Śląsk bardzo niewiele zapłacił za ligowe punkty. Pięć tysięcy za jedno oczko! Opłacało się, czy nie? To pytanie do naszych Czytelników, a odpowiedź każdy będzie musiał udzielić sobie sam.
Za piłkę która zupełnie niechcący pojawiła się na murawie stadionu przy ulicy Oporowskiej podczas meczu Śląska z Ruchem Chorzów, tuż obok piłki z którą biegł zawodnik gości, wrocławski klub będzie musiał uiścić karę w wysokości 10 tysięcy złotych.
Kalkulacja
Według nas – opłacało się te piłkę wturlać. Gdyby Ruch zdobył gola, wówczas zamiast trzech oczek Śląsk zainkasowałby tylko jedno. Śmiało można powiedzieć, że za zapewnienie dwóch punktów Śląsk musi zabulić dyszkę, co daje 5 tysięcy za punkt.
Dla przypomnienia. Wiosną 2008 roku piłkarze Arki Gdynia za trzy punkty musieli wybulić zawodnikom Podbeskidzia Bielsko-Biała 30 tysięcy złotych. Czyli dyszka za punkt. I to punkt drugoligowy! Tymczasem mecz z Ruchem toczył się o oczka w klasyfikacji ligi pierwszej (zwanej ekstraklasą).
Karać?
Pozostaje pytanie: czy Śląsk w ogóle powinien zostać ukarany. Nie studiowaliśmy dokładnie przepisów pod kątem podobnej sytuacji, lecz o karach za dwie futbolówki na jednym boisku w jednym czasie jakoś jeszcze nie słyszeliśmy.
Odpowiedź Fana jest jednoznaczna; oczywiście, ze karać. Niezależnie, czy jest o tym coś w przepisach, czy nie. Tu nie powinna obowiązywać zasada „co nie jest zabronione – jest dozwolone”. Tu powinien obowiązywać zdrowy rozsądek i duch sportu. Jest tysiąc sytuacji, które nie są opisane w jakichkolwiek przepisach, a za które należałoby ukarać.
Czego nie wolno?
A jest tego od groma. Choćby świecenie w oczy bramkarzowi laserem. Zresztą nie tylko bramkarzowi, jakiemukolwiek zawodnikowi. Wyobraźcie sobie, że macie bronić karnego (lub go egzekwować) a tu tysiąc dowcipnisiów celuje wam w oczy wiązkami leserów.
Karane również powinno być smarowanie płotów syfem. Często jest to praktykowane na sektorach gości. Ostatnio z taką „przyjemnością” spotkaliśmy się w Gdyni. (co za idioci, ogrodzenie 10-metrowej wysokości, nawet małpa nie przejdzie, a tam jeszcze dziesięć kilo tłuszczu na siatce).
Karane powinno być wysypywanie linii wapnem zamiast kredą. Kto się spotkał z taka „podmianką” i jej konsekwencjami, wie o co chodzi.
Czego nie ma w przepisach?
Gdyby trzymać się literalnie przepisów i chcieć wygrać za wszelką cenę, nawet wbrew zdrowemu rozsądkowi, to Amica mogła puknąć Juventus 1-0 już w 45 minucie spotkania. Kotorowski w przerwie mógł ulepić bałwana, albo za trzy bałwany i je postawić na linii bramkowej. Albo jeszcze lepiej. Zebrać cały śnieg ze stadionu i najzwyczajniej „zamurować” nim bramkę. Takiej sytuacji zdaje się nie przewidziano, bo nikt ze zdrowym rozsądkiem nie będzie pisał idiotycznych przepisów na czysto hipotetyczne okazje.
Tak, wiadomo, że sędzia i delegat kazaliby ścianę usunąć, ale nie wiadomo, czy z uwagi na wymogi regulaminowe (może jakiś punkt można podpiąć), czy z uwagi na zdroworozsądkowe podejście do rzeczywistości.
Podsumowanie
Nie o śniegu i nie bałwanach to jest tekst. Lecz o wysokości kar. 10 tysięcy za piłkę na boisku w kuriozalnych sytuacjach… Internauci wyłapali podobną sytuację z „drugą futbolówką” wrzuconą na murawę w chwili, gdy zespół rywali zdobywał gola. Akurat dotyczyła Ruchu Chorzów. 17 lat temu kibice Śląska chcąc doprowadzić do walkowera w Pucharze Polski wybiegli dwa razy na murawę stadionu w Gorzowie Wielkopolskim.
Kibic może patrzeć na świat „wszystko co dobre dla klubu (czy też dla osiągniętego wyniku), jest dobre”.
Tylko kibic.
Janusz K. RZ
Foto: www.widzew.pl