Tekst, który na stronie powinien wylądować najpóźniej 1. stycznia. No tak, ale… Zresztą sami wiecie, jak jest.
Zeszły rok dla kibiców Śląska fascynujący nie był, choć nie zabrakło rzeczy interesujących. Zresztą opis naszych kibicowskich dokonań wiosny zrobiliśmy już po sezonie (http://www.fanslask.pl/2010/06/04/smieszno-i-straszno/), a szyderczy, jesienny przegląd wydarzeń z Polski też już jest za nami (http://www.fanslask.pl/2010/12/08/sezon-okiem-szydercy/). Teraz skupimy się na tym, co koncentrowało naszą uwagę w odchodzącym do historii roku 2010.
Styczeń
To był piękny okres lenistwa. 23 punkty zdobyte w 17. kolejkach miały w teorii zapewnić pewne utrzymanie się drużyny. Uwierzyli w to wszyscy, wraz z piłkarzami. I tak żyliśmy sobie w błogiej nieświadomości, aż do momentu w którym ktoś rezolutnie zauważył, że dokładnie rok temu w identycznej sytuacji była gdyńska Arka. I tylko pozbycie się Czesia „711” Michniewicza pozwoliło dokonać cudu i Arka ostatecznie utrzymała się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Przepowiednia „syndromu Arki”, jak się potem okazało, była bardzo prorocza.
Luty
Bilety do Bytomia w liczbie 1 000 na dwa tygodnie przed meczem znikły z kas. Ale było bieganie za nimi, gdy już ich nie było…
Wcześniej Śląsk grał zimowe sparingi. Klasa rywali powalała… śmiechem.Marzec
Afera bieli i czerwieni. Kto wymyślił, żeby reprezentacja Polski zagrała w granatowych (jakiś półgłup określił: obsydianowych) strojach, ten powinien natychmiast zająć się jedynym zajęciem do jakiego nadaje się naprawdę: do przepompowywania gnojówki. Albo lepiej nie, bo potem się okaże, że gnojówkę pobełta z mlekiem.
Marzec odcisnął swoje piętno na zespole Śląska. Mecz z Jagiellonią (1-2) był przełomowy. Jeden z najgorszych w historii spotkań we Wrocławiu. Bez polotu, bez ambicji, na dodatek gole strzelili dwaj byli zawodnicy WKS-u, Lato i Jezierski. Potem stał się cud i w spotkaniu Śląsk – Lechia nie padł remis (1-2). Przepowiednia ze stycznia zaczęła się sprawdzać i choć wielu jeszcze uważało ją za dobry dowcip, to w redakcji Fana już przestaliśmy sobie na jej temat żartować.
Kwiecień
Ten kwiecień zapamiętamy na dłużej. Miało być piłkarskie święto, stało się inaczej. Gdy fani Śląska jechali do Krakowa na mecz z Wisłą, samolot z prezydentem wylądował w lesie… Interesujące, że nasz red. nacz. jako domorosły politolog natychmiast stwierdził, że już raz w historii świata coś podobnego miało miejsce. Mozambiccy dygnitarze wylądowali w lesie na terenie skonfliktowanej z ich krajem RPA. I nikt nigdy nie dotarł do odpowiedzi – dlaczego, choć 10 osób przeżyło i przewinął się wątek fałszywej radiolatarni. Interesujące, że nikt nie dopatrzył się podobieństw.Mecze ligowe z uwagi na żałobę narodową poprzekładano, jednak zawodnikom Śląska nadprogramowa przerwa nie służyła do myślenia. Nie przeanalizowali tabeli, układu gier i… dalej sobie bimbali. Nie potrafili wygrać ani na wyjeździe (do tego zaczęliśmy się już przyzwyczajać), ani u siebie.
