Umówiliśmy się na oczyszczenie grobów Żołnierzy Wyklętych. Godzina trudna dla wielu – dzień powszedni, 11:00, wiadomo, że przyjdzie najwyżej kilku fanów Śląska.
W parę osób spotykamy się przy wejściu, bo nie wszyscy wiedzą, gdzie jest kwatera z tymi grobami. Po drodze – pomnik dla milicjantów. Zastanawialiśmy się, jak w 1946 roku mógł zginąć tragicznie sierżant UB. Może trafił go siekierą jakiś pozostający we Wrocławiu Niemiec? Albo spadł po pijaku z drabiny? Nie umiał jeździć samochodem a dali mu nową „zabawkę”? A może dostał kulkę jak ganiał za „naszymi” chłopakami?
Nie wiemy. Mi tam sierżanta nie żal. Nawet dobrze, że w 1946 nas opuścił, bo mógł szkód narobić tyle, że wielu by przez niego płakało.
A hieny czekają
Idziemy dalej. Piękna pogoda, wiele osób przyszło na groby bliskich. Dwóch mężczyzn nie pasuje do otoczenia. Zagadany tracę czujność. Już wiem dlaczego by porozmawiać o interesach hazardowych Schetyna spotkał się na cmentarzu…Mijamy tych dwóch i dopiero po przejściu parudziesięciu kroków kojarzę, że coś jest nie tak. Jeden z nich miał profesjonalny aparat fotograficzny!
- Pismaki przyszły nas oglądać – śmieję się. „PK” tak nie uważa, choć i jego oko wyłapało „inność” duetu. Spoglądam za siebie, a obaj poszli, cofnęli się. Dopiero potem zrozumiałem, że podreptali pod pomnik milicjantów.
Kwadrans później meldujemy się na miejscu. Niezawodny „S” właśnie skończył kosić półmetrowe chwasty. Tymczasem już lezą ci dwaj. Teraz przyglądam się uważnie i już nie mam wątpliwości, Wyższego wygrzebałem w zakamarkach pamięci, zawodowy fotoreporter, zawsze kręcił się przy prasie. Nawet fajne fotki strzelał.
Redaktorem okazuje się niższy. Ponieważ jest z dzielnej „Gazety Wrocławskiej”, tej od grafa – szarady, który tak dzielnie opisywano próbując doprowadzić do jego zamalowania, dziękujemy im obu. Pitolenie o tym, że będziemy mogli „przedstawić swoje racje” mogą wciskać małolatom. Za starzy jesteśmy na takie numery. Nikt nie będzie z nimi rozmawiał.
Ale jeszcze dobrze się nie oddalili, gdy doznałem olśnienia:
- Oni zanim ruszyli za nami, najpierw poszli sprawdzić, czy nie zdewastowaliśmy jakiegoś milicyjnego nagrobka!
Nieprzypadkowo w pewnych środowiskach na dziennikarzy mówi się „hieny”. Hieny wkroczyły na cmentarz.
Roman Zieliński
Fot. UMR B
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl