Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

PAPKA Z NASZYCH MÓZGÓW

- Byłeś na zadymie!
- Nie byłem.
- Nie szkodzi. Powiedz jak tam było…
To nie jest rozmowa z trzeciej godziny podwórkowej libacji odbywającej się w oparach tanich win. To są pytania zadane przez dziennikarza i odpowiedź kibica po słynnej awanturze przy ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu w 2003 roku.
Odpytywanym byłem ja. Nazwisko pytającego łaskawie przemilczę, bo koleś z telewizji Wrocław przestał robić materiały o kibicach.
Ale je pamiętam – gdyby znów zaczął robić podobne numery.
Niekompetencja
Jednak powyższa rozmowa jest stanem naturalnym polskiego dziennikarstwa. Wszędzie się szerzy powierzchowność opisywania dotykanego tematu. Kompletny brak kompetencji dziennikarza. A także często – identyczny brak kompetencji zapraszanych przed kamery „ekspertów”.
O futbolu opowiada jakiś aktor, który kilka razy zagrał w meczu „gwiazdy ekranu kontra politycy”. O kibicowaniu – ludzie, którzy nigdy w życiu nie byli na stadionie (uwaga; nie byli na stadionie – przecież mogli przyjść na stadion gdy się na nim nic nie działo*).
Dyletanci
O futbolu wypowiada się Magdalena Środa. Jej związek z piłka jest taki, że kiedyś uczestniczyła w meczu studentów i próbowała „wpływać na decyzje sędziego”. Ekspert po zbóju.
Fantastycznym znawcą futbolu był Wiesław Pałaszewski, szef legnickiego ZOMO (Zmotoryzowane Odwody Milicji Obywatelskiej), potem, już w policji nieźle awansował. Wiecie, jak swoją wiedzę promował?
- Ja się znam na piłce. Obstawiałem już kilkaset spotkań piłkarskich**.
O kibicach trajkoczą ludzie, którzy „smaku trybun” nie poczuli nigdy. Czasem grali w piłkę, czasem bywają na meczach siadając na trybunach VIP-owskich.
Prawdziwy ekspert
Kilka lat temu w telewizji wciąż pojawiał się facet o nazwisku Dziewulski. Taki skin naturalny, były milicjant. Gościa brano do komentowania wszystkiego. Do awantur stadionowych brano Dziewulskiego, bo jako były milicjant miał wiedzę o postępowaniu z kibicami. Do wojny gangsterskiej brano Dziewulskiego, bo skoro miał coś wspólnego z antyterrorystami, to musi się znać i na gangsterce. Oczywiście o bezpieczeństwie na lotnisku też opowiadał Dziewulski.
Skoro Dziewulski tyle gada o bezpieczeństwie, to i przy powodzi przyda się komentarz Dziewulskiego. Jak pies pogryzł dziewczynkę, to także komentarzyk Dziewulskiego można było wrzucić do dziennika.
Już niewiele brakowało, by naturalny skin został dyżurnym komentatorem do wszystkiego. Jak bezpiecznie otwierać piwo, jak je potem bezpiecznie wyżłopać i następnie jak bezpiecznie udać się do domu, by bezpiecznie zasnąć. No i następnego dnia co zrobić z niebezpiecznym kacem… Na szczęście ostatnio w mediach pojawia się sporadycznie.
Jak być powinno?
Jasne, że dziennikarz nie może być lepszy od zaproszonego do studia eksperta, bo wówczas nie byłby dziennikarzem, lecz specjalistą od poruszanego tematu i siedział po drugiej stronie stołu. Ale jakąś wiedzę mieć powinien. Powinien się do audycji przygotować.
Chyba, że zaprosi fachowca – samograja. Są tacy, którzy na pytanie „Co tam słychać, panie Józku” potrafią przez godzinę gadać o problemie. Z sensem, na temat, omawiając istotę sprawy z kilku stron, dobierając argumenty i słownictwo do publiki, która na temacie znać się nie musi i pewnie się nie zna. Dziennikarz „chowa się” za jego plecami, czasem zadaje jakieś precyzujące pytania, a „samograj” nadaje.
Jednak jeśli ma się odbyć dyskusja, bo zaproszony spec jest jednostronny, to warto byłoby się przed spotkaniem doszkolić, popytać innych fachowców.
Efekt
To, że dziennikarz jest głupi bądź leniwy, sterowany lub sam chce sterować – to jedno. Nawet nie to najgorsze, bo jak widz ma wiedzę to gamonia wychwyci natychmiast, z leniwca się pośmieje, widząc manipulatora – się do niego zrazi. Ale świat jest tak skomplikowany, że przeciętny widz nie ma najmniejszego pojęcia o bardzo wielu dziedzinach życia. I taki siedząc w fotelu i słuchając dziennikarza oraz eksperta (który być może jest specjalistą tylko w mniemaniu owego dziennikarza), nabiera wiedzy. Często – wiedzy która jest niepełna lub wręcz błędna. A na podstawie owej „wiedzy” wytwarza własną, teoretycznie niezależną opinię.
I o to niektórym chodzi.
Natchnienie
Do napisania tego artykułu popchnęło mnie kilka rzeczy, z którymi zetknąłem się dziś moderując komentarze na Fanie.
Wywiad z kompletnymi ignorantkami:
http://wks.pl/news/4164,Slask-zagra-pol-sezonu-na-wyjezdzie.html
Sensowny facet na odpowiednim stanowisku:
http://www.slasknet.com/?nr=9933
Dziennikarz – idiota:
http://www.youtube.com/watch?v=Bj6pVAEbyuY&feature=feedlik
Zainspirowałem się także paroma komentarzami pod artykułem, który teraz znajduje się poniżej.
Roman Zieliński
Fot: Art Lebiedev Studio
*
to nie żart. W programie Ewy Drzyzgi na temat chuligaństwa stadionowego bardzo dużo miała do powiedzenia publiczność. Gdy prowadząca w trakcie gorącej dyskusji zadała pytanie „kto był na stadionie”, ręce podnieśli tylko zaproszeni przez nią goście. Wśród dyskutantów z publiczności nie zgłosił się nikt.
** Rozmówcą Pałaszewskiego podczas cytowanej tu wypowiedzi był znany dziennikarz legnicki, Zbyszek Jakubowski.

PS: Już po napisaniu tego artykułu musiałem się zmierzyć z komentarzem Czytelnika „Interisty” pod artykułem „Mgła w ciąży”. I walcząc z jego punktem widzenia stwierdziłem, że w zasadzie to co powyżej, już w życiu napisałem. Dobierając innych słów, koncentrując się na innych argumentach. 22 strony tekstu w dziale „Chip zamiast mózgu” w książce „Jak pokochałem Adolfa Hitlera” nie mówią o niczym innym.