Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

KUPIĆ, SPRZEDAĆ, ZAHANDLOWAĆ

Rok 1999, Śląsk dobija się do pierwszej ligi, ale przegrywa rywalizację z Groclinem Drzymały (jak wszedł – teraz wiedzą wszyscy, wówczas można było się łudzić nadzieją że miało to cokolwiek wspólnego ze sportem). Trenerem WKS-u jest Wojciech Łazarek, a jednym ze skuteczniejszych napastników Tomasz Suwary.
- Tego Tomcia to trzeba by szybko sprzedać – zauważył Łazarek w luźnej rozmowie.
Spojrzałem na szkoleniowca dość podejrzliwie. Łazarek słynął z tego, że lubił robić sobie jaja. Ale wszystko zdawało się wskazywać na to, że tym razem „Baryła” wcale się nie śmiał. On naprawdę mówił na poważnie.
Ostatecznie sugestia Łazarka została spełniona i Suwary wylądował w Niemczech, jednak fakt pozbycia się czołowego – wydawało się – napastnika był intrygujący. Zacząłem dyskutować o tym z różnymi trenerami. W tym – z samym „Baryłą”.
- To jest tak. Patrzysz na chłopaka i jeśli choć trochę znasz się na piłce i ludziach, to widzisz, że jeden jeszcze czegoś się w życiu nauczy, a inny już tylko będzie spijał śmietankę z tego, co mu się udało dokonać…
Z samej góry
Przekładając z polskiego na nasze: 90 procent zawodników, którzy nagle zaczynają być medialni, należy jak najszybciej sprzedać. Gdyby porównać ówczesnego Suwarego do graczy z bliższych nam czasów – taki Przemek Łudziński, Tomek Szewczuk czy Patryk Klofik – to byli gracze, których należało się pozbyć w tym momencie, kiedy „zaskoczyli”.
Dobra, wiem, że Klofik i Łudziński nie byli zawodnikami Śląska, chodziło tylko o porównanie.
Cały problem polega na tym, by chłopaka umiejętnie ocenić. Gdzie się znajduje na amplitudzie swoich umiejętności. Czy jeszcze będzie rosła, czy szczyt swoich umiejętności ma już za sobą, albo – najlepiej – właśnie na tym szczycie się znajduje. Podciągnąć na samą górę i wówczas puścić za maksymalną kasę.
Strzał w Amikę
To nie jest tekst o Waldemarze Sobocie, choć mam nieodparte wrażenie, że wokół tego jakże dynamicznego chłopaka, jest trochę za dużo szumu medialnego. To jest raczej o Sławomirze Peszce z Amiki. Starałem się nim interesować, gdy grał jeszcze w Płocku. Oglądając mecze Amiki w telewizyjnym okienku staram się koncentrować właśnie na nim. I mam nieodparte wrażenie, że lepiej już grać nie będzie. A na pewno bardzo się ceni. Stałe koszty utrzymania piłkarza rosną niesamowicie, obecny kontrakt to już grube setki tysięcy złotych, a czy za rok uda się go sprzedać za dużą kwotę?
Wątpię.
Jednak się na tym prawie wcale nie znam, natomiast problemy Amiki są mi kompletnie obojętne. A nawet bym chciał, żeby się pomylili.
RZ
Fot: 123RF