Jagiellonia Białystok – Śląsk 1-1.
Jeden z najdziwniejszych meczów jaki Śląsk rozegrał w historii swoich występów w lidze. Może się równać jedynie z trzecioligową potyczką w Zielonej Górze, która również była dwukrotnie przekładana z powodów klimatycznych*.
Najpierw miał być rozegrany w grudniowy piątek o godzinie 20:00. Jednak z uwagi na przejmujące zimno i śnieżne zaspy został przełożony wraz z całą kolejką ligową na luty. Tym razem Śląsk miał grać w sobotę (26 II) o 18:15. Ale gospodarze nie potrafili przygotować boiska i pojedynek ponownie przełożono. Na wtorek 8 marca o 18:15.
Przygotowania
Z uwagi na to, że Jagiellonia nie przyjmuje kibiców gości praktycznie nie było żadnych. Formalnie ograniczyły się do telefonów do klubu z Białegostoku. Oprócz tego były rozmowy, czy dzwonić do Jagiellonii kibicowsko. Choć ustalono, że przeszkód w tym dzwonieniu nie ma, to jednak nie znalazł się taki, który wykonał jakiekolwiek ruchy. Ani w grudniu, ani w lutym. Ani w marcu. Bo gdyby Jagiellonia się zgodziła, to dzwoniący musiałby organizować ekipę.
Zupełnie inaczej widzą to kibice niepełnosprawni, którzy zarówno w terminie zeszłorocznym, jak i w pierwszym z tego roku mieli wszystko pozałatwiane. I szlag ich przygotowania trafił. Ostatecznie nie pojechali.
Mecz na boisku
Co tu dużo gadać. Rezultat „zrobił” dla miejscowych najskuteczniejszy grajek żółto – czerwonych o nazwisku Małek. Gdyby nie sędzia… najgroźniejszy strzał na bramkę Kelemena oddał rykoszetem… Tadek Socha.
Śląsk zagrał tak, jak się tego nie spodziewał nikt. No, niemal nikt. Paru fachowców twierdziło… Janusz Sybis we wtorek rano mówił, że co prawda mecz meczowi nie jest równy, lecz gdy porównał sobie występ Śląska przeciwko Cracovii i Jagi w Bełchatowie, to ekipa Oresta wcale nie stoi na straconej pozycji. Możecie wierzyć lub nie, lecz przepowiednie Sybisa dwie osoby, które grzebią przy Fanie, słyszały na własne uszy.
Dość stwierdzić, że po meczu liniowy który widział wyimaginowanego karnego po ostatnim gwizdku migiem zerwał się do szatni, a główny (według jednego z dyskutujących z nim zawodników Śląska) stwierdził „cieszcie się, że zremisowaliście”.
Mecz na trybunach
Na kibicach Jagiellonii się zawiedliśmy. Doping średni jeszcze jakoś można usprawiedliwić. Oni siedząc na łuku, ledwo widzą boisko, a akustyka z tegoż łuku to znane z Oporowskiej „mielenie powietrza”. Natomiast zniesmaczeni jesteśmy treściami puszczanymi przez fanów gospodarzy. Wiemy, że nie przepadają za nami. Mają swoje powody. To zrozumiałe. Ale bluzgać na Śląsk, gdy nie było kibiców Śląska… Mogli sobie to odpuścić.
U nas taka jazda poszłaby nie na kluby niezbyt lubiane, lecz na znienawidzone. Czyżbyśmy w hierarchii nienawiści na drabince psychiki fanów Jagiellonii byli aż tak wysoko?
Ilu nas było?
Wyjazdowe zero. Może ktoś z partyzanta gdzieś tam był, bo kilkanaście osób interesowało się tym wyjazdem, mimo znanych ograniczeń. Ale nawet wówczas nic w kwestii liczby to nie zmienia.
RZ, FP, AJ, PP, CZ, PK.
Fot. Guli slasknet.com
* nie chodzi o słynny już mecz który Śląsk wygrał 4-3, lecz o rok późniejszy (wiosna 2005) 1-1. Najpierw miał się odbyć 20 listopada, potem całą kolejkę przełożono na marzec, by ostatecznie rozegrać ją na początku maja. Sezon, w którym Śląsk awansował z III ligi do II.. Dwa razy musieliśmy odmawiać pociągi specjalne i ostatecznie pojechaliśmy połączeniem rejsowym.