Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

TRUSKAWKOWA KATASTROFA

Przyszłość ruchu kibicowskiego Śląska (i nie tylko Śląska, także w całej Polsce) rozstrzygnie się na Łazienkowskiej. I to już niedługo.
Nowe oblicze oglądacza futbolu
Chcący zniszczyć niezależność trybun medialny koncern ITI, aktualny właściciel Legii, postanowił wymienić kibiców. W zasadzie chce się kibiców pozbyć, a na ich miejsce sprowadzić osoby, które określane są mianem „klienci”. Nowy widz na Łazienkowskiej ma się zajmować żuciem popcornu, powinien klaskać, może nawet coś krzyknąć, ale tylko to co ITI sobie życzy i uprzednio zatwierdzi. Powinien być ubrany w gadżety wyprodukowane przez klub. Na wyjazdy jeździć nie powinien, bo to same kłopoty i żadnego zysku dla koncernu.
Po wyjściu ze stadionu ów nowy „kibic Legii” natychmiast powinien przestać być kibicem zajmującym się sprawami klubu, bo takie przywiązanie jest patologiczne i może prowadzić jedynie do strat wizerunkowych lub finansowych (jak narozrabiają jako warszawscy chuligani – to ich sprawa, lecz jak narozrabiają jako sympatycy Legii – to już problem Waltera i spółki).
Truskawkowa ofensywa
Legia jest w trakcie budowy nowego stadionu. Można stwierdzić, że 3/4 obiektu już stoi.. I tu zaczyna się problem, bowiem na Łazienkowską już teraz może przyjść 30 tysięcy ludzi. A ostatnio zapotrzebowanie na bilety na mecze Legii to jakieś 5 tysięcy. Walterowcy zastanawiali się, jak zapełnić nowy obiekt.
Kto wymyślił pierwsze reklamy mające zachęcić do przychodzenia na mecze, tego nie wiemy. Chyba jakiś pedał, bo muskanie łapami łysej głowy Andrzeja Strejlaua zalatuje dziwnymi skłonnościami pomysłodawcy.
Dla niezorientowanych:
http://www.youtube.com/watch?v=N3GBlSM1oNU&feature=related
Osobnik – pomysłodawca pewnie już w ITI nie pracuje, bo efekt macania jest żaden. Karnety, które miały być podstawą dochodu sprzedają się kiepsko.
Na ratunek
Nie chcąc dopuścić do katastrofy medialnej, bo taką byłyby łyse trybuny,  ITI wpadło na pomysł, by przed zbliżającą się inauguracją stadionu przeprosić się z kibicami, których chce ze stadionu usunąć.
Pomysł jest prosty. ITI idzie na ustępstwa w rozmowach ze Stowarzyszeniem Kibiców Legii Warszawa. Ustępstwa są pozorne, jednak robią atmosferę „chęci nawiązania współpracy i powrotu do sytuacji sprzed 8. lipca 2007 roku”.
http://legionisci.com/news/38355_Klub_zdejmuje_zakazy.html
Gdy się dokładnie wczytać w oświadczenie kierownictwa Legii widać wyraźnie, że kompromisu żadnego nie ma, ale kto tam czyta dokładnie jakieś oświadczenia. Gawiedź jest nauczona przez gazety typu „Fakt” że musi być mało treści i dużo obrazków, a teksty czytane są po łebkach. Liczy się pierwsze wrażenie. A prawdziwa treść jest ukryta między wierszami, gdzieś na końcu. Czysta socjotechnika.
O co chodzi?
Sprawa jest prosta. ITI chce doprowadzić do zapełnienia stadionu obojętnie kim. Mogą być nawet niechciani przez koncern kibice. Byle tylko przyszli. Byle tylko zrobili atmosferę, która jest potrzebna do ściągnięcia następnych jeleni, którzy zapłacą spore pieniądze za możliwość „bycia na Legii”. A potem będzie się niewygodnych powoli eliminować pod pretekstem „nieprzestrzegania odpowiedniej kultury zorganizowanego dopingu” lub „nie zaprzestania działań szkodzących ekonomicznemu interesowi klubu”. A pod te punkty można podciągnąć niemal wszystko.
Jak będzie?
Na mecz otwarcia Legia – Arsenal Londyn obiekt się zapełni. Przyjdą wszyscy. Kibice sukcesu budowlanego zechcą zobaczyć ów reklamowany nie tylko przez ITI stadion. Przyjdą oficjele, bo oni zawsze łażą na takie pokazówki (są imprezy, na których trzeba się pokazać – to będzie jedna z nich). Przyjdą maniacy ligi angielskiej. Przyjdą zwykli ciekawscy.
Problemem dla ITI stanowi to, że owi „ciekawscy” po obejrzeniu obiektu ciekawość zaspokoją. Oficjele znikną po otwarciu stadionu, bo nie budowla ani mecz, lecz impreza inauguracyjna będzie powodem ich obecności.
Zainteresowani nowym stadionem po pierwszej wizycie także się wykruszą. Ile razy będą oglądać to samo?
Szansą na krótką metę dla ITI jest to, że kibiców sukcesu budowlanego może być naprawdę sporo. Nie wszyscy zmieszczą się za pierwszym razem. Ale liga to 15 meczów w roku. Do końca jesieni Łazienkowską zobaczą już wszyscy.
Jakie frekwencje będą później?
To właśnie pytanie pozostaje niewiadomą. Ono spędza sen z powiek Walterowi. I ta frekwencja będzie odpowiedzią na pytanie, jak ruch kibicowski będzie postrzegany w innych miastach. Jeżeli trybuny zapełnią się popcornowcami, to „Wielki Śląsk”, Stowarzyszenie Wrocławski Klub Sympatyków, kibole wszelkiej maści na Oporowskiej potrzebni być przestaną, bo skoro w Warszawie pikniki zapełnią obiekt, to i na Pilczycach/Maślicach będzie podobnie. Odpowiedź namacalnie poznamy pod koniec kwietnia 2011.
My – jak będzie – wiemy już.
Roman Zieliński