Gdy w eliminacjach olimpijskich polska reprezentacja wtopiła z Duńczykami wydawało się, że wszystko jest już pozamiatane. Ale wówczas okazało się, że mamy kogoś, kto jest w stanie odwrócić losy rywalizacji. Roman Hurkowski, skromny dziennikarz piszący o futbolu to sprawił, że nasze orły jednak dopisały sobie komplet punktów. Znalazł w reprezentacji Danii takiego gracza, który według regulaminu zagrać nie mógł.
W ten sposób stało się coś kuriozalnego. Mamy paru reprezentantów, którzy nigdy nie doprowadzili do zwycięstwa naszej drużyny narodowej, choć zagrali parę spotkań. Tymczasem Hurkowski, mimo że nie zagrał ani razu, doprowadził naszych skórokopów do wygranej. I to w meczu o punkty!
Niestety, skórokopy nie wykorzystały prezentu i poległy w kolejnej konfrontacji ostatecznie nie kwalifikując się do igrzysk. Można zatem śmiało stwierdzić, że Roman Hurkowski był najskuteczniejszym członkiem ówczesnej kadry.
Jego wiedza o piłce była legendarna. Wśród dziennikarzy krąży dowcip, jak kiedyś jadąc samochodem popijali jakieś winko, podczas gdy Hurkowski drzemał. Zamieszanie po tym, jak spadł korek zbudziło go. Gdy towarzystwo szukało nieszczęsnego korka, nie rozbudzony jeszcze dziennikarz stwierdził, ze jeśli chodzi o Wiesława Korka, to był on zawodnikiem Odry Opole.
Po prostu Hurkowski miał tylko jedne skojarzenia.
Poznaliśmy się na początku lat 90-tych. Spotkanie w redakcji Piłki Nożnej, ale temat był „nie jego”. Światem kibicowskim Roman Hurkowski nie żył, dla Niego istniało tylko boisko. Z tym większą satysfakcją odebrałem w zeszłym roku telefon.
- Czy można przedrukować tekst z Fana na futbolnet.pl? – spytał Mistrz. Byłem dumny. Nie dlatego, ze ktoś coś chciał przedrukować z naszej strony. To dla nas standard. Lecz dlatego, że to On wyraził taką chęć. Bo jeśli kogoś mogłem uważać za Autorytet, to właśnie Jego. Nie tylko za wiedzę, ale za to, że zawsze stał po stronie prawdy. Bo taki był. Dlatego że prawy, był jakby na bocznym torze rodzimego dziennikarstwa futbolowego. Niby przez to przegrał, ale tak naprawdę był zwycięski. Bo ci, którzy poszli na łatwą kasę mieli w nim wielki wyrzut sumienia.
Nie zdążyłem wykorzystać Jego wiedzy i Jego autorytetu do sprawy, która mnie nurtuje. Próbowałem Go wciągnąć od strony statystycznej w rozkminkę o Amice która udaje, że jest Lechem i Groclinie podszywającym się pod Polonię.
- Mam z tym kłopot – stwierdził, co dawało mi nadzieję, że sprawą zajmie się ktoś, kto jest w każdym względzie niepodważalny.
Nie udało mi się. I już nie uda.
Roman Hurkowski zmarł 14 grudnia 2010. Od teraz będzie naprawiał niebieską ligę.
Roman Zieliński
Zdjęcie ze strony Wirtualna Polska www.wp.pl