Śląsk wygrał na zakończenie sezonu z Arką Gdynia 4-0 w meczu, który niczego istotnego już nie mógł zmienić. A który jeszcze 2-3 tygodnie temu zapowiadał się jako wielka wojna o pozostanie w lidze.
Ostatecznie było to spotkanie piknikowe. Zwłaszcza dla przyjezdnych, którzy najwidoczniej uznali, że pozostanie ugrane już we wtorek definitywnie skończyło im sezon.
Śląsk zagrał dla kibiców i dla swoich kontraktów, dlatego wygrał.
I się okazało, że po meczu z Górnikiem Zabrze coś się w tym zespole zmieniło. Na tyle, że zespół odnotował 1 remis i aż cztery kolejne zwycięstwa.
Można?
Można!
Na trybunach, mimo braku kibiców gości, zresztą zapowiadanego, dzięki normalnemu terminowi (sobota) i fajnej pogodzie, a także nakręcanej propagandzie podwórkowej pojawiło się sporo więcej widzów niż na ostatnich meczach WKS-u. Na trybunie Oporowska bractwo zebrane w trzech sektorach wreszcie wyglądało na młyn, bo poprzednio wizerunkowo wszystko przypominało frekwencyjną katastrofę.
Po przerwie pod hasłem palenia ze wstydu za piłkarzy odpalono race. Ponadto dostało się sędziemu Stefańskiemu i PZPN-owi. Głównie za „specyficzne” prowadzenie meczów Lechii Gdańsk.
Na trybunach najbardziej wsłuchiwano się w to, kto spadnie. Jednak trzymanie kciuków za Miedź ostatecznie nic nie dało, co zresztą było do przewidzenia.
red, fot KK – przygotowania do racowiska na trybunie Oporowska
</section>