Opieranie się na szczęściu właśnie przestało przynosić efekty. Jeszcze nie do końca, bo statystyki z meczu z Jagiellonią wskazują, iż tak do końca to pan Fart nas nie opuścił, lecz wszystko wskazuje na to, że już na niego za bardzo liczyć nie sposób.
Kiedy szczęście zaczęło się od nas odwracać? Można polemizować. Bo nawet w serii spotkań zremisowanych element farta był Śląskowi przychylny. Wystarczy przypomnieć strzał w poprzeczkę w 92 minucie meczu w Gdańsku, gdy piłka odbijając się od linii bramkowej wyszła w pole, czy wybuch talentu strzeleckiego u naszej hiszpańskiej gwiazdy w pojedynku z Krecikami.
Ale generalnie już nie jest tak radośnie jak było po 5 kolejkach. Już chyba wszyscy zdali sobie sprawę z tego, że ta drużyna o mistrza walczyć nie będzie, bo choć liga jest słaba, to my na jej tle też najmocniej nie wypadamy. Za dużo pomyłek personalnych, za dużo wkładów do koszulek zamiast zawodników.
Czy czarny wynalazek ma kontuzję czy czeski trener wreszcie się zorientował, że nawet na ławkę się nie nadaje tego nie wiemy, ale rezygnacja z usług tego pana spokojnie odciążyla by budżet. Despacito – wszystko na to wskazuje – jest grajkiem jednego meczu. Coraz więcej pytań o zasadność przytulenia Zivulica zaczyna nas dręczyc. Liczba jego błędów, których efektem są bramki dla rywali zaczyna zastanawiać.
Te personalne elementy braku farta to jedno. Lecz nie sposób zapomnieć elementu w pełni sterowalnego. W meczu z Widzewem o PP sami się wystawilismy na jego brak. Może to nadinterpretacja, lecz to spotkanie może okazać się przełomowym. Takim na pewno było dla Widzewa, wystarczy zerknąć na jego wyniki od tamtego czasu. Natomiast jakie po laniu w Łodzi rezultaty ma Śląsk, każdy fan WKS-u widzi.
RZ, fot. NI-FO
</section>