750 kibicĂłw ZagĹÄbia Sosnowiec mimo formalnego zakazu uczestnictwa z zorganizowanych wyjazdach obejrzaĹo poraĹźkÄ 0-2 swojej druĹźyny we WrocĹawiu z sektora goĹci. Dodatkowo spora grupka fanĂłw ZagĹÄbia wizytowaĹa trybuny gospodarzy. I to nie jako partyzanci.
W meczu druĹźyny najsĹabiej grajÄ
cej u siebie z druĹźynÄ
najsĹabiej grajÄ
cÄ
na wyjazdach mĂłgĹ byÄ albo remis, albo ktoĹ musiaĹ siÄ przeĹamaÄ. Na szczÄĹcie wyszĹo na to, Ĺźe to ĹlÄ
sk odbiĹ siÄ od dna tabeli meczĂłw u siebie.
W zasadzie spotkanie powinno byÄ rozstrzygniÄte juĹź do przerwy. Ale jak siÄ pomaga „gĹĂłwce” rÄkÄ
(Tarasovs) lub nie trzyma linii spalonego (Radecki), to co z tego, Ĺźe piĹka wylÄ
dowaĹa w siatce.
Tym razem nie mogliĹmy narzekaÄ na piĹkarza, o pardon, sÄdziego MusiaĹa. Przy obu nieuznanych bramkach niestety miaĹ racjÄ, natomiast wyrzucenie z boiska zawodnika ZagĹÄbia to byĹ majstersztyk. Pierwsze zagrania faktycznie na „şóĹtko”, ale ten drugi faul naciÄ
gany jak gumka procy. Co nie zmienia faktu, Ĺźe sosnowiczanie musieli graÄ ponad póŠmeczu w 10.
PrzyglÄ
daliĹmy siÄ Bambie. Ani partacz (choÄ ta 10 minuta…), ani orzeĹ. Przynajmniej na razie. ZagĹÄbie teĹź ma swojego BambÄ.
Po przerwie ĹlÄ
sk odpuĹciĹ czekajÄ
c na kontry i po jednej z nich za sprawÄ
Radeckiego wszystko zostaĹo zaĹatwione ostatecznie.
Na trybunach fajerwerkĂłw nie odnotowano. Na pĹocie ĹlÄ
ska gĹĂłwnie repliki starych flag.
red, fot. NI-FO
</section>