Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

CZARNY HUMOR

Jesteśmy świadkami sytuacji rodem z PRL-u. Zacznijmy od tego, co wyczytaliśmy na slasknet.com. Otóż do Wrocławia przyjechało dwóch zawodników. Z Brazylii. Teoretycznie – młodzi, bo 19-letni. Ale jest mały problem. Ponoć nie są przeznaczeni do gry już teraz, ale dopiero za jakiś, bliżej nieokreślony czas. Kiedy „się wyrobią”.
To chyba jakieś kpiny. Ściągani są ludzie z drugiej półkuli, będą tu żyć na koszt klubu, co będą robić w wolnych chwilach, o tym nikt (razem z nimi) nie ma najmniejszego pojęcia. No, chyba że się im niańki wynajmie. W chwilach treningów będą się kształcić na piłkarzy. I może nawet tymi piłkarzami zostaną…
Przypadek dla psychiatry lub Urzędu Skarbowego
Większej bzdury wykombinować w stanie nie bylibyśmy. Tak, jakby we Wrocławiu, ba, na Dolnym Śląsku nie było zawodników, których nie można nauczyć grać w piłkę.
Ktoś, kto wymyślił podobny sposób marnotrawienia pieniędzy powinien być natychmiast odsunięty od możliwości podejmowania jakichkolwiek decyzji. Bo jak stać go na realizację takich zamierzeń, to znaczy że jest skrajnie nieodpowiedzialny w rozdysponowywaniu nie swojej kasy. A ten, kto ów pomysł zaakceptował też powinien być usunięty. Za specyficzną rozrzutność.
Obaj albo powinni przejść badania na normalność, albo powinniśmy im zajrzeć do ich kieszeni. Bo albo są na bakier ze zdrowym rozsądkiem, alba mają w tym jakiś interes.
Gdzie talenty?
Zamiast zainwestować w chłopaków z Wrocławia, sprowadza się gości z drugiego końca świata. Gości, bo nie juniorów. Juniorzy przestają być juniorami gdy kończą lat 18. Tymczasem w samej stolicy regionu jest sporo chłopaków, którzy na swoją szansę zasługują, lecz nikt im jej dać nie chce. Dlaczego? Odpowiedź jest jeszcze prostsza, niż pytanie; kasa. Ale nikt się do niej nie zechce przyznać.
Skąd wiem o talentach? Tak się składa, że troszeczkę przyglądam się rocznikowi aktualnych młodzików. Niezbyt dokładnie, bo nie jestem szperaczem ani łowcą talentów. Ale i tak znalazłem kilku chłopaków, którzy mają nadprzeciętne zdolności. Świetna koordynacja ruchów, umiejętność operowania piłką, przegląd sytuacji, chęć do gry, talent i co jest dość istotne – ojcowie, którzy chcą z nich zrobić sportowców. To wszystko jest. Rzecz jasna, to wszystko jeszcze nie gwarantuje sukcesu. Potrzebna jest determinacja samego gracza, oprócz tego – szczęście. Bo jak złapie poważne choróbsko albo dozna jakiejś kończącej karierę kontuzji, to żadne inne elementy układanki nie pomogą.
Zagrożeń jest dziesiątki. Młodzieżowiec dorastając może zamiast treningów zacząć palić, ćpać, chodzić na dziwki, chlać na potęgę, znaleźć inne zainteresowania, stracić wiarę w to, co robi, zostać zniechęconym (lub zajechanym) przez trenera, ewentualnie dostać pierdolca na punkcie (tu możemy wymienić wiele zagrożeń, w tym komputer, hazard, złe towarzystwo).
Dobra, młodzicy jeszcze długo nie będą piłkarzami. Ale jakoś nie wierzę, że te talenciaki urodziły się wyłącznie pod sam koniec XX wieku, że można je znaleźć tylko we Wrocławiu, a w starszych rocznikach nie ma podobnie uzdolnionych chłopaków.
Selekcja
To, że nie potrafimy od lat zorganizować systemu łowienia talentów, ich selekcjonowania, opieki nad nimi oraz systemu ich promowania, mamy teraz nadrabiać ściąganiem takich „talentów”, które nie potrafiły się przebić na własnym podwórku.
Wyborne!
Kto go zniechęci?
Gdy pierwszy raz zobaczyłem w akcji Patryka Zagórowicza, chłopak miał osiem lat. Już wówczas widać było, że talent to nieprzeciętny. Tak również uważał jego pierwszy trener, Jasiu Sybis.
W Śląsku trener Jasiński odwalił z chłopakiem wielką robotę. Teraz seryjnie strzela gola dla obecnych 15-latków WKS-u. Czekam na to, jak albo za sprawą nerwowego taty zniknie z Wrocławia, albo jego futbolowa przyszłość się załamie. A na jego miejsce przywleczemy zza oceanu jakiegoś Brazylijczyka, który przez pierwsze dwa lata będzie wystraszony na samą myśl, że może wyjść od hotelu dalej niż 100 metrów.
Roman Zieliński
Fot: Patryk Zagórowicz przy piłce. To stare zdjęcie, jeszcze z okresu pracy z trenerem Jasińskim. teraz chłopak jest… trochę większy.