Kiedy trzy lata temu dotarły do mnie wiarygodne informacje na temat machlojek związanych z meczem Arka Gdynia – Podbeskidzie Bielsko-Biała, w którym to gospodarze przegrywali 0-2 by ostatecznie zwyciężyć 3-2, jakoś nie wzbudziło to większego zainteresowania pismaków. Miałem na ten temat mnóstwo rozmów z kibicami – żadnej z dziennikarzami.
Naiwniacy, czy też asekuranci doszli do wniosku, że skoro w futbolowym świecie szaleje antykorupcyjna inkwizycja, to takie, niemal jawne wałki są nie do pomyślenia. Może kwota 30 000 złotych wydawała się dziwnie niska?
No to teraz pismaki mają początek burzy nad swoją idyllą. Okazuje się, że spokój jest pozorny. Vuk Sotirović twierdzi, że dostał korupcyjną propozycję już będąc w Śląsku. Jak to zgrabnie ujął, stało się to przed meczem w którym strzelił gola – co bardzo zawęża krąg podejrzanych. Na dodatek daje do zrozumienia, że to spotkanie Śląsk zwyciężył.
Nie chce nam się bawić w statystyków, ale na pewno internauci wyszukają wszystkie takie mecze.
Gada, bo nerwus
Nikt normalny w stabilnej życiowo sytuacji z podobnym wyznaniem publicznie by się nie wynurzył. Ale Serb normalny nie jest. Porywczy, narwany, agresywny – takich jest wokół nas co nieco. Ale ma też jedną cechę, której brak znakomitej większości. Jest prostolinijny.
Teorie
Dlaczego ktoś miał podejść właśnie do Sotirovića? Zacznijmy od tego, że nie każda „propozycja korupcyjna” jest w rzeczywistości chęcią zakupienia meczu. Jest pewien sposób na skłócanie piłkarzy rywali. Wykorzystał ją między innymi Janusz Wójcik w przerwie meczu Zagłębie Lubin – Śląsk wiosną 2001 roku. Schodzących do szatni piłkarzy Śląska zrugał stwierdzeniem:- Co wy, kurwa, nie potraficie wygrać kupionego meczu?
W tym momencie było 1-0 dla miejscowych, a cała pogadanka była wygłoszona tak, by słyszeli ją zawodnicy Zagłębia. Co się musiało dziać w lubińskiej szatni wiedzą tylko bardzo doświadczeni piłkarze. Inna sprawa, że tamten mecz był faktycznie „załatwiony”. Ostatecznie Śląsk wygrał 3-1.
Podjęcie takich rozmów mogło mieć za zadanie rozbicie szatni Śląska. Czemu Vuk? Na pewno dlatego, że gada po polsku. Być może dlatego, że był blisko związany z Tarasiewiczem. Mając informacje od piłkarza że ktoś robi „podchody”, szkoleniowiec może zacząć się zachowywać nieracjonalnie. Pamiętacie mecz w Bełchatowie Mariana „fajna taktyka” Putyry? Jak nie, to przeanalizujcie składy Śląska w meczach w Bełchatowie i następnego, z ŁKS-em wiosną 2003 roku. Nieuświadomionym podpowiadamy, że do Wrocławia dotarła wiadomość, że przed spotkaniem z ŁKS-em (mającym decydować o spadku którejś z drużyn do III ligi) Śląsk miał być przez sędziego „wykartkowany”.
Teraz się zacznie i… skończy
Vuk jest nerwus, lecz raczej nie jest taki głupi, by sobie zmyślać jakieś historie. Choć, jak twierdzą na Oporowskiej, jest na tyle pozbawiony rozsądku, by takie rzeczy opowiadać (i dobrze, bo tylko w ten sposób możemy się pozbyć raka toczącego polski futbol od dziesięcioleci). Nawet jeśli obecny szkoleniowiec jest niepodatny na futbolowe skurwysyństwo i lubi ludzi o sztywnych zasadach moralnych.
Bo że teraz Vuk przez jakiś czas, z uwagi na posuchę medialną, będzie jednym z głównych „dań’ sportowej prasy, w to nie wątpi nikt.
Nikt nie wątpi również, że teraz nikt nie będzie sobie zawracał głowy meczem Lechia Zielona Góra – Śląsk z jesieni 2003 roku.
Roman Zieliński
Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl