Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

„ … LEGIA TO STARA … ”

Trochę tu będzie o sporcie, a trochę o „sporcie”. Ponieważ pisząc /rozmawiając o tym drugim trzeba mieć pełną świadomość, że to co się choć na moment pokaże w cyberprzestrzeni, zawsze potem może zostać użyte jako dowód przeciwko Nam, zatem czytając o „sporcie” liczę na waszą intuicyjną inteligencję i wyrozumiałość za niedopowiedzenia..
Sport w czystej postaci
Oczywiście nie oglądałem meczu Widzew – Cracovia. Woleliśmy sobie z kolegami obejrzeć znacznie milszy naszym sercom pojedynek Wisła – Legia. Ale w meczu który w naszych oczach był pojedynkiem żydków z żydkami, byliśmy kibicami remisu. Bo Widzewowi jeden punkt zbytnio nie pomagał, a Cracovię definitywnie topił.
Gdy przełączyliśmy na Łódź na chwile telewizor, a było 0-1, stał się cud i Widzew wyrównał.
- I tak ma zostać – stwierdziliśmy, po czym ponownie zerknęliśmy na telewizyjne wieści z Łodzi już po zakończeniu prawdziwego, krakowskiego widowiska sportowego. A na Widzewie cud nr. 2. Jakiś niestrzelony karny, jakieś bramki w końcówce i jest upragniony remisik.
Znacznie bardziej wszystkich zebranych obchodził mecz w Krakowie. Tryumf Wisły przyjęliśmy z nieukrywaną radością. A ja z radością podwójną, bo wygrana Wisły to jedno, a porażka Legii to miód w moje skołatane serducho.
Dlaczego?
I tu przechodzimy do ekipy “H”
Przeglądając w piątek rano świat wirtualny w poszukiwaniu odgłosów i komentarzy na temat wydarzeń wokół Święta Niepodległości zajrzałem na rozmaite strony, których istnienia nawet nie podejrzewałem. Ale szukając wiedzy błądziłem także po tych, portalach które już kiedyś odwiedziłem. Tak wdepnąłem na „kibice.net”. Tam, niestety, interesującego mnie tematu nie znalazłem, choć nie wiem, czy dlatego że go tam nie ma, czy dlatego, żem ślepawy już. Ale coś mnie tknęło, by ruszyć dział „komentarze 13-15 listopada”. Piątek rano, gdy jeszcze nie odbył się ani jeden mecz, a tu trzy strony wpisów?
- Pewnie bractwo w najbardziej bieżącym temacie przelało swoje wrażenia z demonstracji. Bo co prawda we Wrocławiu było spokojnie, lecz wydarzenia za stolycy wzbudziły sporo emocji – pomyślałem. I nie pomyliłem się.
Jednak to, co tam przeczytałem mnie… no właśnie. Sam nie wiem.
Przeraziło? Wkurwiło? Zmroziło?
Nie mam pojęcia, jak to ująć, jak opisać,
Z znajdujących się tam wpisów wynikało, że po patriotycznej demonstracji kibice (a raczej huje) z Legii ustawili się na małe co nieco z dopingującymi Groclin kibicami Polonii. I jednego z nich pocięli nożem (nożami).
Dla jasności; nie bili się ci „czarni”, którzy sympatyzują z lewa stroną sceny politycznej, bo tych może nawet by mi nie było żal. Bili się ci, którzy wśród „czarnych” wprowadzają klimat narodowo – niepodległościowy.
Czytałem kolejne komentarze mając nadzieję, że znajdę wreszcie coś o tym, iż to nie Legia, że to jakaś marna prowokacja, choć sam fakt zaistnienia sytuacji zdawał się być bezsporny. Zdjęcia gościa z pociętymi plecami można oczywiście zmanipulować, lecz ilość wpisów i podawane w nich szczegóły raczej nie pozostawiały wątpliwości że to nie maskarada.
Jednak sprostowania żadnego nie było. Warszawscy „czarni” jechali „zielonych”, a ci pierdolili głupoty o tym, jacy to „czarni” generalnie są „be”.
Kilka godzin później cały temat gdzieś zniknął.
Parę słów o Legii
Przez całe lata do Legii czułem sentyment. Może dlatego, że zgoda Śląsk – Legia (1 V 1976 – 13 V 1981) rodziła się na moich oczach, gdy jeszcze na wrocławskich trybunach byłem początkującym małolatem. Może dlatego, że kosę, na złość mi, zrobili bracia „M”, gdy już w tym samym świecie mieliśmy do powiedzenia bardzo dużo…
Nie nauczyły mnie przypadki „RS”, który był bardzo za Legią, a który największy łomot dostał od legionistów właśnie.
Do dziś mam w Warszawie kolegów. Dobrych kolegów, którzy pomogli w trudnych sytuacjach. A i którym ja pomogłem, gdy trzeba było. I nie piszę w tym akapicie o historyjkach związanych ze światem kibicowskim.
Jednak po wydarzeniach z wiosny 2009 mój stosunek do Legii zmienił się diametralnie. Teraz we wszystkim doszukuję się zdrady, podstępu, warszawskiego cwaniactwa. Gdy zadzwonił „JS” (znamy się ponad 30 lat) z lekką ironią dopytywałem się, jak tam interesy kibiców gości w rozmowach z Walterem. Warszawski ziomek opowiadał pierdoły, z których wynikało, że wpuszczając Pyrów na mecz Legia – Amica zrobiono im łaskę, że bilety sprzedawano po 35 złotych.
Już nie chce się rozpisywać o tym, jak Legia we własny konflikt wciągnęła pół  Polski, a teraz przynajmniej część osób które im pomogły nawet nie dostały podziękowań z wytłumaczeniem co się stało i na jakich zasadach. Piszę „część”, choć wcale bym się nie zdziwił, gdyby takiego telefonu nie dostał nikt. Po prostu – mają nas w dupie. Oni są „warszawiacy”. Są „lepsi”. Im wolno wszystko. My robimy tylko za tło. Tło, które ma się podporządkować.
Miód Skorży
Dlatego 4-0 w meczu Wisła – Legia ucieszyło mnie bardzo. Śmieszny trener Legii, który wcześniej pitolił głupotki o przywiązaniu do Wisły zaliczył baty w najbardziej prestiżowym dla siebie spotkaniu. Niby rezultaty tej, sportowej ligi są mi obojętne, ale wiem, że mają one wpływ na to, co się dzieje na trybunach.
Gorsze rezultaty – gorsza frekwencja – gorsza atmosfera – łatwiej o kłótnie – to wszystko wiąże się jedno z drugim nierozerwalnymi nićmi. Tak więc czysto sportowy łomot jaki zanotowały cwaniaczki z Warszawy od naszych ziomali z Krakowa miał smak wyjątkowo słodkiego miodu.
Roman Zieliński