O tym, które nowo powstałe kibicowskie piosenki są czyjego autorstwa, obecne pokolenie ultrasów i internetowych ciekawskich jest poinformowane doskonale. Nie trzeba być wielce kumatym, by móc szybko wyłapać kto z jaka piosenką był pierwszy. Mało tego. Nawet wiadomo skąd ci „pierwsi” brali inspiracje.
Jednak o tym, kto jest autorem starszych utworów – ta wiedza powoli zanika.
Dlatego właśnie, by ją nieco utrwalić ten tekst powstał. A może, przy Waszej pomocy, da się ustalić tych, którzy jako pierwsi zaśpiewali piosenki, których autorstwa rozwikłać się jeszcze nie udało?
Śląsk śpiewa Legię
Zacznę od pewnej, własnej schizofrenii. Podczas ostatniego wyjazdu do Bełchatowa sam podkręcałem by „Śląsk Wrocław to jest potęga…” leciał najgłośniej jak można, najdłużej jak można, na największym pałerze. Bractwo było tak nakręcone, że chciałem, by to trwało i trwało i trwało. Jednocześnie tej piosenki… nienawidzę. To nie jest nasza piosenka. To melodia którą na potrzeby trybun zaadoptowali kibice Legii Warszawa. A my ją od nich skopiowaliśmy.
Generalnie Legia jest autorem kilku „ogólnopolskich” przyśpiewek. W tym również… inny nasz hit z Bełchatowa (sprzed dwóch sezonów) „Nie dla nas jest porażki smak, nie dla nas forma zła…”
Także rodem z Warszawy jest: „Ce Wu Ka eSie mój, klubie mój, miłość ma, wygrała byś ten mecz, Legio Warszawa”.
Zawisza na rynku
Hej la la he la la la
Śląsk Wrocław trzy punkty ma
Śląsk Wrocław wygra mecz
A my śpiewamy tak:
- to z kolei jest piosenka, którą kojarzę z Zawiszą Bydgoszcz. Oczywiście w oryginale punkty były dwa, bo wówczas tyle można było zdobyć maksymalnie.
Głowy za tego Zawiszę nie dam, innej części ciała – również. Ale gdy kiedyś, bardzo dawno temu w trakcie rozmowy o tym właśnie temacie powiedziałem gdzie i kiedy po raz pierwszy usłyszałem to od Zawiszy, nikt nie był w stanie podać wcześniejszego źródła.
Twórcza Wisła
Bardzo dużo pieśni wprowadzili kibice Wisły. Właśnie pieśni. Bo im najlepiej wychodziły długie kompozycje.
„Biała Gwiazda na niebie się mieni, to kibiców Wisły znak” kopiowana później przez pół Polski jest na 99 procent ich autorstwa. Natomiast na pewno z Krakowa się wywodzi „Wisełko wygraj mecz, królowo polskich rzek”.
Tu się przyznam, że tak im tego zazdrościłem, że wymyśliłem na tą samą melodię „Jestem z drużyną swą, dla mnie zwycięża Śląsk…”, ale w naszym wykonaniu już tak ładnie nie wychodzi, a słowa były tak inne, że „podróbki” nikt nie zauważył.
Śląsk na liście układaczy
„Ooo nasz, ooo nasz, my wierzymy tylko w Śląsk, hej Śląsk, wojskowi” – na nutę Liverpoolu wprowadzali wrocławianie. Nazywaliśmy ich „Anglikami”, bo byli zafascynowani tamtejszym sposobem kibicowania. Skąd mieli materiały o fanach brytyjskich nie wiadomo do tej pory, lecz robili na naszych trybunach wiele fajnej roboty. Tę piosenkę wprowadzali na jakimś nieistotnym meczu Pucharu Ligi.
