Coraz bardziej zgadzam się z opinią, że Kaczyński to doskonały kombinator polityczny, który swoje intrygi prowadzi fantastycznie, lecz na końcu zawsze się potknie o swoje własne nogi. To, co się dzieje teraz w środowisku przedsiębiorców, po tym, jak Kaczyński przegiął z obietnicami płacowymi jest jednym z dowodów na tę tezę.
Ale już teraz widać, że nie wypaliła inna intryga. Między ogłoszeniem wyborów a terminem rejestracji list wyborczych – tak zrobiono, żeby było jak najmniej czasu. Po co? Po to, by małe komitety wyborcze się nie zarejestrowały. W zamyśle chodziło o to, by te małe komitety nie odbierały głosów PiS-owi po prawej stronie sceny politycznej. Najważniejszym punktem intrygi miało być nie zdążenie zarejestrować się przez Konfederację, co definitywnie rozwiązywałoby PiS-owi „problem prawej strony”.
No i nie tylko „nie udało się”, bo Konfederacja jednak się zarejestrowała w całej Polsce, więc jest jednym z pięciu komitetów, które mają szansę na wejście do parlamentu. Gorzej dla PiS-u. Inne małe komitety wyborcze głoszące prawicowe lub antysystemowe hasła/ treści/ programy nie przeskoczyły zastawionej przez PiS pułapki, zatem ludzie, którzy może i by chcieli głosować na jakiegoś Gwiazdowskiego* czy Marka Jurka teraz nie mają wyjścia. Albo zostaną w domach, albo będą zmuszeni oddać głos na Konfederację.
Kaczyński sam się zakiwał w swoją własną intrygę.
Roman Zieliński, fot. kaczor donald – werner bros
* Tak, wiem, że Gwiazdowski po zrobieniu numeru p.t. „zabieramy głosy Konfederacji” w eurowyborach stracił zainteresowanie bycia koniem trojańskim na rynku wyborców wolnorynkowych i teraz nawet nie próbował wystartować, ale było parę innych nagle pojawiających się komitetów wyborczych. Proszę odebrać tego Gwiazdowskiego z artykułu jako zamiennik dla tych wszystkich „innych”.
zajrzyj na sklepkibol.pl
</section>