach
Jednak coś długo tej decyzji wydać nie mogą. Zastanawiają się. Pewnie zastanawiają się również, kto się pod taką ewentualną decyzją podpisze, bo nikt nie chce sobie narobić niepotrzebnych wrogów. A kibole to wróg specyficzny. I jaki pamiętliwy…
No to się wahają. Chętnie by pozamykali, ale…
No właśnie. „Ale”. Jest strach, jest. Strach czai się wszędzie. Politycy boją się wziąć na siebie odpowiedzialność, bo przy wyborach będzie to jednym z elementów walki o głosy. Przy czym ci, którzy są za zamknięciem stadionów o tym zamknięciu już nie będą pamiętać. A ci, którzy są przeciw zapamiętają na pewno.
Administracja też jest niechętna w zamykaniu. Wszak kiedyś układ polityczny się zmieni. A kibicami, czy raczej sympatykami piłki są różni ludzie. „Władza się pozmienia, przyjdą jakieś oszołomy i będą chcieli mnie wyp…, a jak nie będzie innych argumentów, to stwierdzą, że przez to zamknięcie stadionu nasza drużyna nie wywalczyła swoich celów…”
Strach jest namacalny. Gdyby wszyscy chętnie kładli głowę za „swego” premiera, to na stadionach już by wisiały kłódki. A tu wciąż czekają nie wiadomo na co.
Nie tylko oni
Blady strach pada nie tylko na polityków. Ze strachu zaczyna popuszczać w portki nasza ulubiona gazeta.
Gazeta boi się o coś innego. O co? Ano zobaczcie sami, tu tekst z Gazety Wyborczej:
„Gazeta Polska” – gazeta kibolska
Stadionowi bandyci mają poważne wsparcie „Gazety Polskiej”. Sympatyzujący z PiS tygodnik robi z nich krzewicieli patriotyzmu i wartości narodowych. Brutalne zachowania przemilcza lub uznaje za „zgodne z regułami”
Minęły czasy, gdy kibole znajdowali uznanie tylko na stronach internetowych lub w niszowych gazetkach klubów sportowych. „GP” uznała, że tę grupę warto pozyskać. Zwłaszcza że wróg – „Gazeta Wyborcza” i TVN – jest wspólny, a hasła wykrzykiwane na trybunach często pokrywają się z retoryką tygodnika.
Piewcą kibolstwa w „GP” jest Piotr Lisiewicz, jeden z jej głównych ideologów. „Ocalenie wartości ruchu kibicowskiego to sprawa o wymiarze społeczno-narodowym” – pisał już dwa lata temu, gdy problemem walki z kibolami zajmowała się niemal wyłącznie „Gazeta Wyborcza”.
„Środowiska kibicowskie (…) zaangażowały się w budowanie patriotycznej świadomości młodych ludzi. Są jedynym LICZNYM (setki tysięcy ludzi) zorganizowanym środowiskiem działającym wśród młodych, w którym te wartości są ważne” – tłumaczył, kontrując nasze publikacje o kolejnych przejawach chamstwa i przemocy na stadionach.
„ »GW « panikuje, bo kibice Lecha odbudowują wielkopolskie tradycje patriotyczne” – komentował artykuły o powiązaniach przywódców kiboli tej drużyny ze światem przestępczym.
Z „Gazety Polskiej” wyłania się idylliczny obraz piłkarskich chuliganów. Biorą udział w pielgrzymkach, organizują imprezy dla dzieci, a nawet sami płacą za straty spowodowane „radosnym świętowaniem” zwycięstw swojej drużyny.
O ciemnej stronie kibolstwa Lisiewicz nie pisze albo ją usprawiedliwia. Gdy na stadionie Legii śmierć współzałożyciela koncernu ITI Jana Wejcherta kibole komentowali skandowaniem: „Jeszcze jeden!”, reklamował stronę internetową „koniec ITI” i pisał: „Okrzyki na temat ITI były jak najbardziej na miejscu. Mecze reprezentacji to idealne miejsce, by kibice zabierali głos w tej sprawie”.
Kiedy „Gazeta” opisała lidera poznańskich kiboli ps. „Litar” (na stadionie opluł i wulgarnie zwymyślał rodzinę, która do sektora kibiców Lecha przyszła w szalikach reprezentacji), Lisiewicz stwierdził, że opluci „nie podporządkowali się regułom”, a „Litar” znany jest z „dyscyplinowania twardą ręką”. „Język przywódców wszystkich armii świata nie przypadkiem bywa soczysty, a maniery niekoniecznie salonowe”.Przykłady tekstów w „GP” wyjątkowo życzliwych dla kiboli można mnożyć. Dla tygodnika: „Kibice są promotorem wartości patriotycznych” i „tworzą swoiste społeczeństwo obywatelskie”. Albo: „Kibol kocha swój klub, swoje miasto i swój kraj. Interesuje go, jak jego przodkowie walczyli o Polskę, wolność, honor. Stara się dowiedzieć, jakie wartości nimi kierowały”.
Czy to fascynacja kultem siły i chamstwa? Niekoniecznie. „GP” dostrzega znaczenie kiboli i jako wyborców, i jako sojuszników we wspólnej sprawie. Efekt? Na organizowane przez kluby tej gazety oraz PiS demonstracje przychodzi coraz więcej kiboli. Skrzykują uczestników, współtworzą służby porządkowe, dają ochronę liderom.
W zamian dostają poparcie. Medialne, ale i polityczne. Politycy PiS już w 2009 r. zaangażowali się w obronę fanów Legii zatrzymanych przez policję w Warszawie.
Gdy premier Tusk po wydarzeniach w Bydgoszczy ostro wystąpił przeciw stadionowemu chuligaństwu, europoseł PiS Ryszard Czarnecki komentował na gorąco: „Lider PO tupie nogą na kibiców. Zapewne ma to ścisły związek z faktem, że od paru tygodni kibice 10 klubów piłkarskich w Polsce wieszają antyrządowe – a ostatnio anty-Tuskowe – transparenty. Cóż, taka mała zemsta małego premiera”.
Na stronie internetowej PiS ukazał się wczoraj artykuł… Lisiewicza, w którym zamknięcie stadionów Legii i Lecha autor określa jako atak na kibiców należących „do najbardziej zaangażowanych w działania patriotyczne i w krytykę rządu”.
Być może na naszych oczach tworzy się front jedności kibolskich bojówkarzy z partią kierowaną przez inteligenta z Żoliborza. Kaczyński już maszeruje w świetle pochodni. Czemu nie miałby założyć klubowego szalika?
Prawda, że jak się to czyta, to ten ich strach jest tak wyczuwalny, że niemal zaczyna śmierdzieć?
Roman Zieliński
Tekst z Głosu Tel Awiwu nadesłał PM.