Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

MGŁA W CIĄŻY

10.IV.2010 roku mgła na lotnisku Smoleńsk Północny pojawiła się bardzo szybko. Bardzo szybko też znikła. Natomiast prawda z mgły wyłaniała się przez 9 miesięcy, czyli tyle ile trwa przeciętnie ciąża. Sztandarowa gadzinówka Szechtera i jego mocodawców, czyli Głos Syjonu (ew. Gówno Prawda) nagle stwierdził, że „odchodzimy”. Ale o co chodzi? Chodzi o to, że po 9 miesiącach uwłaczania rodzinom zamordowanych 96 osób, plucia na pilotów i ich dowódców, na Prezydenta RP, szmatławiec ten upozorował odkrycie „prawdy”. Genialny dziennikarzyna GW w polskich uwagach do raportu MAK wyczytał, że padła komenda „odchodzimy”, co obala twierdzenie o szaleństwie panującym na pokładzie polskiego 101, o Generale Błasiku za sterami, o demonicznym i zawziętym paranoiku Kaczyńskim, który z pianą na ustach kazał lądować. Komenda o odejściu na drugi krąg została wydana przez dowódcę załogi Arkadiusza Protasiuka i potwierdzona przez drugiego pilota Roberta Grzywnę. Procedura rozpoczęła się na trzy sekundy przed ewidentnie spóźnionym komunikatem z „wieży” (w cudzysłowie bo wieży to to nie przypomina), czyli czas był. „Już” wiemy, że po komendzie odejścia wolant ( kolumna sterowa samolotu ) został odchylony na siebie, co oznacza, że samolot powinien „pójść” w górę. I poszedł na pełnej mocy silników (prędkości startowej), tyle że w dół.

Intencja skrętu w mur
To tak jakby pędzić samochodem prosto na mur i wykonać mocny manewr kierownicą np. w prawo i …. popędzić dalej prosto (o murze jeszcze będzie w dalszej części). Nie chodzi mi tutaj o wyjaśnianie rzeczy dla Nas oczywistych, teraz to już nawet w „gie-wu” będzie można o tym poczytać. Chcę Wam uwidocznić działanie ludzi (tak, to oni nazywają siebie ludźmi, zaś My jesteśmy dla nich bydłem) pokroju Szechtera – myślicie, że to nagłe odkrycie „wymiecenie spod dywanu” prawdy to jakiś przejaw dobrych intencji? Nic bardziej mylnego. To tylko i wyłącznie alarm związany ze spadkiem sprzedaży szmatławca. Trzeba mieć tupet, żeby przez dziewięć miesięcy prowadzić bydlęcą kampanię oszczerstw, a teraz przeczyć samemu sobie – cóż, takie są niektóre nacje i „międzynarodowe” organizacje. Kasa, kasa i jeszcze raz kasa, te kurwiny dla mamony i za mamonę zrobią wszystko. Chciałem napisać, że My mamy inne wartości niż oni, lecz po głębszym zastanowieniu stwierdzam, że oni nie mają żadnych wartości. Sprawa spadku poczytności syjonistycznej gadzinówki to konik Naczelnego, więc się nie wtrącam. Powiem tylko tyle, że Gazeta Polska (taki tygodnik o całkowicie polskim kapitale) w  kwietniu zeszłego roku miał nakład 88 000, na numerze 3/2011 z dzisiejszego dnia widnieje nakład 135 700. Sami widzicie, że naród nasz świadomy się robi, a ja się cieszę jak głupi, bo wali to ewidentnie po kieszeniach wiadomo kogo. Ponieważ wszelkiej maści publikatory pokazują aktualnie rzeczy, o których My już dawno wiemy, przedstawię Wam kilka tajemniczych wydarzeń, które miały miejsce przed i po mordzie dokonanym na naszej elicie w podsmoleńskim lesie.

