W jaki sposób, nie robiąc nic, można stracić sympatyka? O tym, że działacze Śląska mają Śląsk gdzieś i o tym, że futbolowi decydenci w tym samym miejscu mają futbol – na łamach Fana pisaliśmy już wielokrotnie.
Teraz przypadek, jak nasz klub stracił jednego sympatyka. No, może zostało użyte złe sformułowanie. „P” sympatykiem Śląska pozostanie, lecz impulsu do chodzenia na mecze w sezonie wiosennym 2011 miał nie będzie.
Kto macza paluchy?
Najpierw wstęp. Przydługawy.
Gdy Śląsk spadał po raz ostatni z pierwszej ligi (2002) nikt jeszcze nikomu nie narzucał godzin rozgrywania spotkań. Jeśli już, były to przypadki jednostkowe. Potem, w niższych ligach (czyli w sezonach 2002-2008) ustawianie godzin spotkań należało do klubu. Czasem robiono to sensownie, czasami nie zwracano uwagi na dobór terminów (panie Julianie, pan coś ustali – i pan Julian, sam starszy wiekiem, ustawiał godziny pod emerytów). Ale po wielu monitach znaleźli się na Oporowskiej tacy włodarze, którzy zauważyli zbieżność między dobrze dobranym terminem, a wielkością frekwencji na stadionie. Wcześniej tego nie chciał zauważyć nikt.
Proszę o orderTeraz troszkę nieskromnie, bo chwalić się nie lubię. A coraz częściej – muszę. Sezonu 2006/07 już nie pamiętacie, bo to taki sobie sezon. Bez większych przygód. Ekipa „H” lubi go wspominać, zwłaszcza wiosnę. Ja natomiast tą wiosną udowadniam, że jeśli sami nie pomyślimy o sobie, to za nas tego nie zrobi nikt.
W sobotę 2 czerwca 2007 roku w Baku odbywał się mecz eliminacji do mistrzostw Europy Azerbejdżan – Polska (1-3). Dokładnie na ten sam dzień PZPN wyznaczył termin przedostatniej kolejki II ligi. Ile osób zamiast wybrać się na stadion zasiadłoby przed telewizorami? Podobnych przykładów na brak szacunku dla futbolu można mnożyć. Wspomniałem o tym właśnie, gdyż na moją prośbę Śląsk wystąpił do PZPN-u o zmianę terminu całej kolejki. A że w PZPN lesery są okrutne (tylko przez niedopatrzenie spowodowane lenistwem można było odgórnie nałożyć termin kolejki ligowej z meczem reprezentacji narodowej), ale nawet do ich głów dotarło z czym się „niedopatrzenie” wiąże. I pojedynki II-ligowe przełożono na następny dzień, tak jak zostało to zasugerowane. Śląsk wówczas zagrał z zespołem z Ostrowca Świętokrzyskiego.
A teraz do rzeczy
W 2008 Śląsk znalazł się w najwyższej klasie rozgrywkowej. Niestety, w polskiej ekstraklasie jest tak, ze terminy spotkań ustalane są odgórnie przez telewizję. Ustalane tak nieudolnie, że czasem (zwłaszcza, gdy klub gra dwa wyjazdy z rzędu) gospodarz w trakcie meczu na swoim stadionie nie zna dokładnego terminu następnego spotkania rozgrywanego u siebie.
To jest skrajny debilizm. Spiker na meczu nie potrafi podać dnia i godziny kolejnego pojedynku własnego klubu!
Terminy, jak już zostało wspomniane, są sztywne. Piątek 17:45 i 20:00, sobota 14:45, 17:00, 18:15, 19:15 i niedziela 15:00 i 17:00. Czasem zdarzają się drobne modyfikacje. Tymczasem we wrocławskich (innych – najczęściej też) realiach optymalnym terminem jest sobota godzina 18:00 – 19:00.
Problem
Kluby są „obdarowywane’ piątkami i sobotami o 14:45. I co? Ano nic. Działacze się nie buntują, bo terminarz ustala Canal Plus, z którego kluby, które owi działacze reprezentują, łoją kaskę. Zatem klubowym decydentom forsa z telewizji przesłania wszystko, nawet nadrzędny interes klubu.
Podsumowanie
Jest zatem tak, że terminy meczów ustala ktoś mający w nosie interes tak kibiców, jak i klubu. Na dodatek godziny poszczególnych pojedynków ustala się niemal na ostatnią chwilę. Działacze mając w nosie interes „swojego” klubu nie próbują przeciwdziałać tak idiotycznym godzinom, jak i niewielkim wyprzedzeniem ustalaniem godzin.
Efekt
Kłopot mają kibice (do dziś nie znamy terminu wyjazdowego meczu z Legią, zatem nie można wykonać żadnego ruchu związanego z logistyką. Nie można poważnie rozmawiać o specjalnym pociągu. Bo jak gadać z PKP? „Chcemy zamówić pociąg do Warszawy, ale nie wiemy kiedy ma wyjechać, ani kiedy być na miejscu?”
„P” robi coś dla naszej, kibicowskiej społeczności. Odwdzięczamy mu się kupując karnet. Tym razem na pytanie „chcesz karnet?” odpowiedział, że musiałby znać terminy meczów. Bo w tym roku będzie miał sporo zajęć sobotnio – niedzielnych. Gdy został uświadomiony, jak to wszystko działa, oraz kiedy dowiedział się, że nie będzie mógł przekazać karnetu któremuś ze znajomych – zrezygnowała z takiego prezentu.
Oczywiście zarobek rzędu stukilkudziesięciu złotych, to dla klubu jest strata niezauważalna. Dla całego polskiego futbolu – jest niemal niczym. Niestety, przysłowie o ziarnkach i miarce najwyraźniej nie jest znane ani w piłkarskiej centrali, ani wśród przedstawicieli klubów.
Roman Zieliński
Fot. podglądaniechin.blox, jeja.pl, arkowcy.pl
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl