Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

POŚMIERTNE ZŁE MZIMU

Jeśli metafizyka jest dla Ciebie czymś nie do przyjęcia – wyjdź z tego tekstu. Jeśli uważasz, że o zmarłych dobrze albo wcale, to nie czytaj. Dla mnie huj jest hujem za życia, nie życzę mu niczego dobrego w czasie śmierci, a i po niej jedyną rzeczą którą mogę dla niego zrobić, to nasrać na grób.
Janusza Atlasa wśród żywych już nie ma. Stwierdzę krótko: i dobrze. Jednak choć był mi wrogiem, to za jego grobem biegał nie będę. Nie ten kaliber nienawiści.
Jednak Atlas w moim mózgu pozostawił spuściznę. Aby to pojąć, trzeba przejść przez wytłumaczenie sytuacji. Postaram się być lakoniczny.
Historia pewnego wroga
W połowie lat dziewięćdziesiątych Atlas napisał o mnie w Piłce Nożnej tekścik, którego nikt o sobie czytać nie chce. Wcześniej ze sobą rozmawialiśmy, nawet się lubiliśmy. Tak mi się wydawało. Oprócz imputowanej mi fałszywie rzeczy Atlas w swoim tekście dawał do zrozumienia, ze chętnie by mnie zlał, co przy jego koordynacji ruchu było dla warszawiaka wyzwaniem dość karkołomnym. Akurat ten fragment wypocin Atlasa mnie grzał, lecz tam, gdzie posunął się do kłamstwa i fałszerstwa – spowodował, że oddałem sprawę do sądu.
Atlas wkurwił się na mnie, bo przeczytał „Ligę Chuliganów” i odebrał do siebie akapit w którym opisałem wrocławskiego dziennikarza – politruka Macieja Bilewicza. Taki był, kurwa, ten Januszek inteligentny, a wziął do siebie coś, co było nie o nim. Jak to mawiają, – na złodzieju czapka gore.
Ponieważ tekst szkalujący mnie ukazał się w „Piłce Nożnej”, zatem sprawy odbywały się w „miejscu popełnienia przestępstwa”, czyli w Warszawie, bo tam tytuł jest wydawany. Mój adwokat, Adam Krej najeździł się do stolicy. Ja zresztą również kilka razy odwiedziłem tamtejszy sąd. Ostatecznie „Piłka Nożna” została zobowiązana do napisania przeprosin.
Początek końca
I tu zaczyna się historyjka, której epilog właśnie się chyba wydarzył.
Atlas w związku z konfliktem ze mną stracił dobrze płatną fuchę w „Słowie Polskim”. To efekt bezkompromisowości ówczesnego kierownika działu sportowego – Wojtka Walczaka. W dniu ostatniej rozprawy Atlas był bezrobotny. A na sali sądowej musiał pojawić się wydawca „Piłki”, którym był Marek Profus.
Niby te gówniane przeprosiny osiągnąłem, ale stało się coś, co mnie wkurwiło. Po rozprawie, gdy Atlas już bić się ze mną nie chciał (do dziś żałuję, że nie plunąłem mu wówczas w twarz) Profus pogadał sobie z „inteligientym Januszkiem” i ten… wylądował w „Piłce Nożnej”. Niby osiągnąłem swoje, ale niechcący załatwiłem Atlasowi robotę.
Niby żalu do Profusa nie miałem, bo i z jakiej racji, jednak coś mnie gryzło. Po jakimś czasie się uspokoiłem, gdyż doszedłem do wniosku, że bliższa znajomość Profus – Atlas kiedyś „zaprocentuje”. Bowiem Januszek charakteru był podłego jak mało kto.
Sen złego mzimu…
Na Atlasa rzuciłem urok, ale tym razem coś nie podziałało. Może tylko tyle, że „Piłka” z pisma opiniotwórczego zaczęła się staczać w kierunku kolorowej gazetki, która już na futbolowym rynku przestała cokolwiek znaczyć. O układzie Atlas – Profus w zasadzie zapomniałem, a gdy przed rokiem Atlas zniknął z powierzchni ziemi, z żalem stwierdziłem, że już chyba z mojego zaklinania złego mzimu nic nie wyjdzie. Mzimu zasnęło.
…pobudka w rytmie voodoo
Jednak duch Januszka nie opuścił Profusa. Zajrzałem na portal weszło.com,  a tam tekścior, który mnie rozczulił.
http://www.weszlo.com/news/5951
Innymi słowy, wydawca bezzębnej, ledwo zipiącej gazetki, którą już mało kto czyta, w konkursie który jeszcze trzymał resztki prestiżu, postanowił zagrać va banque. Utoczyć ze zdychającej kury ostatnie krople krwi. Tak jak za swoich najlepszych lat robił Atlas. Po trupach do celu, bez patrzenia „co na to ludzie powiedzą”.
Profus w swojej gazetce postanowił wypromować swojego zawodnika, by zarobić poprzez swoich ludzi swoje pieniądze na swoim widzimisię i cudzej głupocie.
Niniejszym składam serdeczne podziękowania dla portalu weszło.com. Za co? To Wy wyłapując zależności wydawniczo – menadżerskie okazaliście się najcelniejszą szpilką mojego voodoo, Wy staliście się najskuteczniejszym narzędziem mojego złego Mzimu.
Roman Zieliński

Na zdjęciu opublikowanym w tygodniku „Wprost” – Marek Profus, menadżer około 40 piłkarzy.