Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

OBOWIĄZEK REPREZENTANTA

Początek dyskusji poruszonego poniżej problemu daleki jest od futbolu. Ale właśnie w futbolu się ogniskuje.
Polacy na Litwie maja kłopot, bo chcą się nazywać po polsku, a na Litwie nie ma takich liter jak „ń”, „ą”, czy „ź”. I od lat wojują z tamtejszymi władzami w obronie swojej tożsamości narodowej.
Tymczasem:
- Litwa samodzielnie powinna rozstrzygnąć kwestię pisowni polskich nazwisk – powiedział wysoki komisarz Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie ds. mniejszości narodowych Kurt Vollebaek.
- W niektórych krajach jest przyjęte, że osoba ma nazwisko w języku państwowym, ale tolerowana jest też forma etniczna – wyjaśnia komisarz.
Jednocześnie zwrócił uwagę, że „należy przypomnieć mniejszościom, iż żyjąc w społeczeństwie, mają też pewne obowiązki, np. nauczenie się języka państwowego”.
Bardzo to ciekawe słowa komisarza. Bo poucza on Polaków żyjących na Litwie. Tymczasem w Norwegii, skąd wysoki komisarz pochodzi, osiedlają się różne mniejszości, które w nosie mają norweskie zwyczaje i miejscowy język. Ba, sami Norwegowie między sobą często porozumiewają się po… angielsku, bo w tym kraju istnieje kilkanaście dialektów i to dość znacznie różniących się między sobą.
Dobrze by było, gdyby podobne opinie o mniejszościach wyraził Norweg w Holandii czy Niemczech, gdzie wielkie skupiska Muzułmanów mają gdzieś miejscową mowę.
Co to ma wspólnego z piłką?
Ano ma. Coraz więcej w reprezentacjach narodowych grają jakieś wynalazki, które ze swoimi ziomkami nie potrafią się dogadać w ojczystym języku. Po rozpadzie ZSSR, gdzie Czeczen, Kazach, Łotysz, Białorusin i Kałmuk stanowili jedną reprezentację wydawało się, że problem zniknął. Tymczasem coraz więcej mamy ni to Niemców, ni Turków, lub ni Arabów ni Holendrów. I co gorsze: huj wie kogo w barwach reprezentacji Polski. Niedługo nadejdzie czas, że ekipa jednej reprezentacji będzie się porozumiewać za pomocą języka migowego.
Bardzo byśmy prosili wysokiego komisarza Kurta Vollebaeka by na bazie polsko – litewskich doświadczeń zajął się tym problemem.
Roman Zieliński