Fani Legii mogli dobić swego wroga. Ale wymiękli. Bali się, że podczas gdy oni będą bojkotować mecze swojego klubu, to na stadionie pojawią się w ich miejsce nuworysze. Bali się, że w siłę urośnie konkurencja z Konwiktorskiej. Zresztą, ich broszka czego się bali. Ostatecznie „poszli na kompromis”. To znaczy oni – generalnie – będą robili to o co chodzi ITI-ajom, a nie będą robić tego, czego ITI-aje sobie nie życzą. Ponadto mają robić swoje, czyli atmosferę na stadionie. A ta atmosfera ma przyciągać nowych sympatyków Legii, bo na Legii widz jest najważniejszy.
Wróć: tak naprawdę ważna jest jego kasa, ale tego wprost nie powie nikt. Nie te metody działania.
ITI-aje nie powiedzieli również, że wszystko obowiązuje na razie. Dopóki się nie rozkręci, dopóki „chodzenie na Legię” nie stanie się szczególnym rodzajem snobizmu, dopóki stadion nie będzie się wypełniał w kompletach (ale już cały stadion).
Ty(l)ko (L)egia!Legioniści w sporej części byli w zachwycie: „Och, dogadaliśmy się, wszyscy chcieli, żebyśmy się nie dogadali, ale my im na złość doszliśmy do porozumienia i teraz robimy wspaniałe oprawy, jesteśmy głośni, na wyjazdach jesteśmy znów najlepsi w Polsce, a to oznacza, że najlepsi w Europie, bo lepszych niż Polaków to nie ma. Jest wspaniale, a może być tylko jeszcze lepiej.”
Po tych „rozmowach” delikatnie przestrzegaliśmy fanów Legii, że mają do czynienia z wrogiem, wrogiem podstępnym, wrogiem dla którego liczy się tylko mamona i który nie cofnie się przed niczym. Jeszcze raz: przed niczym się nie cofnie. Ale oczywiście co tam jakiś FanŚląsk, z idiotą Zielińskim na czele i zgraja jemu podobnych oszołomów. Na dodatek z prowincjonalnego Wrocławia. Jakiś półgłupek spod czesko – niemieckiej granicy nie będzie podpowiadał wielkim legionistom co mają robić. Nie będzie mędził i szponcił. Przecież tak naprawdę on też chce, żeby Legia kibicowsko padła na pysk. A nawet jest w pierwszej linii oszołomów, którzy dążą do likwidacji życia kibicowskiego w Warszawie.
Sojusznik prosto z piekła
Prawdę powiedziawszy sprawy Legii tak bardzo przestały mnie obchodzić, że o tym iż ich środowisko dostało wielkiego poparcia politycznego – najzwyczajniej mi umknęło. Informator wiarygodny, nie ma powodów by kłamać, zatem nie sprawdzam źródła. Przyjąłem na wiarę.
Legioniści weszli w kolaborację z animatorem „akcji widelec” czyli z Grzesiem Schetyną. Równie dobrze mogli by pójść się przespać na tory używając szyn za podgłówki. Jaki ma obecnie plan „Grzechu” – nie wiem. Ale jak kończą ci, których już wykorzystał, a których już nie potrzebuje – we Wrocławiu takich jest na pęczki. Im bardziej „Grzechowi” zaufali, tym bardziej go teraz opluwają.
Generalnie – Legii gratulujemy koalicjanta.
Krótka lekcja polityki
Najlepiej dla kibiców Legii byłoby, gdyby na mecze ich drużyny przychodziło po 15 – 18 tysięcy widzów. Dużo, atmosferę zrobić można, pobawić się na trybunach – również, a Walter wciąż byłby nienasycony. Tymczasem po początkowej fascynacji nowym obiektem frekwencje na Łazienkowskiej najpierw spadły, następnie dość szybko zaczęły się niebezpiecznie zbliżać do maksymalnych.
Szybciej niż myśleliśmy
Jeszcze nie jest doskonale, przynajmniej z punktu widzenia ITI-ajów, a już zaczyna być śmiesznie. Walter jeszcze nie osiągnął swojego, ale już czując rosnące tłumy, w Legii zaczęły się jaja.
Najpierw zakomunikowano, że nie będzie sprzedaży karnetów. Jasne, po co. Karnety, to pewne „opuszczenie” ceny pojedynczego biletu. Bo karnetobiorca powinien dostać lekki upust, taki jest sens ich sprzedawania.
Zatem – karnetów nie będzie. Ba, mało tego. Wprowadzono minikarnet na wybrane trzy mecze. Ponoć te najbardziej elektryzujące warszawiaków. Na Widzew, Wisłę i… Groclin. No tak, pseudoderby, a tych z Konwiktorskiej ponoć nie ma.
Za kupno tych trzech wejściówek w jednym kartoniku, klient (wszakże dla ITI kibic to klient) ma zapłacić… więcej niż gdyby kupował trzy pojedyncze wejściówki. Tu miłość Waltera do mamony wychodzi. Ale to jeszcze nic.
Teraz w sądzie dwa lata zakazu stadionowego otrzymał „Staruch”. Jak widać ITI wrogom nie przebacza, a „Staruch” takim wrogiem jest, choć przecież „wrogiem dogadanym”. Można było sprawę wycofać? Można było. Ale jakoś jej nie wycofano.
Do kibiców z WarszawyGdyby to były tylko wasze problemy, to miałbym je serdecznie gdzieś. Mój sentyment do Legii odpłynął, teraz patrzę na was mniej więcej tak, jak ci z Konwiktorskiej – na zarozumiałych bufonów uważających wszystkich innych za głupszych, słabszych, gorszych. Lecz wiem, że to co się wydarzy na Łazienkowskiej będzie modelem przy „naprawianiu” trybun w całej Polsce. Poznań. Gdańsk i Wrocław są następne w kolejce, później przyjdzie czas na kolejne Łodzie, Bydgoszcze, Górne Śląski kończąc na boiskach bardzo niskich lig.
Tacy jesteście cwani, tacy przewidujący, tacy wielcy, a robią was w wała i to jeszcze w chwili, gdy wróg nie ma wszystkich atutów w ręku.
Tak naprawdę jesteście żałośni.
Roman Zieliński
Fot: legialive, kibice.net Fotki dobrane złośliwie. Kiedyś, faktycznie, Łazienkowska to było piekło dla kibiców gości. Teraz bez pomocy Bożej – zgnoją was. Na kibiców innych drużyn nie liczcie, ich raz już olaliście. To jednak co się z wami wydarzy jest przede wszystkim waszym problemem.