Czy możemy mówić o zdradzie komunistycznej hołoty z sowieckim pachołkiem jaruzelskim to kwestia dyskusyjna. Oni po prostu byli po drugiej stronie, oni nie byli Polakami – byli komunistami. Zdradą można nazywać to, że jaruzel sam jeździł prosić sowietów o militarną interwencję (są na to dokumenty). Wprowadzając stan wojenny komuniści złamali nawet swoje własne prawo – konstytucję PRL.
[Dop. red: na zdjęciu obok Jaruzelski wita się z Breżniewem, tłumacząc młodszym, dla których nazwisko Breżniew jest nic nie znaczącym, pustym słowem: pachołek moskiewski wita swojego namiestnika. Fotka przedstawiająca takie samo, lecz inne spotkanie obu tych czerwonych świń znajduje się na stronie głównej.]Kto mógł zdradzić?
Zdradą było celowe donoszenie na kolegów, czy też takie zwykłe donosicielstwo, z zawiści, głupoty, braku wyobraźni. Przykładowo że sąsiad słucha Wolnej Europy, że pisze coś na maszynie czy też, że przychodzi do niego wielu znajomych. Samo podpisanie lojalki (zobowiązania zaprzestania ”antypaństwowej działalności”), czy nawet podpisanie współpracy z SB (złamać można prawie każdego) nie było jeszcze jednoznaczne ze zdradą. Wiele osób podpisało lojalki i dalej robiło swoje. Sporo ludzi podpisało nawet współpracę, po czym przychodzili i mówili swoim znajomym: „podpisałem i nie wiem czy dam radę, proszę przy mnie nic nie mówić, uważajcie mnie za spalonego”, lub też: ”podpisałem i mam ich w dupie, knujemy dalej”. Z takimi postawami nie było problemu. Prawdziwi zdrajcy to tacy, którzy celowo szkodzili udając swoich… Wielu takich sprzedawczyków nawet nie podpisało żadnej lojalki, a i tak byli po tamtej stronie…
Kto chwyta za gardło?
Stan wojenny to czas SOLIDARNOŚCI, zarówno tej ukochanej – Panny S oraz jej młodszej siostry – Solidarności Walczącej, jak i tej małej drobnej, ludzkiej solidarności, której teraz tak bardzo brakuje, a na wspomnienie, której zawsze wzruszenie chwyta mnie za gardło…
Jak babcia nosiła kamieniePod tym względem to były wspaniałe czasy, których młodzi niestety nie pamiętają. Z rozrzewnieniem wspominam te starsze kobiety nazywane ”babciami” lub ”ciotkami rewolucji”, które przynosiły do kościołów ulotki… Po którejś Mszy za Ojczyznę wychodzimy z Katedry, rozpoczyna się demonstracja, ZOMO szykuje się do ataku. W pewnym momencie podchodzi do nas jakaś ”babcia” otwiera torebkę, w której ma kamienie i mówi ”- bierzcie chłopcy, przyda się”. Gdy odbywały się łapanki – najbardziej polowano na ludzi młodych, zawsze w takich sytuacjach znajdowała się jakaś ”babcia”, która podchodziła do mnie, chwytała mnie pod rękę i mówiła ”- jesteśmy razem, odprowadzasz ciocię do domu”. Inna sytuacja – idzie demonstracja, otwierają się okna, ludzie w oknach pokazują znak V, płaczą, podają z okien kanapki, wodę do picia… Natomiast, gdy goniła milicja i wiało się przez bramy wielu zwykłych ludzi wpuszczało uciekających do swoich mieszkań, poczęstowało herbatą, talerzem zupy, kromką chleba, a na „do widzenia” wspierało słowem… Takich wspomnień są setki… Taksówkarze, gdy domyślili się, że ci, których wiozą mają coś wspólnego z podziemiem bardzo często nie chcieli brać kasy za kurs, kolce do przebijania opon produkowane w zakładach pracy, wsparcie i pomoc w ucieczce przy zrywaniu czerwonych szmat (malowaniu napisów itp.) udzielane przez normalnych przechodniów, butelki z benzyną robione przez weteranów AK, odkładanie ”pod ladę” przez sprzedawców zeszytów (źródło papieru na ulotki) w sklepach… Można wymieniać w nieskończoność… To właśnie była prawdziwa SOLIDARNOŚĆ! Trzeba to jasno powiedzieć – Solidarność i wszystkie opozycyjne organizacje skupiały w swoich szeregach kilka milionów cichych BOHATERÓW.
