Mandat 500 złotych, paru spałowanych przez białokaskowców podczas drogi na/ze stadionu na dworzec, nowy szalik w szafie i strata pozycji lidera – w największym skrócie tak można opisać wyjazd do Zabrza.
Trudno utrzymać pozycję lidera, skoro się remisuje trzeci mecz z rzędu. Dopadło nas to, co musiało wreszcie wyjść. Nie mamy napastnika z prawdziwego zdarzenia. Nasz hiszpański zbawca okazał się nieudacznikiem. Nawet dziennikarze to już zauważyli. Tak, podczas meczu z Górnikiem Despacito miał jedno fenomenalne podanie na wychodzącego Płachetę, ale to raczej zadanie pomocnika. Napastnik jest przede wszystkim od strzelania bramek. Ta jedna, jedyna w spotkaniu z Piastem się przydała, ale jeśli to ma być cały dorobek napadziora, to trzeba się zastanowić na co się wydało pieniądze. Bo z tym osobnikiem piłkarzopodobnym to jest tak, że niby jest, ale tak naprawdę go nie ma.
Może faktycznie trzeba dać więcej szansy Szczepanowi, po którym widać było chęć gry i w ciągu pół godziny gry zrobił więcej, niż występujący dwa razy dłużej Hiszpan, bo oddał dwa strzały.
Śląsk spadł z pozycji lidera, ale nie przegrał. Co więcej, seria bez porażek trwa. Ostatni raz w meczu o stawkę Śląsk poległ z… Górnikiem Zabrze we Wrocławiu 25 kwietnia tego roku. Zatem 13 kolejek bez przegranej. 143 dni po tej przegranej Śląsk zagrał z tym samym Górnikiem, tym razem w Zabrzu i był od niego lepszy. Ale bez napastnika trudno było tą wyższość pokazać.
Andrzej P, RZ, fot. dreamstime.com
</section>