No to teraz będziemy mieć używanie. Jak to było? Oszczędzamy pierwszy skład w meczu z Widzewem, żeby ugrać coś w Kielcach?
No to mamy. Łomot u leszczy z Widzewa, łomot u leszczy z Kielc. Koniec snu o potędze. Mistrzowski efekt wspaniałej, kunktatorskiej myśli szkoleniowej.
Porażka 0-1 w Kielcach była pierwszym spotkaniem po wydanym przez Komisję Ligi zakazie wyjazdowym wydanym na fanów Śląska. Zatem poza 7-osobową ekipą niepełnosprawnych kibiców z Wrocławia (z jedną flagą) nie było. A przy okazji w praktyce nie było kibiców miejscowych. Frekwencja z tych pusto stadionowych. Ale to już problem Kielc i Korony.
Wypoczęty Śląsk rozegrał fantastyczne spotkanie i wręcz zmiażdżył siermiężną Koronę… dobra nie ma co brnąć w dowcipy. Wicelider walczył sobie z jednym z poważniejszych kandydatów do spadku jak równy z równym.
Może gdyby Płacheta wykorzystał świetne wypuszczenie sam na sam… ale nie wykorzystał. I pierwsza połowa upłynęła pod znakiem obustronnego gubienia piłki i prostych błędów. Śląsk oddał więcej strzałów na bramkę, lecz nie były to jakieś skierowane w okienka petardy. Nasz czarny ulubieniec dostosował się drużyny, czyli lipa. Bardzo nam się „spodobały” dośrodkowania Brozia. Na siłę w kierunku bramki i „jakoś to będzie”.
Bardzo słaby występ Stigleca.
Trzeba jeszcze przypomnieć, że jednej bramki dla Korony sędzia nie uznał, a raz bardzo mocny strzał wybronił z bramki głową Puerto.
Pierwsza wygrana Korony w Kielcach w tym sezonie. A teraz mała zagadka: kiedy ostatni raz Śląsk zwyciężył? I nasuwające się kolejne pytanie: kiedy wygra następnym razem?
RZ, F-M, BK, fot. Puchar Polski – oczywiście zdjęcie wstawiliśmy złośliwie.
</section>