Zbiegi okoliczności
Grzegorz Michniewicz – Dyrektor Generalny Kancelarii Premiera Donalda Tuska. Zginął (został zamordowany?) 23 grudnia 2009 roku. Oficjalne doniesienia głoszą, że popełnił samobójstwo wieszając się na sznurze od odkurzacza (sznur takowy to jest dobry, ale do duszenia, a nie do wieszania). Dzień przed najbardziej rodzinnymi świętami w roku? Na sznurze od odkurzacza? Bez żadnych sygnałów dla bliskich? Nie zostawił listu pożegnalnego. W wieczór poprzedzający tragedię Grzegorz Michniewicz przeprowadził trzy rozmowy telefoniczne w dziwnym, nietypowym nastroju (z żoną, pewnym urzędnikiem i ze swoim przyjacielem) oraz wysłał serię SMS-ów. Przyjaciel z którym Michniewicz rozmawiał przed śmiercią przez Skype wyznał, że Grzegorz był w fatalnym stanie psychicznym, tak jakby był czymś przerażony, wręcz szlochał. Michniewicz miał dostęp do wszystkich, nawet najbardziej tajnych dokumentów premiera Tuska. Przez jego ręce przechodziła cała korespondencja do premiera – w tym prywatna. Aha, w  dniu jego samobójstwa wrócił do Polski z rosyjskiej Samary Tupolew 101 ten, który 10 kwietnia „rozbił  się” pod Smoleńskiem. Wrócił po kompletnym remoncie i widocznie Michniewicz stwierdził, że jest to powód do samobójstwa.
Biskup Mieczysław Cieślar – Bp Cieślar był przewodniczącym Kolegium Komisji Historycznej w sprawie inwigilacji luteran przez SB, miał być następcą ks. Adama Pilcha – który został zamordowany 10.IV.2010 roku w Smoleńsku. Zginął (?) 18.04.2010 r. w godzinach nocnych w wypadku samochodowym.
dr Dariusz Ratajczak – człowiek zgnojony przez Szechtera i jego gadzinówkę, był doktorem historii, jedynym w Polsce skazanym za „kłamstwo oświęcimskie”. Po opublikowaniu „Tematów  niebezpiecznych” w których omówił (!) poglądy rewizjonistów holokaustu został wydalony  z Uniwersytetu Opolskiego z zakazem pracy w zawodzie nauczyciela przez trzy lata – został więc cieciem w jednej z opolskich firm. 11.VI.2010 roku jego mocno rozłożone zwłoki zostały znalezione na parkingu przed C.H. Karolinka w Opolu, w samochodzie. Sekcja zwłok wykazała zatrucie alkoholem jako przyczynę śmierci – uważni czytelnicy Fana dostrzegą podobieństwo do innych opisywanych przypadków, które miały miejsce za pierwszej komuny. Dr Ratajczak jest tematem na osobny artykuł.
prof. Marek Dulinicz – zginął (?) wraz z małżonką w wypadku samochodowym 06.06.2010 r. – szef grupy archeologów, która miała wyjechać do  Smoleńska (w czerwcu) badać miejsce katastrofy. Archeolodzy wyjechali z tego co pamiętam dopiero w październiku.
Krzysztof Knyż – 02.06.2010 r. – „Operator Faktów nie żyje”, taka informacja pojawiła się w serwisie TVN, bez szczegółów (facet miał gdzieś 39 lat, a w tym wieku nie umiera się ze starości). Pracował z Wiktorem Baterem, czyli tym, który pierwszego dnia (10.IV.2010) podał poprawną godzinę katastrofy, co media odkryły po 10 dniach.
Wojciech Sumliński – 08.06.2010 r. – dziennikarz śledczy – uderzył w Białej Podlaskiej samochodem w mur cmentarny. W oponie znaleziono poziomo wbity gwóźdź, który ją przedziurawił. Dziennikarz chce złożyć do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Uratował go fakt, że planując wyjechać do Warszawy, chcąc coś załatwić jechał jeszcze po mieście. Dzięki temu prędkość w momencie pęknięcia opony wynosiła 60 km/h. Jest to jedyny z opisywanych „przypadków”, który nie zakończył się zgonem.
Eugeniusz Wróbel – Wykładowca na Politechnice Śląskiej spełniał wszelkie kryteria, aby być powołanym w skład biegłych polskiej prokuratury. Należał do nielicznego grona ekspertów, którzy doskonale orientują się w tematyce lotniczej i są w stanie poddać merytorycznej ocenie dokument moskiewskiego Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego. Był gotowy do polemiki z tym raportem. Ginie w nieprawdopodobnych okolicznościach na trzy dni przed jego opublikowaniem..
No i mój ulubiony, czyli: szyfrant Zielonka, którego zwłoki zostały znalezione w Wiśle pod koniec kwietnia ubiegłego roku. Zwłoki Zielonki były dość mocno rozłożone, ale identyfikacja nastąpiła po doskonale zachowanym bodajże wyciągu z banku. Wiadomo, że zwłoki szybciej rozkładają się w wodzie niż kartka papieru. Niemniej jednak ktoś musiał rozszyfrować telefony satelitarne i inne urządzenia Prezydenta RP i najwyższych dowódców Sił Zbrojnych RP (czyli jakby nie patrzeć NATO). Do takiej akcji najlepszy jest chyba ten, który je szyfrował? Mogę się mylić. Chciałbym.

Ryzyko dużo mniejsze
Wszyscy macie internet – broń potężną. Za czasów pierwszej komuny były drukarnie, bibuła, kolportacja z narażeniem życia i zdrowia. Prawda dochodziła do nas dzięki potężnemu zaangażowaniu ludzi, którzy nie mieli kserokopiarek, drukarek, skanerów, poczty elektronicznej. Prawda o Katyniu w ten właśnie sposób docierała do ludzi, którym w szkole wbijano w głowy, że zrobili to Niemcy. Dzisiaj, dzięki postawie internautów na całym świecie (nawet nie zdajecie sobie sprawy z faktu ilu Rosjan nam pomaga) prawda wciąż krzyczy. Wrzucamy filmy, zdjęcia, analizy, opinie, które często po tak zwanej chwili zostają usuwane. Prowadzimy ciężką pracę, bo wszystkie niewygodne treści (czytaj prawdziwe), kopiujemy, wysyłamy do siebie, wrzucamy na inne serwery, taka zabawa w kotka i myszkę. To nie jest kartka papieru, którą można spalić jak kiedyś – zniszczą nam jedną stronę, otworzymy 10 nowych. Dlaczego tak bardzo zależy im na kontroli internetu? Spójrzcie na Chiny, tam się nie bawią z opornymi – a walczący z systemem nie mają tak lekko.
Apeluję do Was! Wykorzystajcie potęgę tego medium, róbcie to z głową, szukajcie, demaskujcie, krzyczcie prawdą! Kiedyś ludzie poświęcali dużo więcej, a mieli dużo mniejsze szanse i możliwości. Czas żeby serca, pięści, otwarte umysły i nowe technologie wykorzystać jako swoistą nową formę walki. Prawą ręką czas już przestać grozić, czas zacząć nią karcić! Wierzę w to, że możemy wszystko…..musimy tylko chcieć.

„Dla najemnych Judaszów
Bolszewickiej bestii
Nie będzie przebaczenia
Nie będzie amnestii”
Marian Hemar „Orędzie o amnestii”

Moje dzisiejsze (19.01.2011) przemyślenia dedykuję osobie, której zawdzięczam wszystko.
Dzisiaj obchodziłby 70 urodziny.

Politycznie Niepoprawny B