Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

MÓWIŁ, ŻE JEST WROGIEM

Nie lubię obłudników. Nie ja jeden zresztą. Przychodzi taki, ślini się, najchętniej robiłby za podnóżek. Na naszym, kibicowskim szlaku takimi obłudnikami jakże często są piłkarze. Jak on kocha miasto w którym gra, jacy to kibice są najwspanialsi. A po roku całuje herb innego klubu.
Gdy pierwszy raz rozmawiałem z Wojtkiem Kaczmarkiem nie wiedziałem o nim nic. On o mnie – sporo. No to przedstawił się:
- Ja jestem Pyrą
Znacznie później, gdy już rozmawialiśmy sobie na luzie, wyciągnąłem z niego jaki to on jest Pyra. Chłopak z Gostynia był w Poznaniu na kilku meczach Lecha. Wtedy to się jeszcze Lech nazywało. Pomyślałem, jak bardzo trzeba być walniętym w dekiel (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i na dodatek ryzykantem, by takiemu gościowi jak ja powiedzieć to, co powiedział on. Straceniec. Gdybym był nawiedzony, jego kariera w Śląsku właśnie by się skończyła, choć jego „wina” była taka, że niemal żaden Pyrus nie uznałby go za swojaka.
Powiem krótko: polubiłem gościa. Za szczerość. I później, przy okazjach patrzyłem mu w oczy (trudne, wysoki jest). Pewnie nie uwierzycie, ale jemu do dziś się wydaje, że hasło „Wojtek, Wojtek Kaczmarek” śpiewane Andrzejowi Olszewskiemu (co było najłagodniejszym sposobem pokazania tak samemu Olszewskiemu jak i trenerowi, że ówczesny pierwszy bramkarz jest do bani) to bardziej było wstawianie się za nim, niż skierowane przeciw fajtłapie stojącej między słupkami Śląska. Chyba polubił nas bardziej, niż nam się wydaje i bardziej niż na to, z jego perspektywy, zasłużyliśmy.
Nie zagrał dla „swoich”
Mógł pitolić głupoty o tym, jak to kochał Wrocław całe życie i inne tym podobne dyrdymały. Jednak określił się jako Pyra, czyli wróg. I za to mam do niego szacunek. Specjalnie dla niego trzy razy obejrzałem mecz Amica – Śląsk na Bułgarskiej (1-1). Był bardzo skoncentrowany, to musiał być dla niego istotny mecz. Nie dobabolił, nie zagrał dla „swoich”.
Osobiście będę go lubił nawet wówczas, jeśli zagra w Cracovii. Żałuję, że nie wykorzystał swojej szansy podczas meczu z Groclinem. Że taką szansę od Lenczyka dostanie, wiedzieliśmy obaj. W konsekwencji nie popisania się w meczu z zespołem z Warszawy, wielkich perspektyw na grę w pierwszym składzie nie miał. Trudno, takie jest życie. W Cracovii będzie mu łatwiej, tam rozpaczliwie szukają bramkarza, a obecny trener drużyny z brzydszej części Krakowa zna jego złe i dobre strony.

Powodzenia. Z jednym wyjątkiem: tylko nie zagraj meczów życia przeciwko Śląskowi.
Roman Zieliński
Fot: Ziolo.eu