Maj
Po jedenastu meczach bez zwycięstwa nasze orły wreszcie dokonały cudu. Z dwóch spotkań wyjazdowych przywiozły cztery punkty, strzeliły rywalom sześć goli! Niebywałe! Niestety, prawda o maksymalnej mobilizacji powodującej nagłą wyjazdową bramkostrzelność i „punktomanię” Śląska jest banalna. Otóż na specjalnym spotkaniu nasze wkłady do koszulek dowiedziały się, że pieniądze na papierze i te, które dostaną po spuszczeniu drużyny do drugiej ligi to niekoniecznie będą te same pieniądze…
Efekt przerósł oczekiwania: wygrali w Wodzisławiu. Tym samym stał się również inny cud. Spadła tamtejsza Odra. Klub ostatnio niezatapialny. Z najgorszym stadionem, z fatalną frekwencją i z Irkiem Serwotką. Spadł.
Potem przyszedł mecz z Arką. I znów stał się cud. Nasze orły wygrały, choć mogły bezkarnie wtopić, a na dodatek do 70 minuty przegrywały 0-1. Powodem zwiększenia szybkości biegania i celności podań była reakcja trybun. Niestety, nasze primadonny najpierw poczuły się wystraszone (dlatego wygrali), a następnie obrażone.
W maju pedałolubni chcieli, żebyśmy 9 maja świeczki stawiali na grobach morderców i gwałcicieli. Taka akcja ogólnopolska. Spaliła na panewce, bo ludzie jednak swój rozum mają.
CzerwiecMistrzostwa świata, czyli czas vuvuzeli i afrykańskiej odmiany HIV-a.
W Polsce natomiast jakiś imbecyl tak poukładał spotkania ligowe, że Śląskowi zaordynowano trzy ligowe potyczki wyjazdowe z rzędu. Plus Puchar Polski. Tym, którzy mają pojęcie o tym jak się układa terminarze, czemu to jest jawny idiotyzm tłumaczyć nie trzeba. Wielu nie wie, zatem pokrótce: terminarzy się nie układa. Istnieje pewien wzór. Wystarczy zamiast „1” dać nazwę jednego klubu, zamiast „2” – drugiego i wszystko samo wychodzi. Ułożyć kalendarz tak, by zrobić Śląskowi taki numer, to trzeba było się namęczyć, napocić i ostatecznie – spieprzyć. Tłumaczenie też jak dla debili: „w związku z oddawanymi nowymi stadionami”. To przypomnijmy sobie, gdzie tak właśnie z rzędu mieliśmy pojechać: Łódź (rozsypujący się wrak Widzewa zamiast stadionu, nawet taczki tam nie ma, a co dopiero remont), Kielce (nowy stadion funkcjonuje od kilku lat) i Kraków – Wisła (połowę stadionu otwarto we wcześniejszym meczu z Koroną, a według harmonogramu obiekt miał być oddany jeszcze szybciej).
Lipiec
Hiszpania mistrzem świata. Jak widać można grać w piłkę bez Murzynów. Śląsk w tym czasie potrafił grać i wygrywać sparingi. Pod warunkiem, że sparingpartnerzy grali w ligach, o których nikt w Polsce nie słyszał. Można rzec, że nastąpiła powtórka z zimowej rozrywki.
Lipiec był okresem transferowej ofensywy WKS-u. Latem doszli do Śląska Kaźmierczak, Gikiewicz, Sobota i Argentyńczyk.
Sierpień
Reprezentacja Polski nie grała na mistrzostwach świata. Polska liga nie jest jedną z tych, w której występują kadrowicze uczestników MŚ. Mimo to pierwsze mecze wyznaczono na sierpień. Lenistwo naszych redaktorów jest już legendarne, dlatego nie chce się nam szukać, w jakich sezonach polska liga wystartowała później.
Część bractwa się śmiała, że chciano, by w bawieniu się w ekstraklasę odpowiedzialnym za te rozgrywki nie przeszkadzały jakieś debilne mecze w europejskich pucharach. Prawie bingo, bo przed startem ligi w Europie została jedynie Amica. I to też fartem.