Sami wprowadziliśmy na kibicowski rynek „Legiony”. Gdy to układaliśmy, wydawało się nam, że jest nie do podrobienia. „To my, kibice Śląska, zna nas cała Polska…” Taki rym jest trudny do obejścia. Życie pokazało, że naśladowcy są bardzo pomysłowi. Zwłaszcza w Łodzi na ŁKS-ie i w Bytomiu.
A jak już o ŁKS-ie.no to mam dla Was ciekawostkę. Wiecie kto wymyślił i wprowadził hasło „Klubem Łodzi jest – ŁKS”? No to spójrzcie na podpis pod artykułem. Wtedy jeszcze mieliśmy zgodę. A teraz ja mam polewkę.
Wracając do „wrocławskiego śpiewnika” – Piosenek z naszego stadionu jest całe mnóstwo, niestety w większości odeszły w lekkie zapomnienie. Na szczęście jeden z naszych kolegów, JC, postanowił je wszystkie pozbierać.
Premier kłamie śpiewająco
Na koniec wezmę na warsztat to, co w serce mnie kłuje w dość istotny sposób. „Do boju, WKS, do boju WKS, więc marsz, marsz, marsz, do boju marsz, zwycięstwo czeka nas” – tak to brzmiało we wrocławskiej wersji. Na melodię „Marsylianki”.
Kto po raz pierwszy to zaśpiewał – o tym pojęcia nie mam. Za młody jestem. Boli mnie to, że za autora chce uchodzić Donald Tusk, tak twierdzą jego hagiografowie. Jakoś wątpię, by faktycznie mógł być autorem. Oto dlaczego:
Wrzesień 1975 roku. Rewanżowe spotkanie 1/32 Pucharu UEFA Śląsk – GAIS Goeteborg. Na trybunach królują dwie piosenki, przeróbka „Marsylianki” i „Śląsku, Śląsku ty nasz…” Ta druga, na melodię znanego, węgierskiego zespołu, bodajże „Omegi”. Ale i „Marsyliankę” wyli wszyscy.
Rok 1975 to jeszcze czas w którym o internecie nikomu się nie śniło. Nie było telefonów komórkowych. Ba, zwykłe telefony w prywatnych domach były czymś niezwykłym, a łączenie się przez nie z innymi miastami odbywało się poprzez… zamówienie rozmowy na centrali międzymiastowej gdzie babka wtykała dziesiątki wtyczek do setek gniazdek.
Wówczas piosenki rozprzestrzeniały się znacznie wolniej niż obecnie, gdy w poniedziałek po kolejce ligowej nagranie z dopingiem wszystkich drużyn są powszechnie dostępne.
„Marsylianka’ była śpiewana we Wrocławiu już wcześniej. Tusk twierdzi, że wprowadzał ją „w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych”. Skąd wrocławskie bractwo mogło „podebrać” piosenkę Lechii, skoro ostatni raz mecze między naszymi klubami były rozgrywane 3 lata wcześniej w II lidze?
Tusk jest z 1957 rocznika, zatem gdy Śląsk po raz ostatni na długie lata grał z Lechią, to przyszły premier miał 15 lat. Już widzę, jak 15-latek „wprowadzał nowe piosenki jeżdżąc na wyjazdy”.
Moja wersja jest taka: Tusk obejrzał w telewizji mecz Śląsk – GAIS, podobnie jak wielu innych kibiców Lechii (druga połowa pojedynku była pokazana w TV – co śmieszne – z opóźnieniem. Pewnie gdzieś się zachowała jakaś kopia z nagraniem tego spotkania) i potem faktycznie mógł inspirować swoich kolegów. W 1975 roku miał 18 lat. To się mogło udać. Jednak pitolenie o „uczeniu lechistów piosenki którą przerobił z Marsylianki” niech Kaczor Donio sobie wsadzi tam, gdzie zapowiedzi o drugiej Irlandii i liberalizacji życia gospodarczego, o czym gaworzy przy okazji każdych wyborów.
Roman Zieliński
Fot: KibiceWisły.pl, wroclawianie.info.pl
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl