Będzie emocjonalnie, bo mi pewien h… podniósł ciśnienie.
Na początek wprowadzenie. Tak, literacko h.. jest ch…m przez „ch”. Ale przez całą moją młodość wszystkie mury Wrocławia i całej Polski były opisane przez samo „h”. A już tak mam, że hołduję tradycji, dlatego 2 liga nigdy nie będzie dla mnie ligą pierwszą, Amica została Amiką mimo przenosin do Poznania, a h… jest h…em przez samo „h”.
Od trzech dni w prawicowym świecie wirtualnym poruszenie, bo Jakubiak i Liroy opuścili Konfederację. O Liroyu tu pisał nie będę, bo anim jego fan, anim znawca jego twórczości muzycznej ani politycznej. Ale Jakubiaka obserwuję od jakichś 4 lat. I mi gość po prostu śmierdzi. Choć gdy się pojawił w zbiorowej świadomości początkowo wywoływał pozytywne skojarzenia (akcja lewactwa, by nie pić ówczesnego jego piwa Ciechan).
Śmiałem się, jak widziałem jego polityczne tańce przed pół rokiem. Przyglądałem się zakładaniu przez niego Federacji, widziałem ułomności tego wirtualnego tworu, ale widziałem też niesamowitą umiejętność Jakubiaka wykorzystywania tego wirtualnego minibytu, nad którym zresztą nie miał istotniejszej kontroli, do politycznego szarogęszenia się.
Mimo wszystko, gdy ostatecznie, łaskawie „zgodził się” na udział w Konfederacji, byłem zadowolony. Zawsze to szabelka więcej – kombinowałem.
– Z h…ami się nie gada – od razu ocenił Jakubiaka Jacek Międlar, gdy rozmawialiśmy o tym „nabytku” ekipy Bosaka, Korwina i Brauna. No, nie tymi słowami, Jacek jest… mniej robotniczo – chłopski, ale taki właśnie był wydźwięk tego, co powiedział. Ja jednak patrzyłem na to poszerzenie elektoratu, jak mi się wydawało, cwaniej.
Przyznam szczerze, że czując obiekcje, nie myślałem, że aż tak bardzo będę się mylił. Tak, podprogowy przekaz Międlara „z h…ami się nie gada” jest znacznie lepszym rozwiązaniem, gdy kombinuje się z osobnikami, o których wiesz, że są gnojkami. Tacy zawsze zdradzą, sprzedadzą. Można z nimi od biedy robić interesy, ale nie w jednej bandzie.
Jakubiak to gnida. Dokładnie pamiętam jak kluczył pod koniec ubiegłego roku, gdy mu proponowano miejsce numer 1 na liście, i jak później, w marcu w desperacji dołączył do Konfederacji, kiedy mu się inne możliwości wyczerpały.
Teraz sobie posłuchałem tego krętacza. Kłamstwo to jego drugie imię. A nawet pierwsze. Żaliło się toto z braku jego nazwiska w rozszerzonej nazwie #K, zapominając, że formalnie zgłosiło się, gdy rejestracja nazwy była w toku. To jeszcze kij. Tak łgać, to tylko największe h…ki potrafią. Stwierdziło toto bowiem, że „my, jako FdR byliśmy zwolnieni ze zbierania podpisów, a jednak ponad 20 tysięcy podpisów przynieśliśmy”.
To słowa typa, który był na liście wyborczej.
To ja, gnoju jeden, zbierałem podpisy, zbierało ich mnóstwo ludzi w ramach wolontariatu, a ty, palancie „byłeś zwolniony”? To do czego ty byłeś potrzebny?
Liczba 20 tysięcy została obśmiana przez znających temat, ponoć megalomanowi się jedno zero dodało. Tego nie sprawdzę, jednak widząc poziom nabuchania Jakubiaka mam podejrzenie graniczące z pewnością, że te marne 20 tysięcy to wynik imaginacji bufona.
Prawa strona internetu „ma nadzieję, że panowie się pogodzą, bo taka jest polityka”.
Ja mam nadzieję, że jak do kutafona dotrze, że samodzielnie nie nazbiera podpisów potrzebnych do startu do parlamentu, to nikt nie wpadnie na pomysł, żeby h…a ponownie przytulić.
Mógł powiedzieć „sory, nie po drodze nam, mam większe ambicje, trochę nie pasuje mi program” i takie rozstanie byłoby w porządku. Ale h.. woli być h…em. To niech nim jest.
Roman Zieliński, fot. ciechan,arch – zdjęcie starego plakatu na spotkanie o Gan-Ganowiczu, polskiego antykomunisty, który przemawiał do czerwonych w jedynym zrozumiałym dla nich języku – kulami karabinu.
Odzież partiotyczna i antysystemowa sklepkibol.pl
</section>