Tekst przyszedł jako komentarz. Ale po obowiązkowym przeczytaniu (tak jest z wszelkimi komentarzami) zapadła decyzja. To musi być osobny tekst. Zasługuje na to.
Jak ktoś dobrze napisał panna „S” była zbiorem (nie lubię używać nazwy zbiorowiskiem) ludzi przypadkowych. Ludzi, którzy mieli dość PZPR-u, SD, ZSL-u czy innych tworów komuny, a do takich należało doliczyć również CRZZ.
Jak to się zaczęło?
Tak w skrócie. Niewielu z Was to pamięta, niewielu z Was żyło w tamtych latach i w końcu niewielu z Was otarło się o prawdziwą, powtarzam prawdziwą historię panny „S”. Panna „S” rodziła się w bólach, w bólach i cierpieniu. Wyobraźcie sobie strach w oczach robotników strajkujących na Wybrzeżu, którzy pamiętali bestialskie strzały w tył pleców z roku 1970. Ale tamte lata były troszeczkę inne, niż lata stanu wojennego. Co je różniło, ano ”reformatorska” część PZPR-u, która chciała odsunąć od władzy Gierka. Prym wiedli – Jaruzelski, Siwicki, Kiszczak, Rakowski, Kania i im podobni. Był to nowy trend namaszczony przez genseka z Moskwy. I dlaczego o tym piszę w Tym artykule, ano dlatego że Wałęsa był w rękach owych osób osobą, która najbardziej nadawała się na kierowanie strajkiem na Wybrzeżu. I czy to się komuś podoba czy nie – tak właśnie było.
Pan Bolek nie skacze
Nie przeskakiwał przez płot, bo po co jak Stocznia była w rękach jego kolegów, nie chciał WZZ (chciał tylko reanimować CRZZ), załatwił sobie przywrócenie do pracy i oczywiście można było zakończyć strajk. No ale cóż wymknęło się to na jakiś czas spod kontroli nie Wałęsy (był i jest na to za głupi) ale „doradców” z Warszawy przywiezionych rządowym samochodem do Stoczni. Owi doradcy to Mazowiecki, Geremek i Kuroń. I gdyby nie reakcja na bramie śp. Aliny Pieńkowskiej (żona Borusewicza) małżeństwa Gwiazdów, Kołodzieja i śp. Anki Walentynowicz nie mielibyśmy dzisiaj panny „S”. Podajecie różne nazwiska – Wałęsa, Frasyniuk i im podobni. Niczego dobrego dla Naszego kraju nie zrobili.
Polazł sam
Pamiętam jak zostałem zaproszony na Mszę do Gdańska z okazji kolejnej rocznicy wydarzeń grudniowych do Kościoła Św. Brygidy. Był 1983 chyba rok, zima trzeszczała a w kościele prawie cała co była na wolności Komisja Krajowa panny „S”. Po Mszy na czele pochodu Gwiazda, Walentynowicz, Rulewski, Jurczyk, Wądołowski, Rozpłochowski i wielu innych, marsz kieruje się pod Stocznię Gdańską w celu złożenia kwiatów. I zdziwienie nie ma pana LW. Gdzie pan LW, ano umówił się ówczesnym wojewodą, że sam z Danusią złoży kwiaty pod pomnikiem o godzinie 15.
Taki był przywódca panny „S”. Nigdy, przenigdy nie zaimponował odwagą. Bo i po co. Przecież to nie była jego walka, to nie była jego Matka Boska w klapie, to nie była jego panna „S”.
„Jesteśmy za słabi”
Pisać dalej – nie chce mi się już. A na marginesie dodam, że byłem kiedyś na zebraniu z Władkiem Frasyniukiem (nie pierwszym ale na pewno ostatnim) w stanie wojennym, był również z ramienia Warszawy Lityński i „wielka dama” stanu wojennego Barbara Labuda. I tak jak tutaj kiedyś wspomniałem. Całe zebranie przed zbliżającym się strajkiem dotyczyło nie denerwowania komunistów, pracy związkowej polegającej na skupieniu się na rozmowach, uświadamianiu a broń Boże strajkiem.
Zawsze padało stwierdzenie: “jesteśmy jeszcze za słabi”. A jacy słabi byliśmy przed tzw. „okrągłym stołem” niech świadczą fakty i liczby. Kilkaset osób strajkujących w Stoczni Gdańskiej i około 150 w Nowej Hucie. I wszyscy działacze panny „S”, powtarzam, wszyscy skupieni wokół warszawki jeździli po Polsce i wygaszali strajki. Tak rozpierdolili pannę „S”. I wyobraźcie sobie jak komuniści mogli dopuścić do „okrągłego stołu” gdy w Polsce strajkowało około 500 osób. Powtarzam 500 osób.
Czy Waszym zdaniem nie jest to przekręt. Jest i to wielki. Więc nie mówmy o herosach, idolach czy nazwiskach. A jak ktoś już na nich napluje, to niech ma do tego prawo.
Panna „S” i Śląsk
Tak jak Ja. Byłem, widziałem i przeżyłem te piękne lata. A tak na marginesie, nie ma piękniejszej panny, od panny „S”.
Tak czystej i nieskazitelnej i niewinnej nie znajdziecie nigdzie. I choćby każdy z Was mówił co innego, jest jedyna w swoim rodzaju. I nie stoją za Nią Wałęsy, Frasyniuki, Michniki, Mazowieckie czy inne typy. Stoją za Nią – Popiełuszki, Niedzielaki, Przemyki, Suchowolce, Bartoszcze, Martiny, Zychy i inne cudowne osoby co oddały za Nią swoje życie.
I tak jak w życiorysie Naszego ukochanego Śląska są takie nazwiska jak Rolik, Kotlet, Herman, Memlok i Im podobni – tak tamci również mają zapisaną swoją kartę. I błagam Was macie jeszcze czas, jesteście młodzi aby stanąć po prawej stronie Naszej historii.
AciSWL,
Tytuł i śródtytuły RZ