Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

KOPNIAKI MIĘDZY OCZY

Przeglądając lekturę „Faktu” z 16 grudnia można wyczytać dwie informacje, które kibica Śląska powinny jakoś ruszyć. Pierwsza i ważniejsza to taka, że w głosowaniu na najlepszego zawodnika Śląska w rundzie jesiennej zwyciężył Waldemar Sobota przed Kelemenem i Celebanem.
Dwie rzeczy wynikają z tego tekstu. Po pierwsze jest to poważny prztyczek dla Sebastiana Mili. Będzie się miał bloger nad czym zastanawiać. Oby mu psychika nie siadła.
Z drugiej jednak strony cały ten konkurs jest śmieszny. Jeśli Sobota wygrał głosowanie na najlepszego piłkarza, to jest najlepszy dowód, że nie ma co się opierać na zdaniu internautów. Owszem, Sobota był jesienią dynamiczny. Wprowadzał trochę zamieszania w szeregu rywali, ale aby go nazwać najlepszym graczem sezonu… lekka przesada, panowie. Osiągnięcia piłkarza z Kluczborka są takie, ze zagrał w 16 meczach, ale tylko za Tarasiewicza w pełnym wymiarze czasowym. A akurat te spotkania przez nas najmilej wspominane nie będą. Strzelił dwa gole, to fakt, ale oba w meczach przegranych. Asyst mu nie liczyliśmy z lenistwa, ale to nie on był głównym asystentem przy bramkach.
Reasumując: fajnie jest, że jest w Śląsku taki Sobota, ale zdawanie się na ocenę internautów jest czymś bardzo niebezpiecznym. Ludzie, którzy oglądają mecz bez przygotowania fachowego (czyli znakomita większość z nas) oceniają to, co im się rzuci w oczy. W tym przypadku doceniona została dynamika Soboty.
Finansowy kopniak drugiego planu
Ponoć miasto ma wywalić 2 miliony złotych na, jak to nazwano „odbudowanie koszykówki we Wrocławiu”. Po co komu koszykówka we Wrocławiu, tego nie wie nikt. Na pikiety mające wpłynąć na reaktywację tej dyscypliny sportu przychodzi kilkadziesiąt osób. Frekwencje na meczach koszykarzy są mniej więcej podobne. Nikt tym kilkudziesięciu osobom nie broni „robienia koszykówki we Wrocławiu”, lecz jest ich wyjątkowo mała garstka, na dodatek niewiele mogą i nie wykazują zbytniej inicjatywy. Dwie bańki – gdyby to był wydatek jednorazowy, to pal sześć. Ale to potem trzeba utrzymywać, czyli trzeba liczyć 2 bańki rocznie. No i znów pojawi się u nas horda chciwych Murzynów, którzy co prawda kochają koszykówkę (bo na niej zarabiają całkiem niezły kawał grosza), lecz w swoich ciemnych dupskach mają kluby, w których występują.
Ponadto sam fakt posiadania dobrej innej, niż piłkarskiej drużyny jest zarezerwowane dla miast „drugiego planu”. Futbol to największe miasta. Warszawa, Kraków, Łódź, Gdańsk, Wrocław, Poznań… Hokej, koszykówka, siatkówka, żużel – to już miasta pokroju Sopotu, Leszna, Zielonej Góry, Bełchatowa, Lubina, Oświęcimia, Polkowic – czyli są to sporty wybitnie drugoplanowe.
Janusz K, RZ
Fot: lot motoru z serwisu www.wroclawianie.info dobrany został do tego artykułu nieprzypadkowo.