Po włączeniu telewizora (wtorek 9 czerwca 2010) w czasie lokalnych, dolnośląskich informacji można było przecierać oczy ze zdumienia. Najpierw kobitka, która nigdy w życiu nie byłą na ligowym meczu piłkarskim mówiła o konieczności zapełnienia nowego stadionu w połowie, by chwilę potem doprecyzować, że aby osiągnąć to połowiczne zapełnienie trzeba nowych zawodników. A następnie był materiał o zakontraktowaniu nowych graczy WKS-u.
Rozłóżmy te nowe wiadomości na czynniki pierwsze:
450 milionów w błoto
Stwierdzenie, że docelowo stadion na Pilczycach (czy też Maślicach) ma się zapełniać w połowie, w zasadzie powinien być sygnał do strzelenia sobie w łeb dla dwóch ludzi. Tego, który wymyślił tak wielki stadion we Wrocławiu i tego, który walczył o EURO dla Wrocławia. Oznacza to bowiem, że decyzja o wybudowaniu 43-tysięcznika była obliczona na… zaledwie kilkakrotne wypełnienie stadionu. Ponieważ cały obiekt będzie kosztował niemal 900 milionów złotych, zatem śmiało można powiedzieć, że połowa tej kwoty została wywalona w pilczyckie błota.
Znamy zwycięzcę EURO!
A tak na marginesie: wiemy już kto po najbliższych mistrzostwach Europy będzie zadowolony. Gdy pół roku temu twierdziliśmy, że teraz Niemcy zrobią wszystko, by nowy stadion był budowany z niemieckich materiałów, śmiano się z nas, że przecież nikt nie będzie woził z Niemiec cementu do budowy stadionu. Jest gorzej.
Niemiecka woda buduje wrocławski stadion!
Z Niemiec wozi się nie tylko cement, ale nawet piasek i wodę. Nie wierzycie? No to niech ktoś nam powie, z czego są wielkie, żelazobetonowe części przywożone na budowę?
Już tłumaczymy: takie części składają się ze stali zbrojeniowej i betonu. A beton to mieszanina cementu, piasku, kamieni i wody.
Zatem w Niemczech miesza się piach, wodę, kamienie i cement, zalewa się formę ze zbrojeniami a następnie się toto transportuje. Oczywiście w czasie transportu muszą nastąpić mikrowstrząsy i mikrouszkodzenia.
Ale ci, którzy podejmowali decyzję o zmianie firmy budującej uważają, że jest wszystko w porządku.
Korekta
Jak widać plany zapełnienia stadionu skorygowano w dół. Wcześniej skorygowano wielkość stadionu (początkowo miał mieć 55 tys. miejsc) skorygowano też cenę (pierwotnie cały, 55-tysięczny miał kosztować 350 milionów, ale przecież na budowie trzeba zarobić.). Kapnięto się też, że po korekcie ilości widzów na trybunach przy Oporowskiej, by ppo przeprowadzce Śląsk nie straszył łysinami trybun, trzeba się liczyć z koniecznością zmiany prowadzenia drużyny. Gdy ktoś puknął się w głowę i zauważył, że nawet te pół stadionu jest mało realne. No to zaczęto ściągać piłkarzy.
Dwa rodzaje transferów
Niestety, musimy w stu procentach przyznać rację redaktorowi Skrzyńskiemu, który stwierdził, że mamy do czynienia z dwoma rodzajami wzmocnień. Z tymi, które uzupełniają skład i tymi, na które czekamy.
Oczywiście to dobrze, że uzupełniamy skład zawodnikami którzy mogą grać, bo obaj panowie (Sobota i Gikiewicz) są „do gry”. Przybyli w zamian za wystawionych na listę transferową Łudzińskiego i Klofika którzy nadają się obecnie wyłącznie do siedzenia na ławce rezerwowych. Lecz gdy się przyjrzeliśmy warunkom fizycznym nowych zawodników WKS-u, to już wiemy, że wielkiej kariery nie zrobią. Nigdy. A jak to zauważył nasz współpracownik, SND, największym atutem tych graczy był fakt, że przybyli do Ślaska na zasadzie wolnego transferu. Czyli za darmo.
Wiara w cuda
Mimo tego nasz ulubiony działacz piłkarski, Michaś Janicki dalej coś bajdurzył nie tylko o piątym miejscu w lidze po zakończeniu sezonu 2010/11, ale nawet nieśmiało wspomniał o walce o awans do europejskich pucharów. Czym udowodnił, że o piłce myśli życzeniowo, albo wie, coś, czego my nie wiemy.
Nasza redakcja stawia na myślenie życzeniowe Michasia.
Efekt końcowy
Generalnie po obejrzeniu „Faktów” jesteśmy zadowoleni. Pieniądze na budowę stadionu i tak nie idą z naszej kieszeni. Gdyby nie budowano stadionu, to znaleźli by inny sposób transferowania gotówki do własnych kieszeni. A stadion rośnie.
O tym, że ludzi na Pilczycach będzie dużo mniej niż wyniesie pojemność, wiemy doskonale – od niemal roku pisujemy o tym dość regularnie. Zresztą dość długo – jako jedyni. A że aby podnieść poziom sportowy drużyny transfery są konieczne, to wie każdy, nawet mało rozgarnięty sympatyk futbolu.
A informacja o transferze piachu, wody i kamieni z Niemiec nie dziwi. Nie z takimi wałkami się już spotkaliśmy. Tylko trochę żal, że zamiast polskich cwaniaczków zarabiają niemieccy.
Roman Zieliński, BK
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl