Mecz Zagłębie Lubin – Śląsk okazał się katastrofą sportową i wizerunkową. Ostateczny rezultat 3-1 to dla miejscowych szansa przepustki do pierwszej ósemki. Dla Śląska ostudzenie pucharowych mrzonek.
Patrząc na wydarzenia boiskowe – kreciki robiły lepsze wrażenie. Częściej w opałach był Putnocky niż jego vis a vis. Bramkarz Śląska, ale przed przerwą jak zwykle, miał sporo szczęścia. Zwłaszcza tuż przed końcem pierwszej połowy. Po błędzie – a jakże – Musondy aż dwa razy w ciągu paru sekund futbolówkę wybijali z linii bramkowej obrońcy (Żivulic i Puerto).
To nie był jeden babol Czarnej Perły. Wcześniej zrobił dokładnie to samo – podał piłkę rywalowi we własnym polu karnym. Bramki 1 i 3 (nieuznana) poszły „jego” stroną, a 4 (czyli trzecia) też zahaczyła o prawe, bambusowe skrzydło. Zagłębie obnażyło wszystkie słabe strony Śląska, a dramat zaczął się po przerwie.
Mecz nie wzbudził większego zainteresowania. Doliczono się 5 600 widzów, lecz w Lubinie jak wiadomo na papierze się oni mnożą. 5 600 to co trzecie miejsce na całym stadionie musiałoby być zajęte. Na trybunach działo się niewiele. Miejscowi wywiesili transparent o Żołnierzach Niezłomnych.
Krzyknęli też „piłka nożna dla kibiców”. Oraz I zwyczajowy zestaw bluzgów ze strony miejscowych.
Fanów Śląska na meczu nie było, to jeszcze efekt kar po pucharowym meczu z Widzewem. Był jedynie KKN, który zameldował się na tym meczu w 39 osób z 4 flagami (2 KKN-u i 2 narodowe z okazji Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych).
red fot NI-FO
</section>