(AKTUALIZACJA) Przed rokiem Zagłębie Lubin wpuszczało na swój, jeszcze nie w pełni zrobiony stadion około 800 kibiców gości. Niektóre kluby wykorzystały ów limit, a nawet dostały zwiększoną pul e wejściówek.
Rozumiemy, że na lepsze traktowanie zasłużyli „ci, którzy w Lubinie nie powinni sprawiać kłopotów”. Zatem wcale nie domagaliśmy się szczególnego traktowania. Tymczasem Śląsk dostał znacznie pomniejszoną (do 515 biletów) pulę kart wstępu. Bo to jest dokładnie 5 procent ówczesnej pojemności obiektu.
Na gorąco kibice Śląska stwierdzili, że na Zagłębie też trzeba będzie wymyślić jakiś patent i wpuścić ich jak najmniej. Nie zero, lecz właśnie jak najmniej. Ze dwustu. Tak, by ich wkurzyć na maksa, by poczuli na własnej skórze jak takie skurwysyństwo jest odbierane.
Jednak trochę czasu minęło, emocje opadły i na zbliżający się mecz do Lubina pojechało 476 wejściówek. Czyli maksimum tego, co można im było dać na stadion przy Oporowskiej.
Niech poznają pańskie serce.
Śląsk to Śląsk, jest ponad nich.
Nauczka od byłych ziomków
My w zasadzie nie musimy już Krecików uczyć manipulowania ilością krzesełek. Zrobili to za nas ich niedawni „przyjaciele”.
Na stadion w Poznaniu działacze Amiki dali lubinianom na odczepnego pulę 750 wejściówek. Potem łaskawie dołożyli jeszcze 500. W sumie 1250. Przy pojemności sektora gości niemal dwukrotnie większej.
Widać w Poznaniu bardziej szanują wrogów niż mało potrzebnych „przyjaciół”.
Roman Zieliński
PS. Według doniesień jednego z naszych Czytelników Kreciki pojawiły się w Poznaniu w sile 1 000 osób. Znaczy, że na najbliższe wyjazdy mogą jechać w maksimum tysięcznej gromadzie. (Optymalny termin – sobota g. 18:15, jakieś 140 kilometrów do przejechania, rywal nie “czyha zemstą”)