Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

NIE ZNAM SIĘ NA LUDZIACH

Wróg to wróg. Niczego dobrego się po nim nie spodziewasz. Gorzej, gdy wrogiem okazuje się ten, komu ufasz.. To miał być zupełnie inny tekst, ale będzie o socjologii. A w zasadzie notka autobiograficzna o łowieniu leszczy, bo w kilku sytuacjach życiowych okazałem się takim właśnie leszczem.
Leszcz nr 1
Do dziś chłopaki się ze mnie śmieją, że kiedyś jako „swojego człowieka” przedstawiłem (w papierowym jeszcze wydaniu Fana) Grzegorza Schetynę. I mają rację. Na początku znajomości podziwiałem go za skuteczność, nie wygrzebałem co w jego głowie jest naprawdę ważne. Nie doszukałem się żądzy władzy, która ma doprowadzić do posiadania.
Leszcz nr 2
Legia Warszawa. Jakoś tak lubiłem ten klub poprzez jej kibiców. Wierzyłem w ich interpretację rzeczywistości. W tłumaczeniu wszystkiego na swoją korzyść są mistrzami świata. I tak jakoś patrzyłem na nasz, kibicowski światek przez ich, warszawskie skrzywienie tegoż świata. Obudziłem się wiosną zeszłego roku.  Po ich „podziękowaniu” za wpuszczenie na Oporowską wyleczyłem się z tej „legijności”. Drobne cwaniaczki, którym się wszystko należy.
Tym większym jestem leszczem, że oni naprawdę są drobnymi cwaniaczkami.
Leszcz nr 3
Lech Wałęsa. Czy też raczej Bolek. Jak sobie pomyślę, jak chodziłem podekscytowany, gdy został prezydentem… Jak sobie przypomnę, jak za komuny śp. „Grabarz” wprowadził mnie na stocznię, żebym poszedł pogadać z legendarnym przywódcą (tego dnia nie było go w pracy)… tym większa ogarnia mnie złość, że nas zdradził. Sprzedał. Że okazał się człowiekiem małym. Za stanowisko ukręcił łeb sprawie, która dla Polski była najważniejsza. Lustracji.
Leszcz nr 4
Kiedyś odnosiłem wrażenie, że wznosząc się ponad zależności kibicowskie mogę liczyć na podobne układy jak te, które panują w naszym środowisku. Jak jakiś hujek obrobi chatę w której go goszczono, to kop w dupę. Jak okłamie to można mu kręcić aferę i to też może się skończyć „zakazem stadionowym”.
Tymczasem słowo działacza czy polityka często ma zupełnie inne znaczenie niż to, które usłyszałeś i zrozumiałeś. W świecie dużych pieniędzy i władzy nie ma słowa „zdrada”. Ono nie istnieje. Najwięksi wrogowie będą żreć z jednej michy, jeśli będą mieli w tym interes.
Leszcz nr 5
Ryszard Tarasiewicz. Moja największa pomyłka związana z piłką. Szczegółów nie podam, choć dobabolił wiele razy. Po meczu z Arką – przegiął na maksa. Przegiął wobec tych, którzy go wspierali najbardziej.
Dla wielu z Was jest ikoną, ja nie jestem wobec niego złośliwy (raczej wściekam się na siebie, że miałem klapki na oczach) – niech tak zostanie.
Leszcz nr 6
Tu powinienem hurtem wypisać kilkadziesiąt nazwisk. Jak pięknie mówili o piłce… zapomnieli powiedzieć, że wiele z tych meczów o których opowiadali rozstrzygnęło się przed pierwszym gwizdkiem. Tych cwaniaczków na szczęście zdemaskowałem bardzo dawno temu.
Leszcz nr 7
Piłkarze. Nie wszyscy, ale jest ich sporo. Pieprzyli głodne kawałki o przywiązaniu do Śląska, a potem całowali herby znienawidzonych przez nas klubów. No, może w tym przypadku trochę się nie zrozumieliśmy. Ja mówiąc „Śląsk” myślałem o stadionie, barwach, mieście, kibicach, herbie, a oni o okienku kasowym.
Leszcz nr 8
Władysław Frasyniuk. Dobrzy ludzie ostrzegali mnie, że to wyjątkowa gnida. Nie uwierzyłem im. Niestety, to oni mieli rację. Co z wielką satysfakcją powiedziałem prosto w twarz (a raczej w mordę) samemu „gwizdkowemu”.11 listopada.
Ławica
Tak sobie teraz siedzę i myślę ilu jeszcze malutkich cwaniaczków nabrało mnie na fajną bajerę, na grzeczne gesty. Teraz już nie jestem taki ufny. Dużo wody musiało upłynąć zanim przejrzałem na oczy.
Roman Zieliński