Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

JEST AFERA, BĘDZIE KASA

Stara dziennikarska zasada twierdzi, że najlepiej sprzedają się trupy, morderstwa i afery. Nie ma sensacji to i gazety nikt nie kupi. A że czasy ciężkie, pracodawcy tylko patrzą, jak zaoszczędzić na kadrach, zatem obecnie pismaki zaczęli się babrać w gównie. Rozumiemy gazetki typu „Fakt” czy „Superekspress” czy telestacja TVN. Oni z założenia ucinają głowy, zjadają żywe myszy, rzygają na zebraniach i pokazują cycki. Taką linię programową sobie nakreślili szukając odbiorców, którym myślenie sprawia cierpienie fizyczne.
Tymczasem tak zwane „poważne” dziennikarstwo ma wzniosłe cele. Przynajmniej oficjalnie. Lecz coraz częściej dryfuje w tym samym kierunku. Byle zrobić aferę. Można ją samemu wykreować.
Afera słowa
Ponieważ trupa nie stwierdzono, więc we Wrocławiu zaczęto drążyć temat „inwazji”. W stolicy Dolnego Śląska pojęcie to istnieje od ponad 20 lat. Każdy wyjazd do Lubina był nazywany „inwazją”, gdyż w tym kierunku wybierało się zawsze wielu fanatyków WKS. Po ćwierćwieczu istnienia hasło „Inwazja na Lubin” nie spodobało się dziennikarzom, którzy próbowali zrobić aferę z tego określenia gdy spiker zawodów podał je poprzez nagłośnienie stadionowe. I byłby spiker został kozłem ofiarnym poszukiwaczy sensacji, gdyby nie…
Afera czynu
Piłka, która wyleciała na boisko w czasie, gdy Ruch wyprowadzał kontrę, stała się tematem numer jeden po sobotniej potyczce.
Stadion się nie zawalił, kibice się nie bluzgali, nikt nie dusił sędziego, to wydarzenie z dodatkową piłką stało się najważniejszym momentem meczu Śląsk – Ruch.
Są już nawet tacy, którzy chcąc przerobić głupawą zagrywkę w megasensację domagają się walkowera. Feruje się również inne wyroki. Niektórzy żądają zamknięcia stadionu. Jeszcze inni – wykluczenia Sotirvića, któremu się przypisuje wkopnięcie dodatkowej futbolówki.
Sensacja, której nie ma
Tymczasem Śląsk po raz czwarty z rzędu zwyciężył. Zespół, który jeszcze miesiąc temu był chłopcem do bicia stał się łupieżcą. Trener, który w chwili przyjścia do Śląska był „dziadkiem” teraz stał się Królem Midasem. Faceci, którzy biegali bezproduktywnie, żalili się na blogach, odchodzili z klubu, siedzieli z nosami pospuszczanymi w kwintę, po dwóch miesiącach pracy z owym „dziadkiem” stali się ludźmi o mentalności zwycięzców.
To jakoś sensacją nie jest.
Afera rasistowsko – faszystowska
Jak dziennikarze nie mają z czego zrobić sensacji, to redakcja Fana podpowiada. Będzie to sensacja rasistowsko – faszystowsko – nazistowska, czyli to, co najbardziej lubicie: Zauważcie, że Śląsk zaczął wygrywać dopiero od momentu, w którym przestał grać troszkę zbyt opalony, jak na gusta przeciętnego kibica Śląska, Diaz.
Roman Zieliński, JK