Artykuły · Fanslask.pl / fanslask.pl

Śląsk o Ligę Mistrzów

Z dużym zaniepokojeniem odbieramy sygnały, jakie napływają z Oporowskiej. Otóż nowy prezes daje do zrozumienia, że w tym sezonie Śląsk będzie grał bez większej presji na wynik. Takie stwierdzenie oznacza ni mniej ni więcej: „swoje w zasadzie osiągnęliśmy, jeszcze tylko kilka punktów i utrzymanie jest zapewnione”.
Myślenie takimi torami jest drogą prowadzącą

do nikąd. Dlaczego? Bo jak zawodnicy zauważą, że mogą grac sobie w bambuko podczas rundy wiosennej, to i jesienią będą grali w tę samą gierkę. Choć wówczas okoliczności się już zmienią. Tak było, jest i będzie. W Polsce, Anglii czy w Chinach. W futbolu i w fabryce kredek.

Ponadto gdy się teraz patrzy na tabelę rozgrywek, to widać jak na dłoni, że w zasięgu Śląska są pozycje premiujące klub do gry w europejskich pucharach. Ba, przy sprzyjających okolicznościach można powalczyć nawet o… tytuł mistrza Polski. Nierealne? No to weźmy rozkład gier: z Grocliem Warszawa będziemy grac na Oporowskiej. Z Amiką Poznań również. A także z Legią. Bełchatów teraz jest targany jakimiś konfliktami. Odszedł trener Janas, najprawdopodobniej odejdzie Graguła. Z Wisłą będziemy grać w ostatniej kolejce. Wszystko układa się pod Śląsk. Tylko trzeba wyznaczyć sobie cel. Jak najwyższy cel. Pewnie, że doskonale wiemy iż obecny skład nie daje gwarancji wygranych w Wodzisławiu (z tamtejsza Odrą i Piastem Gliwice). Że personalnie nasze orły odbiegają (przynajmniej w teorii) umiejętnościami od zawodników Wisły, Legii czy Amiki. Ale jeśli na 13 kolejek przed metą ma się 6 punktów straty do lidera, to nie wiadomo kiedy ponownie taka sytuacja się powtórzy. Jeśli jest cień szansy na zrobienie rezultatu, to trzeba zrobić wszystko, by go wykorzystać. Tak rodziły się wielkie kariery. Nie tylko sportowe, również polityczne. A i ci, którzy potem zostali milionerami również w swoim życiu wykorzystali moment jaki im się nadarzył. Nikt przed nimi (topowymi sportowcami, biznesmenami, politykami) nie rozścielał dywanów. Każdy musiał walczyć o swoje.
Śląsk staje przed szansą. Może i to osiągnięcie, gdyby się je udało zrealizować, byłoby czymś na wyrost. Ale nikt nie pyta jak w 1978 roku Argentyńczycy zdobyli mistrzostwo świata. Nikt nie pyta jak mistrzem Włoch zostało Napoli. Ani jak Puchar Polski lądował przez trzy lata w rękach piłkarzy Amiki Wronki. Wojciech Fortuna oddał w życiu jeden genialny skok na nartach i do tej pory jest złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich.
Śląsk może czaić się do skoku Fortuny, albo spijać śmietankę z fantastycznej rundy jesiennej. My jakoś wolimy Śląsk czający się mistrza. Mamy nadzieje, że Tarasiewicz myśli w ten sam sposób.
AP
PS. Półtorej roku temu przed Śląskiem postawiono zadanie (UWAGA!!!) awansu za dwa lata. Gdzie bylibyśmy obecnie, gdyby nie za naszą, kibiców sprawą* pod koniec sierpnia 2007 nie zweryfikowano celów?
* W sierpniu 2007 roku przedstawiciele stowarzyszenia Wrocławski Klub Sympatyków Śląsk spotkali się z ówczesnym prezesem Antonim Kordosem. Przekazaliśmy mu nasze spojrzenie na sytuację. Zakładało ono wówczas, że nie wolno marnować roku, gdyż w związku z niejasną sytuacją kilku klubów pierwszoligowych może się okazać, że przepływ pomiędzy ekstraklasą a drugą ligą będzie większy niż planowanych dwóch drużyn (plus barażowicz). Ponadto nie wiadomo jaki będzie kształt II ligi w sezonie 2008/09, co może niekorzystnie wpłynąć na szanse Śląska na awans właśnie w tym sezonie.
Podobną dyskusję odbył również w tym czasie Roman Zieliński z Ryszardem Tarasiewiczem. Skończyło się tym, że zarówno prezes jak i szkoleniowiec przyjęli argumenty kibiców i założenia awansu przyśpieszono.