Jak się marnuje futbolowe talenty – na ten temat napisano już setki artykułów, elaboratów. Może nawet jakieś prace dyplomowe. Ale jeszcze nie spotkaliśmy się z opisem marnowania talentów trenerskich. A Wrocław pod tym względem jest miastem szczególnym. Nie marnuje się talentów młodych, dopiero wchodzących na rynek, lecz marnotrawi się stare, dobre firmy.
Nazwisko Romana Masztalerza we Wrocławiu znają wszyscy na poważnie zajmujący się piłką młodzieżową. Ci co go nie znają – im się jedynie wydaje, że mają pojęcie o wrocławskim futbolu wśród młodzieży. A sam Masztalerz to osoba powszechnie uznawana za dziwaka. Ze swoją wiedzą powinien trzepać kasę, o wiele gorsi jeżdżą dobrymi furami, a Masztalerz zasuwa na swoim nieśmiertelnym rowerze. Młodzieńcem to nie jest już od dawna, ale garnitur to nie jest jego świat. Dres – tak jest ubrany od zawsze.
No i ma wadę, której elity nie uznają. Masztalerz mówi prawdę w oczy. Nawet tą nieprzyjemną. I to jest chyba najpoważniejszy powód dla którego nie jest mile widziany w naszym, futbolowym światku.
Tu masz lepszego…
Pod koniec lat 90-tych pracując jako dziennikarz dostałem zadanie napisania czegoś ciekawego o zawodniku Śląska.
- Junior. Tu masz jego nazwisko – zabrzmiała dyspozycja kierownika. No to pojechałem na stadion przy ul. Skarbowców i zaczepiłem Masztalerza.
- Nie będę owijał w bawełnę, polecono mi napisać coś o chłopaku… zaraz, tu mam kartkę z jego nazwiskiem – zaczepiłem stojącego przy linii boiska szkoleniowca. Ten patrzył na mnie z politowaniem.
- Małecki? – zapytał od niechcenia. Chyba zastygłem, bo zdziwiłem się niepomiernie. Zastanawiałem się skąd wiedział, już to było dobrym wstępem do artykułu. Szkoleniowiec chyba widział moją zdziwioną gębę, bo bez dodatkowych pytań sam stwierdził:
- Chłopak strzelił kilka bramek i teraz wy, dziennikarze latacie za nim jak z pęcherzem. – Spojrzał na mnie uważnie i po chwili powiedział coś, o czym potem długo myślałem:
- Nie nadaje się. Wiem o czym myślisz, Śląsk, pierwsza drużyna, pierwszoligowe aspiracje. A on będzie grał co najwyżej w lidze trzeciej. Jak chcesz napisać coś pozytywnego i o Małeckim, to przyjrzyj się temu. To jego młodszy brat, Kuba. To będzie grajek, lecz to jest jeszcze junior młodszy – wskazał mi na przebiegającego obok kudłatego małolata.
Efekt
Życie pokazało, że Masztalerz się nie mylił. Starszy, Marcin kariery nie zrobił. Młodszy, Kuba długo był podstawowym graczem Śląska. Może nawet za ambitnym, co udowodniła druga poważna kontuzja, która zakończyła jego występy. Przypomnijmy, w 90. minucie spotkania z Unią Janikowo przy stanie 0-0 Małecki tak wsadził nogę pod bramkarza gości, że co prawda gol dla Śląska padł, lecz otwarte złamanie nogi swoje zrobiło.
Najlepszy transfer Śląska
Innym razem Masztalerza wysłano na obserwację gracza Inkopaxu zbierającego niezłe recenzje.
- I jak tam zagrał? – dopytywali się telefonicznie ówcześni działacze Ślaska.
- Do bani, nic z niego nie będzie. Ale jest tu dwóch takich, którzy mogliby się przydać.
Ponieważ to był czas Cymanka i Sobiesiaka, zatem nie trzeba było długich narad, setek rozmów. Decyzje zapadały natychmiast:
- Nadają się? To pogadać z nimi.
Nie będę opisywał szczegółów, bo chociaż ciekawe, ale nam się artykuł zbytnio rozrośnie. Jednak wskazanie padło na gracza którego wcześniej wypatrzyła i podpisała kontrakt Amica Wronki, a drugim był Paweł Sasin. To był jeden z najlepszych transferów Śląska, bo za tak małe pieniądze ściągnąć gracza, który potem był rozchwytywany przez pierwszoligowe kluby to była naprawdę duża sztuka.
Cudze chwalicie, swego nie znacie
Przykładów na niesamowite oko Masztalerza znam jeszcze parę. Ale według ludzi ze Śląska ma trudny charakter. Bo prawdę mówi nie tylko opiniując zawodników, ale identycznie ocenia działaczy. A głoszenie prawdy o ich kompetencji bardzo często jest przestępstwem. Ponadto co się dziwić człowiekowi, którego zrobiono w idiotę w 2003 roku? Ówczesny prezes Jan Caliński wziął go na rozmowę o drużynie młodzieżowej, Masztalerz przez kilka godzin opowiadał o wszystkich zawodnikach których miał pod opieką, a na zakończenie rozmowy Caliński powiedział mu, że właśnie dostał wypowiedzenie z pracy.
Szukamy skautów. Na Bałkanach, w Ameryce Południowej. A mamy pod nosem faceta, który spojrzy na zawodnika i już wie, co z niego za piłkarz.
Roman Zieliński
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl