Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

ZGROZA ZAMIAST ŚWIĘTA

„Chcecie spalić nasze trzy flagi boicie się reakcji” Tak dokładnie brzmiało zakodowane przez nas zdanie w artykule „Skąd ten strach”. Artykuł ukazał się PRZED meczem. Jak widać wiedza o tym, co ma nastąpić była dostępna we Wrocławiu. A skoro wiedział o tym Wrocław, to co się działo w Lubinie – można się jedynie domyślać.
Sygnały płynące z miejsca rozegrania pojedynku były jednoznaczne. Pełna mobilizacja. Nawoływanie do przyjścia na mecz, reklamowanie go jako niemalże wydarzenia roku. A podskórnie szykowano się do wymierzenia policzka, jakim miało być spalenie barw zdobytych na przestrzeni lat. Jak zdobytych – opisywaliśmy we wcześniejszych artykułach.
Chłopcy z HZL-u (Hooligans Zagłębie Lubin) mieli spore obawy, czy jeśli wywieszą barwy Śląska, nie nastąpi próba ich odbicia. Aby ograniczyć taka możliwość postanowiono przyjąć jak najmniej kibiców gości. Jednak gdyby oddano za mało biletów, wówczas istniało prawdopodobieństwo, że towarzystwo z Wrocławia się wkurzy, uniesie honorem i odmówi wzięcia ich. Ponadto nie było jak ponaciągać przepisów, by było kart wstępu mniej niż 515. Zatem trzeba było dać taką właśnie ilość.
Przewidywany scenariusz była taki:
Policja przywiezie Śląsk w obstawie, wrocławianie grzecznie podjadą na parking. Aby zapobiec jakimś partyzanckim akcjom zbiórka krecików miała nastąpić ponad półtora godziny przed spotkaniem. Później zaplanowano sobie ognisko, które miało wkurzyć fanów WKS i na tym atrakcje miały się zakończyć. Śląsk miał być upokorzony a na to upokorzenie miało zapracować nieformalne porozumienie „ogniskowych” i działaczy klubowych. Przy czym o paleniu flag działacze informowani nie byli.
Scenariusz jaki napisało życie…
…okazał się nieco inny. Jadąc po to, by obejrzeć własne flagi na nie swoim sektorze, fanatycy Śląska postanowili wyłapywać wszystko co pomarańczowe. Bałkańska dzicz. Przemarsz hordy się zrobił zamiast grzecznego konwoju. Najeźdźcy wykorzystali dogodne sytuacje, wszystko co pomarańczowe w zasięgu wzroku stanowiło cel, a co nie zdążyło uciec miało pecha. Niektórzy uciekali do samochodów, zatem i skakania po autach się zdarzały. I wyciągania „oranżowych” z tychże aut.
W Lubinie zapanowała wściekłość, żal, rozgoryczenie. Miało być tak pięknie, a tu taki klops! Na ICH mieście ICH wróg największy robi zadymę godną tej z Heysel ścigając ICH ludzi z ICH barwami. Nagle wszyscy okazali się winni. Policja, straż miejska, ci którzy zlekceważyli nawoływania „kumatych” by być na stadionie dwie godziny przed meczem. Z kolei „nie kumaci” stwierdzili, ze winni są „kumaci”, bo to oni powinni zlać Śląsk w drodze na stadion. Przecież z tego co im mówiono to dotychczas HZL lał tych głupich i słabych wrocławian jak chciał. A tu taki bajzel…
Płacz i zgrzytanie
Okazuje się, że w Lubinie jest mnóstwo płaczek. Ilość wpisów na różnych forach internetowych świadczy, że w środę w zasadzie o niczym innym się tam nie mówiło. Żal i utyskiwania nad jakimś dziadkiem, który ponoć dostał po głowie. Opowieści o zmaltretowanej matce bohatersko broniącej dzieci przed wrocławską hołotą… czy są prawdziwe cholera wie. Wiadomo natomiast, że po tej wizycie zapanowała psychoza strachu. Najwidoczniej nie wiedzieli jeszcze o niej ci, którzy przed pojedynkiem stali pod bramami. Bo tam wydarzyła się rzecz, która okazała się w konsekwencji najciekawsza.
