Wszyscy siÄ zastanawiajÄ
nad tegorocznym fenomenem ĹlÄ
ska. DruĹźyna, ktĂłra 25 kwietnia byĹa niemal murowanym pewniakiem do spadku z ligi, od tego czasu nie tylko siÄ utrzymaĹa, i to z nadwyĹźkÄ
czterech punktĂłw, ale w kolejnych 12 spotkaniach odniosĹa 9 zwyciÄstw przy trzech remisach i wylÄ
dowaĹa na samym czubku tabeli.
O metamorfozie w koĹcĂłwce poprzedniego sezonu napisano juĹź tyle, Ĺźe nie ma sensu siÄ powtarzaÄ. Natomiast wszyscy zachodzÄ
w gĹowÄ, co siÄ staĹo w przerwie letniej, Ĺźe nagle zespóŠzaczÄ
Ĺ wygrywaÄ.
Po analizie takich elementĂłw jak strzaĹy celne w poszczegĂłlnych meczach nieodparcie nasuwa siÄ wniosek, Ĺźe najwiÄkszym szczÄĹciem ĹlÄ
ska latem byĹo to, co poczÄ
tkowo wydawaĹo siÄ katastrofÄ
. OdejĹcie niezĹego bramkarza, Jakuba SĹowika, jawiĹo siÄ jako gwóźdĹş do trumny. Tymczasem pojawiĹ siÄ Matus Putnocky. Wielu przyjmowaĹo go doĹÄ sceptycznie, gdyĹź w Poznaniu wielkiej kariery nie zrobiĹ. Na dodatek sporo osĂłb widziaĹo ostatni mecz poprzedniego sezonu w barwach Amiki, w ktĂłrym Piast Gliwice po jego ewidentnym bĹÄdzie zdobyĹ tytuĹ mistrza Polski.
Jak tam byĹo z tym golem, na ktĂłrzy czekaĹa caĹa piĹkarska Polska oprĂłcz Warszawy, pewnie nie dowiemy siÄ nigdy, ale jeĹli faktycznie to byĹ tylko pech, to wĹaĹnie karta sĹowackiemu bramkarzowi siÄ odwrĂłciĹa. OkazaĹo siÄ, Ĺźe z Poznania do WrocĹawia przeszedĹ wyjÄ
tkowo skuteczny bramkarz. Skuteczny i grajÄ
cy ze szczÄĹciem.
MiaĹa byÄ katastrofa po odejĹciu SĹowika, wyszĹo na to, Ĺźe to miÄdzy sĹupkami jest najmocniejszy punkt ĹlÄ
ska.
Andrzej P, RZ, fot. r-gol.com
Zajrzyj na sklepkibol.pl
</section>