Remis 2-2 w meczu przyjaźni z Lechią Gdańsk należy uznać za szczęśliwy z uwagi na to jak i kiedy padały bramki. Ale tak naprawdę to zwycięstwo nie jest. Kto miał nas załatwić, jak nie Paixao? Powtarzanie, że wypuszczenie portugalskich bliźniaków było błędem jest może truizmem, ale trzeba mielić wciąż babole, bo nikt nie chce uczyć na błędach. Nawet na własnych. No to nas pokarało bramkami Flavio, zresztą nie po raz pierwszy.
Jeśli ktoś miał nadzieję na zastąpienie Golli, to chyba po meczu Śląska z Lechią nie ma już wątpliwości, że coś jest nie tak. Błąd Żivulića przy pierwszej bramce był wręcz filmowy. A baboli Stigleca nie ma kto naprawiać. A Musonda jako prawy obrońca raczej na plus zapisać nie można.
Nasz inny ulubieniec, Exposito zaliczył jedno fantastyczne zagranie. Niestety, było to okiwanie trzech rywali w środku pola. Jego zmiennik celny strzał oddał chwile po wejściu na murawę.
Swój wkład w wynik miał niewątpliwie sędzia Musiał. Tak, wiemy, że lubi Lechię. Tak, wiemy, że nie lubi Śląska. Ale żeby podczas sprawdzania na VAR sytuacji z 14 minuty, gdzie gracz Lechii ewidentnie zagrał ręką we własnym polu karnym jakoś tego „nie zauważyć”, to trzeba… mieć bardzo poważne kłopoty ze wzrokiem. Na plus – wyjście z wyniku 0-2 na 2-2.
Jaja sobie zrobiono z piłkarzy. Grali z żółtymi znaczkami na plecach zamiast nazwisk. Do tego zawodnicy obu drużyn wychodzili na boisko z małymi żółtymi dzieciakami.
Z kibicowskich historii – swojego transparentu doczekał się redaktor naczelny.
– Na brak popularności nie narzekam, ale ten z poparciem dla Dutkiewicza zrobiono kiedyś większy.
red, fot tt
PS. Część komentarzy wskazujących pewne rzeczy powinna się znaleźć na pewnej stronie z którą nie mamy nic wspólnego. Natomiast bardzo dziękujemy za zainteresowanie.
</section>