Mała, Wolna PolskaW tamtej rzeczywistości można było znaleźć też odrobinę wolności, – gdy wracałeś z akcji lub zadymy i udało się spokojnie dotrzeć do kryjówki – byłeś wolny. Na którejś zadymie po odparciu kolejnego ataku siedzieliśmy na ulicy, rozmawialiśmy, skandowaliśmy antykomunistyczne hasła, i byliśmy wtedy na skrawku naszej WOLNEJ Polski otoczonej barykadami…
Pójść, znaczy zwyciężyć
Stan wojenny to czas honoru setek tysięcy (może nawet kilku milionów) Polaków. Zwykłych, bezimiennych, przeciętnych ludzi – ludzi szlachetnych, wspaniałych, oddanych bezinteresownie sprawie wolności i niepodległości – drukarzy, kolporterów, podziemnych radiowców, ”nasłuchowców”, ”skrzynek kontaktowych”, członków Grup Wykonawczych, ludzi udostępniających swoje mieszkania na ”lokale konspiracyjne” czy dających schronienie poszukiwanym (tylko jeden Kornel Morawiecki ukrywał się w kilkudziesięciu mieszkaniach we Wrocławiu). Samo pójście na demonstrację wymagało wtedy sporej odwagi (wtedy często strzelano do demonstrujących ostrą amunicją, urządzano sławetne ”ścieżki zdrowia”, a na komisariatach też się nie patyczkowano…)*.
Łamanie naszego kręgosłupaMówi się, że stan wojenny to zabicie nadziei i „złamanie kręgosłupa” społeczeństwu. To prawda! Zabito wtedy nadzieję…
Osobiście uważam, że ”złamanie kręgosłupa” nastąpiło o wiele później – przy okrągłym stole i w Magdalence. Dla przypomnienia – w tamtych rozmowach nie brała udziału delegacja całej opozycji, co więcej, nie była to nawet delegacja Solidarności. Była to delegacja ludzi i towarzystwa skupionego wokół TW Bolka.
Największą tragedią natomiast jest to, że w dzisiejszych czasach za ”autorytety” uważani są ludzie pokroju michnika, geremka a ostatnio ekspertem od bezpieczeństwa robi się moskiewskiego sługusa – jaruzelskiego. Pozostaje żal i złość, że niezłomnych, wiernych swoim przekonaniom, prawdziwych patriotów takich jak Kornel Morawiecki, Państwo Gwiazdowie, śp. Anna Walentynowicz, Andrzej Kołodziej, Krzysztof Wyszkowski i wielu, naprawdę wielu innych określa się mianem oszołomów.
Hasło bez odpowiedziNikt z tych zwykłych działaczy nie oczekiwał na jakiekolwiek zaszczyty, odznaczenia czy wyróżnienia. Tyle tylko, że bardzo wielu z nich żyje teraz w zapomnieniu i biedzie, natomiast ich oprawcy i mocodawcy zbrodniarzy opływają w dostatki. Nie o taką Polskę walczyliśmy – to prawda. Jednak pomimo wszystko uważam, że się opłacało. Szkoda tylko, że nie udało się wprowadzić w życie jednego z wielu naszych haseł:
Norymberga dla czerwonych!
Precz z komuną!
Piotr Malawski, tytuł, śródtytuły i dopiski: RZ
* O tym jak się „nie patyczkowano” na komisariatach – przeczytacie za jakiś czas osobny artykuł. Przy jego czytaniu ręce same się zaciskają.
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl