Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

JAK WYRWAĆ KASĘ?

Czy klub może istnieć bez kibiców? Pewnie, że może. W polskich warunkach gdzieś na poziomie okręgówki jest to normalne. Na dłuższą metę, chcąc osiągnąć jakiekolwiek rezultaty wybijające klub ponad anonimową, lokalną przeciętność – niemożliwe. Kto jeszcze o tym nie wie, lub nie wierzy, to zapraszamy do przejrzenia historii futbolu ostatnich kilkunastu lat. Historii polskiego futbolu. A w szczególności Sokoła Pniewy, Groclinu Grodzisk Wielkopolski, Amiki Wronki, Piotrcovii Piotrków Trybunalski, Heka Czermno… Jest jeszcze kilka innych klubów z równie fascynująca historią sponsorowanych wzlotów i spektakularnych upadków.
Czy mogą istnieć kibice bez klubu? Na pewno nie mogą powstać do istnienia, bo cały sens ich bytu stanowi klub. Ale gdy już powstaną, kiedy się zintegrują, to… mogą się obejść doskonale.
Numer 1
Sztandarowym przykładem jak można sobie poradzić bez klubu są fanatycy Lechii Gdańsk. Sami przejęli drużynę rezerw i sami wyprowadzili swój klub z zapaści. Równie dobrze mogliby powołać nowy byt, Lechię 2000 Gdańsk lub coś w tym stylu. To, że Lechia istnieje, to zasługa fanatyków.
Co to ma do Śląska?
Po tym, trochę przydługim wstępie przechodzimy do rzeczy. Szefom Śląska wydaje się, że „Śląsk to oni”. Nie było ich tu 10 lat temu, nie będzie za lat parę, nie potrafią zadbać o Śląsk obecnie (czego doskonałym dowodem są żałosne frekwencje z sezonu 2009/10 oraz spolegliwe godzenie się na to, by „ich” klub był poniewierany*), ale pojmowanie tego co się wokół nich dzieje, jest szczenięco naiwne.
Kompletnie nie widzą, że ich siłą są kibice. Wyobraźmy sobie sytuację, w której na Śląsk chodzi po 500 osób, a na wyjazdy nie jeździ nikt. Jaka siła stała by za argumentami działaczy? Żadna. A telefon do piłkarskiej centrali byłby kwitowany grzecznościowa formułką „proszę zadzwonić później”.
Czy tak samo w Warszawie traktowano Drzymałę (Groclin), Ptaka (Piotrcovia), Rutkowskiego (Amica) czy innych biznesmenów – wariatów, którzy uwierzyli, że można robić kluby bez kibiców? Otóż nie. Ich traktowano poważnie, jednak nie z uwagi na ich śmieszne kluby, lecz z uwagi na ich poważne pieniądze. Co natomiast mogą wnieść tak „poważne” i tak „poważane” osoby, jak nasz prezes i szef marketingu? Przecież cały ich majątek to to, co z klubu wyciągną, a nie to, co weń wkładają. No, Kubiak (marketingowiec) to jeszcze na swojej agencji zarabia. Tyle, że głównie na… Śląsku.
To, że ktoś ich traktuje poważnie nie jest zasługą ich nazwisk czy zasług osobistych. Tylko funkcja. A siła funkcji jest zależna od siły klubu. Siły, którą kreują kibice, a nie prezes.
Chłopcy poszli na żebry
Dlatego mieliśmy polewkę, gdy się okazało, że doszło do spotkania obecnego prezesa Śląska i właściciela „Taxi Śląsk Wrocław”. Gdy właściciel sieci taryf chodził za tym, żeby dostać prawa do herbu, był olewany. Gdy przedsiębiorstwo zaczęło działać, poproszono o rozmowę. Mało tego, prezio próbował rozmawiać z pozycji siły.
To się chłop pomylił.
Teraz panowie Waśniewski i Kubiak kombinują, jak to ugryźć temat, by choć coś im skapnęło z inicjatywy, z którą nie mają nic wspólnego.
Roman Zieliński
Fot. HumorPage.pl

* „spolegliwe godzenie się na to, by „ich” klub był poniewierany” – przypomnimy sobie działania działaczy, gdy godziny meczów ustalono takie, by Śląsk był udupiony. Udało się zmienić kiedykolwiek godzinę meczu z 14:45 w sobotę? Albo te 17:45 w piątki, gdy Wrocław obok Warszawy jest najbardziej zakorkowanym miastem w Polsce? Dalej – a co zrobiono w sprawie idiotycznego terminarza, który nakazał Śląskowi grać cztery mecze wyjazdowe pod rząd? Niewiele. Z zerowym efektem. Dwa lata temu miała miejsce inna idiotyczna zbitka terminarza: dwa dni po meczu w PP z Nielbą Wągrowiec Śląsk grał w Warszawie na Konwiktorskiej mecz ligowy.  Nawet nie podjęto próby wynegocjowania innego rozłożenia spotkań w czasie.

Jest taka zasada: Jak sam się nie szanujesz, to inni będą cię mieli w…