Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

SZYDERA NA POŻEGNANIE

Wyjazd do Kielc miał swój urok, chwile wzniosłe i wkurzające momenty. Na relację będziecie musieli jeszcze poczekać, bo zabawa trwa.
Jednak już teraz, na gorąco, skomentujemy znikniecie z ławki trenerskiej Ryszarda Tarasiewicza.
Zła wróżba
Nie wiemy, co Taraś robił podczas ostatniego sylwestra, jakie dostał wówczas życzenia, lecz w roku 2010 nic mu się nie układa. Przynajmniej w życiu zawodowym. Tak naprawdę prowadzona przez niego drużyna dzięki szkoleniowcowi w tym roku kalendarzowym wygrała tylko raz. Od stycznia nic mu nie wychodzi. A kiedy zebrał jako – taką drużynę, to i tak dostawał w łeb.
Ba, nawet po pozostawieniu zespołu porażki obarczają jego. Paweł Barylski, tymczasowy następca Tarasia podkreślił w wywiadzie dla Przeglądu Sportowego przed spotkaniem z Koroną, że tak naprawdę jest to drużyna Tarsiewicza. No i w Kielcach „Taraś team” włoił. Rzec by można: „czy to z Rysiem, czy bez Rysia, murowane lanie dzisiaj”.
Kpina
Pod koniec spotkania w Kielcach zaśpiewano „Rysiu Tarasiewicz”. Czy inicjator przyśpiewki chciał go uhonorować, czy też ironizował – trudno ocenić. Jednak patrząc na to z boku trudno się było oprzeć wrażeniu, że koniec szkoleniowca został uhonorowany szyderstwem. Szyderstwem szczególnym, bo nikt od czasów Władysława Żmudy (czyli od 30 lat) nie miał takiego poparcia na trybunach i nikt tak ogromnego kapitału nie roztrwonił tak szybko i w tak głupi sposób.

Gwóźdź dla Baska
Dotrała do redakcji Fana informacja, że w czwartek wieczorem z orbity zainteresowania szefostwa Śląska wyleciał Jose Bakero. Ktoś doniósł, że Bask ma poważne kłopoty z, nazwijmy to, płynami zabawowymi oraz zabawami – jak by to ująć – kasochłonnymi. Zatem szanse Bakero spadły do minimum, bo raczej nie ma sensu zamieniać jednego szkoleniowca na drugiego, mającego te same problemy.
Natomiast inne źródło informacji podpowiedziało nam, że ostatnio do jednego z decydentów dobijał się Jerzy Engel. Nie wiadomo, czy to fakt, czy tylko czyjaś wybujała fantazja, a może nadinterpretacja niewinnej rozmowy. Nie wiemy również, czy jeśli Engel faktycznie się kontaktował w sprawie zatrudnienia na Oporowskiej, to preferował swoją osobę, czy może synka, a może jeszcze kogoś innego.
Roman Zieliński