Największa porażka krecików
Kto uczestniczył w bójce pod kasami zainteresowani wiedzą. Jakie były siły poszczególnych grup też mniej więcej wiadomo. Skład miejscowych dawało się ocenić poprzez stosunek bluz czarnych do pomarańczowych. Jaki był zestaw poszukiwaczy mocnych wrażeń z Wrocławia wiedzą tylko kibice Śląska. Kto tę bitwę wygrał? Jak to kto – miejscowi. Bo ostatecznie kreciki nie zerwały się spod kas i nie rozpierzchły po okolicy, a przecież takie było zamierzenia wysiadających z aut. Cel fanów WKS-u osiągnięty nie został. Gdyby kreciki się salwowali ucieczką nie byłoby o czym gadać. Tymczasem to wrocławianie ostatecznie dali tyły.
I teraz najśmieszniejsze. Kto tam z kim gadał – nawet nie chce się nam ustalać. Ponoć uzgodniono, że wyszło na remis.
Spostrzeżenie autora
Gdy bawiłem się chuligana, to nigdy mi się nie zdarzyło po pogonieniu kogoś powiedzieć, że zremisowałem. Ale raz zbytnio nie chwaliłem się wygraną. Facet był wypity, lecz o głowę ode mnie wyższy i kilkanaście kilo cięższy. Tego zlałem na meczu (z Jagiellonią jesienią 1987 roku), jego o wiele niższego kolegę – po. Dla pełnej jasności – to byli mieszkańcy Wrocławia, z Gaju lub z Hub, bo zaraz tu jakaś polemika się wywiąże.
Jednak miałem świadomość, że ten olbrzymi gostek kiedyś wytrzeźwieje. Wolałem mu nie przypominać klęski. Kreciki zachowały się identycznie – schowały głowę w piasek. Remis. Po co drażnić lwa? Lepszego dowodu na to, kto tak naprawdę czuje się zastraszonym mieć już nie będziemy.
Zepsuta impreza
W Lubinie szykowano sobie święto. Miało być fajnie a na dodatek miało być upokarzająco dla przyjezdnych. Wyszło tragicznie. Zmniejszony do minimum kontyngent wrocławskiego chamstwa nie zobaczył dobrze swoich flag, bo dla bezpieczeństwa zniszczono je na bocznym płocie. We własnym mieście zaliczone Heysel. Płacz nad niewinnymi ofiarami miał chyba przesłonić klęskę najazdu. (Ciekawe, że w sezonie 2004/05 gdy Śląsk wracał ze Słubic jakoś nad przypadkowymi ofiarami nikt w Lubinie nie ubolewał, a otwartego złamania ręki od ciosu brechą doznała zupełnie przypadkowa kobieta.)
Do tego okazało się, że kreciki nie stronią od ostrego sprzętu. Ponoć rozbite szkło się koleżce wbiło… To spróbujcie sobie  wbić rozwalona butelkę w wewnętrzną część stawu łokciowego.
No i dawanie. A jak nie, to kasa (jest taki jeden fc, niedawno sobie flagę zmajstrował, trzeba ich było „ugłaskać” 200-złotową łapóweczką, bo inaczej…). Ale i do tego jakoś w lubińskim kontekście jesteśmy przyzwyczajeni.
Podsumowanie
Przez lata całe w Lubinie upatrywano w Śląsku wroga. WKS został zmitologizowany. Antyśląskowe szaliki. Takież vlepki. Słynne śpiewy po mistrzostwie… Kreciki wkręciły się w tą antywrocławskość. No to już wiedzą z kim zadarli
Ktoś kiedyś powiedział, że drażnienie tygrysa bez strzelby jest głupotą. Teraz jest już za późno.
Roman Zieliński, współpraca: KKK,