GKS Bełchatów – Śląsk 0-1 (0-0)
Mecz w Bełchatowie za sprawą naszych grajków okazał się historyczny. Jednak kibicowsko również był historycznym.
Przygotowania
Ostatnio ultrasi nasłuchali się o oprawach. I coś postanowili w tej materii podziałać. Nawet, jak to się mówi, pójść po bandzie.
Nie było natomiast problemu z wyborem rodzaju transportu. Autobusy + auta. Do Bełchatowa inną opcję wybierają tylko desperaci.
Niebywałą radość wzbudził termin spotkania. Po długim oczekiwaniu wreszcie udało się nie grać na wyjeździe w dzień powszedni. I od razu było wiadome, że nie będzie kłopotu ze zbyciem wszystkich wejściówek. O ile jeszcze w pierwszy dzień dystrybucji złośliwi mogli liczyć na niewykorzystanie kompletu, to drugiego dnia ci, którzy przyszli „pół godziny po otwarciu kas” bardzo się zdziwili.
Jazda
Wynaleźliśmy sposób, by wyczaić gdy szykuje się wyjazd z dodatkowymi atrakcjami. Tym razem wszystko zdawało się wskazywać na to, iż ktoś zabawiał się w szpiega. A jak jest szpieg, to i dywersja jest możliwa…
- Jak się ma dziać, to nawet i lepiej. Przynajmniej będzie wesoło – stwierdził „P”. Jednak początkowo nic nie wskazywało na to, że ewentualne spotkanie przyniesie oczekiwane skutki. Bo towarzystwo jechało „sobie a muzom”. Jednak już niedaleko za Wrocławiem się ogarnięto i wózki poustawiały się w jednej kolumnie.
Ale najpierw trzeba zaznaczyć historyczny moment. 17 minut po wyznaczonej godzinie odjazdu, autobusów już nie było na miejscu zbiórki. To chyba nasz rekord szybkości.
Ten błyskawiczny start spowodował, że można się było zatrzymać na dłużej w miejscu śmierci Rolika. Tu przypomnienie, Roland Leszczyński zginął w maju 2003 roku wracając z meczu z Bełchatowa. Tym razem zniczy pojawiło się sporo.
Część z nas będzie teraz robiła za gwiazdy programu TV – archiwum – policja, bo mundurowi na terenie województwa łódzkiego ostatnio chyba dostali przydział na kamery i postanowili wypróbować wszystkie. Innych przygód w drodze na mecz nie zanotowano.
Wejście
Przyjazd o optymalnej godzinie. Nie za szybko (deszcz, po co moknąć, zimno, nie ma sensu marznąć) i nie za późno (wszyscy, którzy mogli wejść – weszli na pierwszy gwizdek sędziego). Choć procedura wejścia była upierdliwa niesamowicie. Tamtejsza baba odpowiedzialna za odhaczanie na liście, faktycznie szukała tych nazwisk w pliku kartek… Na dodatek bramka. Cud techniki. Od góry zabezpieczona „łańcuchem świętego Antoniego”. Ktoś coś wspomniał o cywilizacji XXI wieku…
Kilka osób pozostało w środkach transportu. Parę osób z własnej, nieprzymuszonej woli. A jedna… szkoda gadać. Koleś dostał ksywkę „tancerz”, gdyż kroczył w rytmie muzyki. Niestety, słyszał ją jako jedyny. Trzeba było delikwenta odprowadzić do autobusu, jednak na wypadek, aby coś mu się nie przypomniało i nie „poszedł w miasto’ gdzie mógłby zostać ogołocony z koszulki, zabezpieczono ową koszulkę na czas trwania meczu. Tancerz mógłby ją stracić i potem byłoby, że Śląskowi barwy znikają.
Prognoza na mecz:
Prezentujemy rozmowę red. nacz. z „M”, jaka odbyła się podczas wchodzenia na stadion:
- Byłem tu na wszystkich meczach Śląska. I ani razu nie cieszyłem się ze zwycięstwa.
- Nie kracz.
- Ja tylko stwierdzam, że każda passa musi się wreszcie skończyć.
Mecz na boisku
Świetnie, że Śląsk zwyciężył. Kapitalnie, że miał kilka innych okazji do zdobycia bramki, niż ta po której gol padł. Rewelacja, że było dużo walki, zaciętości w grze. Ale trzeba też przyznać, ze jeśli komuś w tym meczu dopisało szczęście, to właśnie Śląskowi.
No cóż, szczęście też trzeba umieć mieć. A Śląsk pod okiem Lenczyka raczej je posiada.
Mecz na trybunachDeszcz wygonił ludzi do domów. Tak oceniliśmy stan wypełnienia stadionu. Choć wszystkie trybuny są zadaszone, to jednak frekwencja była nader nikła. Gospodarze bez fajerwerków, bez oprawy, z dopingiem który w sektorze gości był niemal niesłyszalny. Mają jakiś konflikt z zarządem, co być może wpłynęło tak na frekwencje jak i na postawę tych, którzy przyszli.
