Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

1 500 DNIÓWKI

Niedawno na naszych łamach przetoczyła się dyskusja, kto jest legendą Śląska. Choć jeden z internautów widział w tej roli mnie (serdeczne dzięki), lecz  wiadomo, że nie o trybuny chodzi, lecz drużynę. Prawdziwych rywali było dwóch, Ryszard Tarasiewicz i Janusz Sybis. Obaj mieli swoich zwolenników i przeciwników. Padały różne argumenty, ale specjalnej wojny między naszymi czytelnikami nie było.
Zwolennikami „Jasia” byli przede wszystkim starsi sympatycy Śląska. To naturalne, skąd młodsi mają znać jego sylwetkę, skoro polityka klubu jest obliczona na „tu i teraz”, historia to dla klubu coś nieistotnego. Wśród zwolenników Sybisa znaleźli się też młodzi, lecz oni bardziej niż na „tak” dla starszego z tej dwójki byli na „nie” dla Tarasia. To ci sami, którzy zwracali uwagę na aspekt finansowy. Kilku nawet wybiegło w przyszłość, zastanawiając się co będzie, jeśli Ryśkowi zechce się na siłę wyciągać kasę ze Śląska.
I tak kasa, którą Taraś dostawał już po tym, jak został odsunięty od drużyny, była dla wielu powodem drwin i złośliwych uwag. Wszakże 1 500 złotych za przebieranie palcami w butach to trochę pieniędzy jest. 1 500 – dziennie!
Wygrał „Jasiu”!
Wszystko wskazuje na to, że właśnie nadszedł ten moment, w którym spór o to kto jest legendą, a kto nie, samoistnie się rozstrzygnął. Przegląd Sportowy opublikował artykuł,. Z którego wynika iż Tarasiewicz, który dostaje z kasy Śląska regularnie pieniądze, chce otrzymać wszystkie na raz.
Jego argument jest następujący: „Umawialiśmy się na te pieniądze, ale ja miałem być pierwszym trenerem. Natomiast nim nie jestem. Zatem należy się cały hajs za zerwanie kontraktu ze strony klubu”.
Argumentacja klubu jest jasna: Kontrakt obowiązuje, ale w związku z fatalnymi wynikami prowadzonej przez Tarasiewicza drużyny (3 zwycięstwa w 2010 roku), lepiej dla klubu jest trzymać go jak najdalej od zespołu. Zatem: płacimy, lecz nie wymagamy świadczenia usług pracy.
Nie kopię leżącego
Paru z Was domaga się ode mnie, bym publicznie powiedział, jakie to haki mam na Tarasia.
Dopóki Taraś kopie się z klubem i to o tak prozaiczną rzecz jak pieniądze, zachowam te swoje spostrzeżenia dla siebie. Ale jest mi cholernie przykro, że ktoś, kto miał  być wodzem, rozmienia swój autorytet i swoją pozycję na drobne. Tym bardziej jestem zdziwiony, że jeszcze nie tak dawno na linii Tarasiewicz – Janukiewicz dochodziło do podobnych sporów i to Rysiek wyciągał finansowe zapędy bramkarza jako argument przeciwko niemu.
Przykro mi podwójnie, bowiem sporo zrobiłem, by Ryska kreować na wodza. Tymczasem wódz się zapętlił, pogubił i na dodatek sam już nie wie, kto mu przyjacielem a kto wrogiem.
Coś na wstrzymanie języka
Osobiście zdanie o Rysku zmieniłem bardzo, wielu kibiców Ślaska – również, ale jako grupa – wrogami mu nie jesteśmy. Mam nadzieję, że chociaż to uszanuje, bo teraz, gdy sprawa została wywleczona na światło dzienne różne argumenty z różnych stron padać będą. Nie chciałbym, żeby Tarasiewicz się zagalopował, jak to miało miejsce po meczu z Arką. To, że nie ma najlepszego zdania o mnie (o czym wiem, bo Rysiek gada trochę za dużo) mam w nosie.
Dostał swoją szansę, nie potrafił jej wykorzystać. Drugiej mieć nie będzie. Ale niech nie niszczy tego, co osiągnął.
Roman Zieliński
Jak zwykle, chciałem ostrzej. Ale redaktor Janusz spojrzał na mnie z politowaniem:
- Rysiek to w przypadku Śląska jest już historia. Jak Mieczysław Fogg. To nie jest temat…

Fot. Paweł Relikowski / „Polska – Gazeta Wrocławska”