My jednak uważamy, że tak późny start rozgrywek łączył się z końcem urlopów pracowników Canal +.
Śląsk po raz drugi w roku 2010 wygrał na wyjeździe. Podczas chyba ostatniego w historii występu na stadionie Hutnika WKS puknął Cracovię 3-2. I przez dwie godziny był nawet liderem rozgrywek. I to był koniec gromadzenia punktów pod wodzą Ryszarda Tarasiewicza.
WrzesieńKompromitacja drużyny. Po serii porażek przypieczętowanej klęską 2-5 w Łodzi, Dutkiewicz (dla niezorientowanych – prezydent Wrocławia) wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję i wyrzucił ze Śląska Ryszarda Tarasiewicza. Sam szkoleniowiec był zdziwiony. Myślał, że warunki kontraktu są tak obostrzone, że nikt się go nie waży ruszyć z posady.
Tymczasem zaczęło się nerwowe poszukiwanie następcy. W grę wchodziło kilka nazwisk od których nam się włos na głowie jeżył. Przede wszystkim baliśmy się Czesia „711”, który miał pewne, bardzo mocne poparcie. Na szczęście odpadł. Potem Polsat bardzo chciał Bakero. Na szczęście ktoś przytomny podpowiedział o problemach tego szkoleniowca i temat ucichł. Pozostał Lenczyk, którego – stwierdzimy nieskromnie – bardzo forowaliśmy. Konkurencja została odstrzelona a „Dziadek” się zgodził. Udało się. Dlaczego tak twierdzimy? Osiem spotkań bez porażki w lidze w zasadzie ucina wszelkie dyskusje na ten temat.
Wrzesień był też miesiącem podczas którego doszło do pierwszego ‘podwójnego” wyjazdu Śląska. Otóż zgodnie i w porozumieniu postanowiono uznać mecze Śląska i Wisły w Pucharze Polski za… dwa mecze w czasie jednego wyjazdu. Tak więc wspólnie bractwo najpierw zameldowało się w Ząbkach, następnie w Nowym Dworze Mazowieckim.. A jeszcze później… jeszcze gdzieś indziej.
Wrzesień był przełomowym miesiącem dla stosunków miedzy kibicami Śląska a Wisły, gdyż właśnie wówczas w Krakowie definitywnie rozstrzygnięto pewien personalny problem.
Październik
W Krakowie nowy trener na nowym stadionie Wisły rozpoczął nową serię meczów, tym razem bez porażki. Przynajmniej w lidze (w PP standardowo – w łeb, czas pomyśleć nad wycofaniem się z tych rozgrywek). W październiku zaczęła się również seria zwycięstw (cztery kolejne spotkania, choć to fakt, że trzy z nich odbyły się we Wrocławiu). Także w październiku fani Ślaska zaczęli turystykę stadionową i w sile ponad 300 osób wraz z Wisłą zwiedzili zmodernizowany obiekt w Poznaniu.
ListopadNajlepszy (nie mylić z najliczniejszym) wyjazd Śląska w całym sezonie. Ba, w całym roku. Oczywiście nie chodzi nam o gościnę, gdyż takiej jaką możemy zaznać w Gdańsku czy Krakowie nie uświadczymy w innych miejscach (no, chyba, że w Legnicy, Lublinie lub Opavie, lecz tam teraz nie gramy). Bełchatów. Doping i oprawa – to było to co jara nas wszystkich. I jeszcze na dodatek wygrana… hasło „kto nie był, niech żałuje, – jego strata” jak najbardziej prawdziwe. Jak najbardziej aktualne. Choć Bełchatów nie należy do klubów ulubionych przez kibicowską społeczność, to teraz we Wrocławiu mało kto im życzy spadku. Już czekamy na następny wyjazd do Bełchatowa…
Szerokim echem odbiła się w regionie demonstracja z okazji rocznicy odzyskania niepodległości, podczas której kibice Śląska byli jedną z głównych grup napędzających frekwencję. Pewien żydek wymyślił, że takie demonstracje trzeba wygwizdywać, zatem redakcja gazety na łamach której żydzi zawsze mają rację, rozdawała gwizdki. Bezmózgom od dymania w świstawki tak się w głowach polasowały szare komórki, że znalazły się osobniki krzyczące po polsku „polskie świnie”. A zastępca redaktora naczelnego dolnośląskiego dodatku do tejże gazetki pokazywał w kierunku demonstrujących podwójne „fuckoffy”.