Co do sektora gości: to był najlepszy doping wyjazdowy Śląska od niemal dwóch lat. Ostatni raz z takim zaangażowaniem procentowym (tzn nie procentowym w sensie bycia na alkodopingu, lecz licząc ilość zaangażowanych w śpiewy w stosunku do ilości obecnych) i emocjonalnym (bo można śpiewać mrucząc i śpiewać z maksymalnym wydarciem) dopingowaliśmy półtora roku temu w… Bełchatowie. No, może jeszcze w Kielcach przed rokiem.
Doping był prowadzony długo po zakończeniu meczu. Po takim zryciu gardła pozostaje tylko żal, że aby dać się wkręcić w śpiewy, trzeba jechać poza Wrocław. O akustyce Oporowskiej to już w Fanie kilka elaboratów było.
Doping to jedno, ale tym razem Śląsk zaprezentował się z wyjazdową oprawą. Hasło „Śląsk ponad wszystko” jest typowo wrocławskie. To znaczy po raz pierwszy na trybunach stadionów pojawiło się jakieś ćwierć wieku temu. Oczywiście zadebiutowało we Wrocławiu.
Oprócz zielono – czerwonego transparentu z białym, podanym wyżej napisem, pojawiło się mnóstwo jednakowych flag na kijach, (tu uwaga: zielony nieco zbyt jasny) oraz dawno nie widziane w wykonaniu Śląska atrakcje pirotechniczne w postaci stroboskopów i rac. Piro pojawiło się nawet dwukrotnie. Jak już płacić karę, to przynajmniej wiedząc za co.
Generalnie: fajny, nakręcający doping (w drugiej połowie przez 45 minut śpiewano tylko i wyłącznie dwie piosenki, jedna trwała dobrze ponad pół godziny), oprawa i pirotechnika. I na dodatek zwycięstwo… kto nie był, jego strata.
Na płocie oprócz flag Śląsk pojawiła się „Pruszcz Gdański” – Lechii Gdańsk i „Kleparz” – Wisły Kraków.
VlepkometrBawiąc ostatnio w Kielcach bardzo do gustu przypadł wrocławianom „vlepkometr”. Cóż, każdy lubi te klasyfikacje, w której jest najlepszy. „Vlepkometrowanie” polega na jak najwyższym przylepieniu vlepki własnego klubu. No to teraz w Bełchatowie jeśli ktoś chce mieć swoje insygnia wyżej niż wrocławskie, to będzie się musiał sporo nagimnastykować pod dachem sektora gości.
Powrót
Jazda do domów była nadspodziewanie szybka. Bractwo dość sprawnie jechało wykorzystując milicyjne blokady skrzyżowań (wreszcie nie znalazł się taki, który jadąc w kolumnie uznał, że skoro jest czerwone światło, to trzeba stawać), a potem obstawiając autobusy które przy niewielkim natężeniu ruchu przemieszczały się dość sprawnie. Postoje króciutkie, bo i tak stacje i zajazdy były poblokowane.
Warte uwagi:
* Race. Jak przetransportowano – niech zostanie tajemnicą. Natomiast dwie wylądowały w krzakach pod stadionem.* Kapitalnie prezentowała się ekipa z Brzegu Dolnego. Wszyscy byli w jednakowych, dość specyficznych kurtkach.
* – Kiedyś wszyscy darli ryja, a jak trzeba było się bić, to każdy potrafił. A teraz jakieś podziały, ten nie jest od śpiewania, a ten nie jest od bicia. Jak dziś hooligansom się nie podoba śpiewanie, to uwalę w ryja ja – stwierdził „S”. W Bełchatowie „S” postanowił nakręcić do śpiewów towarzystwo, które do tego rodzaju zabaw nie jest zbyt chętne.
Ilu nas było?Zacznijmy od tego, że sporo osób się „rotowało” Wielu miało wejściówki, lecz nie mogło pojechać. Natomiast sporo pojechało, choć biletów nie posiadali. Na szczęście dało się to jakoś popodmieniać.
Mimo to około 30 osób koczowało pod bramami. A kilka, jak już zostało wspomniane – urzędowało w autobusach.
10 osób znalazło się na sektorze przeznaczonym dla kibiców niepełnosprawnych, który znajduje się obok miejsca przeznaczonego dla kibiców gości. Też darli ryja, też machali flagami.
W sumie cholera wie, czy jakiś bilet się nie zmarnował, ale przyjmujemy, że wykorzystano wszystkie wejściówki. Zatem zaliczamy sobie liczbę 384 (nie jak mylnie podawaliśmy 394), w tym gronie 8 osób to byli kibice Wisły Kraków, a 5 (inne źródło twierdzi, ze 3) – Lechii Gdańsk. Chyba 5, gdyż auto naszego gdańskiego ziomka było szczelnie wypełnione.
RZ, PP, P, M,