0-0 w Warszawie z Legią najczęściej brane byłoby w ciemno. Po drugiej połowie za to 0-0 Śląsk powinien do Częstochowy na kolanach zasuwać, bo obraz gry był taki, że wszystko działo się mniej więcej na wysokości pola karnego WKS-u.
Problemy Legii są problemami Legii, to, że nie grali w optymalnym składzie – to ich sprawa. Nas obchodzą problemy Śląska. Po kilkunastu świetnych minutach w meczu z Piastem przyglądaliśmy się napastnikowi z Hiszpanii. Ten Piast był chyba jego łabędzim śpiewem. Znów był to iberyjski dramat. Murzyn, kolejny nasz ulubieniec, potwierdził swoje „atuty”. Dużo wiatru, zero pożytku. Niestety wiele więcej nie można powiedzieć o Płachecie. No dobra, ci przynajmniej biegają. Ktoś zauważył w ogóle występ Chrapka? Nieco lepiej niż na swoim normalnym poziomie zagrał Broź, ale on zawsze się mobilizuje na Warszawę. Na plus, jak to u nas najczęściej – bramkarz. Putnocky musi popracować nad chwytem, ale ustawia się dobrze i co najważniejsze – piłek nie przepuszcza. Bo do tego co ma, ma jeszcze szczęście.
Na trybunach działo się niewiele. Oprawa Śląska upamiętniająca Powstanie Warszawskie*, Legia z flagami – machajkami.
Śląsk w 402 osoby (w tym ok. 60-osobowa delegacja z Lublina oraz 8 osób z Opavy), z trzema płótnami / czterema flagami: Łaziory, Trójkąt, PDW oraz Śląsk Wrocław. Dodatkowo w sektorze poniżej dwie flagi KKN-u oraz 35 osób niepełnostrawnych.
RZ, BK, F-M, KP, G-K, B fot. NI-FO
* żarcik taki.
</section>