Listopad zakończył się ciekawym wydarzeniem. Otóż jak to się stało, że do Gdyni na mecz Arka – Śląsk jechało 350 osób, na meczu było 99 przy 115 sprzedanych biletach, przy puli wynoszącej 150 wejściówek… to już zostanie naszą tajemnicą.
Tego samego dnia ponad pół tysiąca kibiców Śląska wspierało fanów Lechii na meczu na Dolnym Śląsku.
Grudzień
Czy mieliśmy jechać do Białegostoku, czy się nie wybieraliśmy – to też już zostanie między nami. W każdym bądź razie pierwszy mecz piłkarskiej wiosny, zaplanowany na jesień, który miał być rewanżem za letni remis 0-0, storpedowała zima. Autokar został zawrócony, piłkarze mieli szczęście, bo nie wylecieli – plan podróży zakładał lot do Warszawy i dalej jazdę klubowym autobusem.
Teraz wielkim problemem dla jednego z klubów (Arki) jest fakt, że ligowa wiosna zacznie się na wiosnę. Bo chcieli grać pierwszy, otwierający nowy stadion pojedynek z Amiką, a muszą z Wisłą.
We Wrocławiu też trochę żałowano, że Śląsk ostatecznie w Białymstoku nie zagrał. Optymiści twierdzili, iż Jagiellonia właśnie zaczęła dołować i była okazja przedłużyć serię spotkań bez porażki do dziewięciu. Złośliwi wobec „Dziadka” (którzy teraz siedzą cicho jak myszy pod miotłą) zacierali ręce widząc szansę na przerwanie tej serii.
Kibicowsko grudzień był dla fanów Śląska czasem spędzonym aktywnie. Demonstracja pod dolnośląskim oddziałem redakcji gazety, której naczelnym jest żyd, odbyła się bez przeszkód, bo gwizdkowi zamarzli. Turniej w Legnicy zakończył się zwycięstwem reprezentacji kibiców Śląska. Turniej w Opavie zakończył się… imprezą.
Cały rokW międzyczasie trwała akcja robienia graffiti Śląska. Osiedle Polanka z „Ponad Śląskiem tylko niebo” znajdującym się 40 metrów nad ziemią rozwaliło wszystkich, lecz kilka innych dzieł też jest fantastyczną, artystyczną wizją. Oczywiście pokazała się Oleśnica, bardzo sprawnie wyszły akcje Kuźnikom, Boimy się wymieniać wszystkie „produkcje”, bo na pewno coś ominiemy i pozostanie niesmak, ponadto nie chcieliśmy przypasowywać ich do konkretnych miesięcy.
Chyba ostatecznie zadecydowano, że kolorem dominującym na nowym stadionie będzie kolor zielony.
Gościliśmy ziomków i sami jeździliśmy na gościnne występy umacniając zgody z kibicami (alfabetycznie) Lechii Gdańsk, Miedzi Legnica, Motoru Lublin, Slezsky Opava, Wisły Kraków.
Akcja „zielony stadion” wciąż jest realizowana tylko częściowo. Trochę ruszyło się z oprawami, ale do doskonałości jeszcze brakuje. W liczbach wyjazdowych potwierdziliśmy przynależność do krajowej czołówki, jednak mamy sobie wiele w tej materii do wytknięcia.
Roman Zieliński, AP, KP.
Fot: www.bialoczerwoni.com, www.mojaolesnica.pl, www.sport.pl,
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl